Gruziński europejski sen nie umarł w jednej chwili w czasie kryzysu w listopadzie 2024 r., gdy rządzące krajem Gruzińskie Marzenie ogłosiło koniec europejskich dążeń czy w 2025 r., gdy wprowadziło ponad 25 drakońskich ustaw, zaaresztowało prawie wszystkich polityków opozycji, wytoczyło ciężką antyeuropejską retorykę i zaatakowała NGO i wolne media.

Demokracja i europejski wybór Gruzji były duszone powoli, co najmniej od 2016 r., tak jak ofiara anakondy jest duszona stopniowo, aż do momentu, gdy nie może już się opierać.

Polityczna armia Bidziny Iwaniszwilego

Zaczęło się w 2016 r., kiedy Bidzina Iwaniszwili najpierw pozbył się prozachodnich partnerów koalicyjnych (Wolnych Demokratów i Republikanów), razem z którymi doszedł do władzy w 2012 r. Od 2016 r. Iwaniszwili budował prawdziwy system jednopartyjny. W latach 2016-2020 wypchnął z Gruzińskiego Marzenia wszystkich polityków prozachodnich i zastąpił ich w 2020 r. lojalistami. Obecnie wszyscy posłowie Gruzińskiego Marzenia głosują ściśle według instrukcji, a żadne odstępstwa nie są tolerowane. Bidzina Iwaniszwili to miliarder i polityk, założyciel obecnej partii władzy, uznawany za faktycznego przywódcę państwa, chociaż funkcję premiera sprawował tylko krótko w latach 2012-2013.

Obecny premier, a ówczesny przewodniczący parlamentu Irakli Kobachidze, z wykształcenia – konstytucjonalista, przeredagował w latach 2016-2017 konstytucję, by rządy autorytarne stały się faktem. Władza sądownicza została przekazana Wysokiej Radzie Sprawiedliwości, co wzmocniło jej podporządkowanie partii rządzącej. Z niedawnych zeznań jednego z byłych sędziów wynika, że wszystkie decyzje były uzgadniane z Iwaniszwilim poprzez lojalnych sędziów, jego niegdysiejszych podwładnych. W efekcie mamy sądownictwo, które karze uczestników protestów wysokimi grzywnami, wsadza do więzienia aktywistów blokujących ulice, chroni elitę rządzącą i zamiast rzeczywistych rządów prawa oferuje ich pozory. Wielu sędziów jest objętych sankcjami międzynarodowymi, ale to nie niepokoi partii rządzącej ani tego, który w rzeczywistości pociąga za sznurki. 

W 2017 r. zapadła decyzja o zniesieniu bezpośrednich wyborów prezydenckich. Mamy więc obecnego prezydenta (Micheila Kawelaszwilego – red.) – niewykształconego byłego piłkarza, który zasłynął przekleństwami i wykrzykiwaniem podczas przesłuchań parlamentarnych i jest często porównywany do „konia Kaliguli”. Była prezydentka Salome Zurabiszwili, która – wspierana wówczas przez Gruzińskie Marzenie – z ledwością wygrała wybory prezydenckie w 2018 r. (ostatnie wybory z głosowaniem bezpośrednim) jest dzisiaj przez partię szkalowana, nazywana niemoralną, skorumpowaną i „agentką Zachodu”. Nie jest przypadkiem, że wszyscy prezydenci, których niegdyś GM wspierało, dzisiaj są w opozycji, a jeden z nich - Micheil Saakaszwili (w 2012 r. utracił władzę na rzecz opozycji kierowanej przez Iwaniszwilego) siedzi w więzieniu. 

„Porządki” w instytucjach państwowych

Zawłaszczenie władzy wykonawczej było najbardziej ewidentnym zadaniem, które GM realizowało w ostatniej dekadzie. Nie ma w tym systemie zgody na żadne dzielenie się władzą. Premierzy, ministrowie, szefowie struktur siłowych i „niezależni” regulatorzy w coraz większym stopniu wywodzili się z powiązanych z Iwaniszwilimi struktur biznesowych. Granica pomiędzy instytucjami państwowymi a Cartu Bankiem – biznesowym imperium pana Iwaniszwilego zacierała się, aż w końcu całkowicie znikła. Niezależne instytucje zostały opustoszone. Publiczny nadawca stał się pasem transmisyjnym dla przekazów rządowych. Takie niezależne instytucje jak obrońca publiczny i biura inspektora państwowego (odpowiedzialnego m.in. za ochronę danych osobowych). Obecnie urząd inspektora został zlikwidowany. Biuro antykorupcyjne (które powstało w 2022 r., by wypełnić żądanie UE), było wykorzystane jako narzędzie opresji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego i ma zostać rozwiązane w lutym 2026 r. 

