W ciągu ostatnich dwóch lat rząd Gruzińskiego Marzenia przeszedł od punktowych nacisków na krytyków – z opozycji, mediów czy organizacji pozarządowych – do systemowej restrukturyzacji i podporządkowywania sobie sfery publicznej.

Partie polityczne zostały ograniczone finansowo i wkrótce mają zostać zlikwidowane, liderzy opozycji są aresztowani, a przeciwko nim formułowane są nowe, zmyślone zarzuty. Organizacje pozarządowe i think tanki są dławione przez ustawy o agentach zagranicznych oraz przepisy dotyczące finansowania grantowego. Niezależne media znalazły się pod presją prawną, regulacyjną i finansową. Wszystkie te procesy sprawiły, że Gruzja znajduje się o krok od dyktatury jednej partii.

Pełna dyktatura nie jest jednak możliwa bez podporządkowania uniwersytetów i kontroli nad programami nauczania. I właśnie to obserwujemy od dwóch miesięcy.

Narodowa koncepcja… kontroli

Koncepcja Narodowa ds. Reformy Szkolnictwa Wyższego z 2025 r. oraz zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym nie stanowią zwykłej reformy sektorowej. Są przykładem rozszerzenia na sferę akademicką tej samej logiki rządzenia, którą wcześniej zastosowano wobec NGO i aktorów politycznych. Istotą reformy nie jest modernizacja, zapewnienie jakości czy dopasowanie do rynku pracy, jak twierdzą urzędnicy z partii władzy – Gruzińskiego Marzenia (dalej: GM). W rzeczywistości wydaje się, że chodzi o realizację następujących celów: centralizację władzy w ramach ministerstwa kultury i podporządkowanie kierownictwa uniwersytetów; zamknięcie niepożądanych uczelni; pozbycie się ze szkolnictwa wyższego profesorów o krytycznym nastawieniu; a także wypchnięcie masy studenckiej z Tbilisi do regionów i na obrzeża kraju.

W ramach zmian rząd uzyskuje uprawnienia do decydowania o tym, jakie programy edukacyjne mogą oferować poszczególne uniwersytety oraz ilu studentów mogą przyjmować na poszczególne kierunki. Choć władze zazwyczaj dysponują ogólną prerogatywą w tym zakresie poprzez autoryzację uczelni i akredytację programów, w Gruzji premier i minister edukacji rozszerzyli te kompetencje do poziomu, na którym mogą po prostu „zabijać” uczelnie, które im się nie podobają.

Zgodnie z ostatnimi dekretami jeden z wiodących uniwersytetów w kraju – Państwowy Uniwersytet Ilii (Uniwersytet im. Ilii Czawczawadzego w Tbilisi, ISU), który corocznie przyjmował ok. 6 tys. studentów i cieszył się najwyższym ratingiem wśród gruzińskich uczelni, otrzymał w tym roku zgodę na przyjęcie zaledwie 300 studentów. Gruziński Uniwersytet Techniczny stracił niemal połowę swoich programów, ponieważ rząd zdecydował, że powinien oferować wyłącznie „tradycyjne” kierunki – architekturę i programy technologiczne.

Poprzez nowe regulacje GM ograniczyło instytucjonalną autonomię uniwersytetów oraz wolność akademicką kadry profesorskiej. Uczelnie zostały pozbawione fundamentalnego prawa do definiowania własnych profili akademickich.

Państwo zdecyduje za studentów i uczelnie

Nie jest to jednak jedyna zmiana wprowadzana przez partię władzy – rozwiązania te praktycznie kopiują model znany z państw autorytarnych, przede wszystkim z Rosji.

Nowy model finansowania oparty na zamówieniu państwowym („state order”) dodatkowo wzmacnia tę zmianę. Zamiast dotychczasowego systemu finansowania opartego na wyborze studenta (student otrzymywał voucher, który mógł wykorzystać według własnej decyzji), pieniądze budżetowe będą teraz trafiać wyłącznie do uniwersytetów państwowych. Pozbawi to uczelnie prywatne – których rola i jakość znacznie wzrosły w ostatnich latach – niezbędnych środków na rozwój programów i infrastruktury.

W systemie, w którym szkolnictwo wyższe już teraz jest niedofinansowane w porównaniu ze standardami europejskimi, państwo zapewnia zakłócające rynek dotacje dla uczelni publicznych, osłabiając konkurencję. Dalszy wzrost uzależnienia od scentralizowanego finansowania jedynie zwiększy wpływy partii rządzącej. Wrażliwość finansowa stanie się instrumentem zarządzania – dotąd nie mieliśmy do czynienia z takim zjawiskiem w dziedzinie edukacji.

Reforma idzie jeszcze dalej. Zasada „jedno miasto – jeden fakultet” eliminuje konkurencję w kluczowych dyscyplinach poprzez przypisywanie miastom konkretnego profilu akademickiego na szczeblu centralnym. Ta koncepcja nie ma większego sensu z punktu widzenia logiki systemu akademickiego. Według tego założenia Uniwersytet Państwowy w Tbilisi może posiadać jedynie takie fakultety, których nie mają inne uniwersytety.

To właśnie było głównym uzasadnieniem drastycznych ograniczeń zastosowanych wobec Uniwersytetu Ilii. Wydaje się ono jednak wysoce upolitycznione i cyniczne. Nie ma bowiem innego prawnego powodu, dla którego postanowiono „wykończyć” ISU. Reforma zarządcza lub restrukturyzacyjna nie byłaby możliwa, ponieważ uczelnia posiadała wysoki poziom autonomii instytucjonalnej. Zwolnienie profesorów również nie zadziałałoby, bo pojawiłby się problem ze znalezieniem dla nich zastępstwa. Dlatego wybrano prostsze rozwiązanie – uniwersytet może dalej funkcjonować, ale nie może przyjmować większej liczby studentów.

Siedziba wolnej myśli

Można się zastanawiać, dlaczego właśnie Uniwersytet Ilii stał się tak dużym problemem. Wyjaśnienie jest jedno – i również ma charakter polityczny.

W rankingach uczelnia ta zajmuje najwyższą pozycję w Gruzji. ISU znalazł się na pierwszym miejscu w kraju w rankingu Times Higher Education World University Rankings 2025. Ranking ten ocenia uniwersytety z całego świata pod kątem jakości nauczania, środowiska badawczego, jakości badań, powiązań z przemysłem oraz umiędzynarodowienia.

Uniwersytet znacząco poprawił w ostatnich latach swój wynik badawczy (z 34,6 w 2022 r. do 49,6 w 2024 r.), a także wskaźniki umiędzynarodowienia, m.in. dzięki programom wspólnych i podwójnych dyplomów oraz rozszerzonej współpracy międzynarodowej.

Na tej uczelni pracowało również wielu profesorów, którzy protestowali przeciwko decyzji rządu z 28 listopada 2024 r. o zawieszeniu procesu eurointegracji. Wielu byłych wysokich rangą urzędników z administracji Micheila Saakaszwilego (byłego prezydenta) znalazło zatrudnienie na tej uczelni – nie z powodu swojej politycznej przeszłości, lecz dlatego, że byli akademikami jeszcze przed wejściem do struktur rządowych.

Przede wszystkim jednak ISU słynął z bardzo aktywnego środowiska studenckiego. Studenci tej uczelni uczestniczyli w protestach na Alei Rustawelego w latach 2024–2025. Teraz, gdy większość wydziałów ISU nie może przyjmować nowych studentów, a druga ważna uczelnia – Tbiliski Uniwersytet Państwowy (TSU) – nie może zwiększyć liczby miejsc na analogicznych kierunkach, nowi studenci będą musieli wyjeżdżać do Kutaisi, Batumi lub innych miast.