Również demokracja parlamentarna szybko degradowała pod autorytarnym kierownictwem Bidziny Iwaniszwilego. Posłów opozycji pozbawiano praw proceduralnych, czasu na wystąpienia i dostępu do instrumentów nadzoru. Mówcom wyłączano mikrofony podczas najbardziej gorących debat, opozycjonistów siłą usuwano z sali obrad. Instytucja, która została stworzona dla debaty, stała się narzędziem, służącym do zatwierdzania decyzji podejmowanych gdzie indziej. Partia rządząca sformowała nawet fikcyjne frakcje „opozycyjne”, by osłabić wpływy tych realnych, gwarantując w ten sposób, że żaden realnie krytyczny głos nie mógł się przebić. To wszystko sprawiło, że udział w parlamencie stał się bezsensowny dla jakiejkolwiek poważnej partii politycznej lub polityka o poglądach opozycyjnych. W rezultacie w 2024 r. partie opozycyjne zbojkotowały wyniki wyborów parlamentarnych i obecnie w zgromadzeniu nie ma ani jednej frakcji, która byłaby realną opozycją. 

Ataki na opozycję i służby rosnące w siłę

Nasilenie tendencji autorytarnych dotknęło również równolegle gruzińską klasę polityczną. Liderzy partii proeuropejskich byli napadani i śledzeni. Władze wszczynały wobec nich postępowania karne lub zmuszały do emigracji. Sprawy takich polityków jak Micheil Saakaszwili (Zjednoczony Ruch Narodowy), Nika Melia (partia Ahali), Nika Gwaramia (Ahali), Zurab Dżaparidze (partia Girczi – Więcej Wolności), Giorgi Waszadze (Strategia Agmaszenebeli), Helen Chosztaria (partia Droa), Mamuka Chazaradze (partia Lelo), Badri Dżaparidze (Lelo) i Giorgi Gacharia (Za Gruzję), stały się dla systemu testem w wykorzystaniu sądów jako instrumentu manipulacji politycznych. Wszyscy wymienieni oprócz ostatniej trójki, są obecnie w więzieniu. Przywódcy Lelo są oskarżani o sabotaż przeciwko państwu i znowu mogą być zagrożeni więzieniem. Gacharii zarzucono z kolei przestępstwo przeciwko integralności terytorialnej – polityk był zmuszony do wyjazdu i ukrywa się w Berlinie. Gruzińskie Marzenie zainicjowało proces zakazu opozycyjnych partii politycznych, który ma zostać zrealizowany w ciągu następnych kilku miesięcy. 

Zanim jednak politycy zaczęli trafiać za kraty, byli nękani i prześladowani. Bezpośrednie ataki fizyczne na opozycjonistów stały się coraz częstsze. Na liderów protestu zastawiano pułapki w pobliżu ich domów albo napadali na nich zamaskowani policjanci. Ma się rozumieć, że ani jeden z organizatorów tych napaści nie poniósł konsekwencji. 

Służba Bezpieczeństwa Państwowego Gruzji (SSG) przekształciła się w najbardziej potężne narzędzie reżimu. Gromadziła ogromne zasoby inwigilacyjne. Śledziła dyplomatów, duchownych, dziennikarzy, aktywistów i zwykłych obywateli. Ingerowała w działalność ministerstw, by wymuszać lojalność polityczną. Fingowała „spiski zamachu stanu”, by usprawiedliwić działania represyjne i siać strach w społeczeństwie. Państwo demokratyczne nie może funkcjonować, gdy jego służby bezpieczeństwa stają się polityczną siłą policyjną. Gruzja przekroczyła tę granicę lata temu. W tym roku na czele SSG stanął ważny propagandysta z Gruzińskiego Marzenia. 

Partia zjada własny ogon

Jak to często bywa w jednopartyjnych dyktaturach, system autorytarny zaczął ostatnio zjadać atakować swoich własnych ludzi. Były premier został oskarżony o pranie pieniędzy; były minister obrony i byli zastępcy ministrów infrastruktury i gospodarki również trafili za kraty. Były szef służb został zwolniony, a ludzi z jego otoczenia aresztowano. Były szef autonomicznej Adżarii podjął próbę samobójczą, a następnie wyjechał z kraju. 