Ataki na „uczelnię Saakaszwilego”

Powiązane z rządem media oraz ważni urzędnicy rozpoczęli intensywną kampanię oszczerstw przeciwko prywatnej uczelni University of Georgia (Uniwersytet Gruziński), jej instytutowi badawczemu Gnomon Wise oraz szkole średniej High School of Georgia. Oskarżano je o „indoktrynację”, zaangażowanie w „scenariusz rewolucyjny”, a nawet o „promowanie terroryzmu”.

University of Georgia (UG) to kolejna ważna i aktywna uczelnia, która stała się celem ataków. Jest to czołowa prywatna placówka w kraju pod względem dochodów i współpracy międzynarodowej. W prorządowych narracjach z ostatnich miesięcy twierdzono, że uczelnia – rzekomo współpracując z zachodnimi partnerami i opozycją – rekrutowała i szkoliła młodych ludzi do przeprowadzenia brutalnego przewrotu, wzorując się na ruchach takich jak serbski Otpor. Zarzucano jej korzystanie z nielegalnego finansowania oraz udział w rzekomym spisku „Deep State”.

Prominentni politycy, w tym premier kraju, burmistrz Tbilisi oraz członkowie parlamentu, powtarzali te oskarżenia. Prorządowa stacja telewizyjna Imedi emitowała materiały, w których UG nazywano „podżegaczami do terroryzmu”, wymieniając nawet nazwiska konkretnych wykładowców.

W październiku ubiegłego roku rektor Gruzińskiego Uniwersytetu Technicznego Dawit Gurgenidze zwrócił się do prokuratury o zajęcie własności University of Georgia, twierdząc, że w czasach poprzednich rządów została ona nielegalnie przekazana Giuli Alasanii – matce byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego i współzałożycielce tej prywatnej uczelni.

Premier Irakli Kobachidze publicznie poparł te oskarżenia, twierdząc, że były prezydent i jego matka zbudowali ten biznes edukacyjny dzięki preferencyjnemu dostępowi do aktywów państwowych. Już 27 października prokuratorzy wszczęli postępowanie w związku z domniemanymi nadużyciami. Prawdopodobnie wkrótce dojdzie do dalszych działań prawnych przeciwko uniwersytetowi.

Kontrola uczelni to wpływ na kształt przyszłych elit

Logika polityczna stojąca za trwającą reformą, którą wielu określa jako „deformację”, jest oczywista. W Gruzji uniwersytety historycznie funkcjonowały jako przestrzeń mobilizacji politycznej i intelektualnego oporu. Studenci odegrali kluczową rolę podczas Rewolucji Róż, a później wielokrotnie byli motorem proeuropejskich demonstracji w ciągu minionej dekady.

Uczelnie wyższe zapewniają sieci kontaktów, legitymację oraz zdolności organizacyjne. To one kształtują przyszłe elity państwa. Sędziowie, dyplomaci, pracownicy służby cywilnej, ekonomiści i dziennikarze przechodzą przez te instytucje. Rząd, który dąży do zapewnienia reżimowi długoterminowej stabilności, nie może ignorować tego, gdzie kształcą się przyszłe pokolenia decydentów.

Gdy organizacje społeczeństwa obywatelskiego oraz niezależne think tanki napotykają regulacyjne ograniczenia, uniwersytety stają się naturalnym azylem dla krytycznej ekspertyzy. Jeśli NGO nie mogą swobodnie działać, badania i debata migrują do instytucji akademickich. Narzucenie uniwersytetom ścisłej kontroli administracyjnej ma tę migrację zahamować. Reforma ma zatem charakter wyprzedzający – jej celem jest zmniejszenie ryzyka, że uniwersytety staną się inkubatorami zorganizowanej opozycji.

Sergi Kapanadze jest doktorem w dziedzinie stosunków międzynarodowych, profesorem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Państwowym Ilii. Jest starszym analitykiem Gnomon Wise Research Institute (University of Georgia), a także dyrektorem rady założonego przez siebie think tanku GRASS w Tbilisi. Był wiceprzewodniczącym parlamentu Gruzji w latach 2016–2020, a w latach 2011–2012 pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych.

Tłumaczyła Justyna Prus (PAP).