Te aresztowania i postępowania, które mają m.in. na celu odzyskanie sprzeniewierzonych funduszy pokazują, że GM doszlifowuje pionową strukturę partii, nawet kosztem własnych byłych liderów. Podobnie jak byli prezydenci, prawie wszyscy byli premierzy są albo objęci śledztwem, albo zarzucono im zdradę lub niekompetencję.

Gruzińskie Marzenie przeprojektowało system wyborczy, by zachować iluzję konkurencji, a jednocześnie – wyeliminować realny wybór. Między 2016 i 2024 r., okręgi większościowe umożliwiały tej partii zdobywanie większości. GM opóźniło wprowadzenie wyborów proporcjonalnych i niemal przegrało je w 2024 r., gdy odbyły się pierwsze wybory według tej ordynacji. Do wpłynięcia na wyniki zastosowano jednak nowe rodzaje manipulacji, takie jak naruszenie zasady tajności głosowania i rzekome użycie dowodów gruzińskich migrantów. Partia rządząca zdecydowanie przegrała w głosowaniu za granicą, co doprowadziło do logicznej (z jej punktu widzenia – red.) decyzji o odwołaniu głosowania poza krajem w listopadzie 2025 r.  

Ekosystem propagandy

Ograniczenia dotyczące bloków wyborczych uniemożliwiły współpracę mniejszym partiom. Kontrola Centralnej Komisji Wyborczej nad danymi wyborców i zasobami administracyjnymi dała partii władzy kluczową przewagę jeszcze na długo przed głosowaniem. Odmowa publikacji spisów wyborców zrodziła podejrzenia o manipulowanie danymi. Bieda jest instrumentalizowana politycznie, bo normalną praktyką stała się wymiana pomocy społecznej na głosy w wyborach.

Gruzińskie Marzenie domknęło swój projekt autorytarny przez podporządkowanie sobie niemal wszystkich głównych stacji telewizyjnych, tym samym przekształcając krajobraz medialny w ekosystem propagandy. Stacje Imedi, telewizja publiczna, POSTV i niegdyś niezależny kanał Rustavi 2 znalazły się pod kontrolą rządu poprzez presję na właścicieli, manipulacje prawne i zastraszanie polityczne. W rezultacie mamy skoordynowaną machinę informacyjną, która powtarza narracje partii rządzącej, ucisza krytykę, demonizuje opozycję i niszczy przestrzeń dla rzetelnego dziennikarstwa. Dziennikarstwo śledcze zostało zepchnięte na margines, niezależni redaktorzy trafiają do więzień, a głosy krytyczne są regularnie dyskredytowane jako „zagraniczni agenci” albo „podżegacze wojenni”. Spowodowało to masowy exodus gruzińskich dziennikarzy i liderów społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ ich dalsza działalność w Gruzji nie jest bezpieczna.

Gruzińskie Marzenie rządzi obecnie poprzez siłę policji i propagandy. Ta jest permanentna – programy nadawane wieczorem i wiadomości w ciągu dnia przedstawiają partię rządzącą jako jedynego strażnika stabilności, Zachód obrazują jako manipulatora, a społeczeństwo obywatelskie i opozycję – jako wrogów ludu. Poprzez nasilenie przekazów, sianie paniki moralnej i nieprzerwaną dezinformację Gruzińskie Marzenie zbudowało równoległą rzeczywistość, w której sprzeciw to zdrada, zaś synonimem patriotyzmu stała się lojalność wobec partii.

Walka o uniwersytety

Ostatnim bastionem, który wciąż się opiera, są uniwersytety i one także stały się celem władz. Tzw. „reforma szkolnictwa wyższego” ma na celu zniszczenie autonomii uniwersytetów i włączenie środowisk akademickich w machinę państwowej kontroli. Poprzez przeniesienie kampusów, reorganizację zgodnie z zasadą „jedno miasto – jeden wydział”, skracanie programów studiów, aby spełnić europejskie standardy, centralizację rekrutacji i awansów, rewizję podręczników i zastąpienie finansowania studenckiego bezpośrednim finansowaniem państwowym, Gruzińskie Marzenie odbudowuje system w stylu radzieckim, w którym uniwersytety funkcjonują jako przedłużenie władzy wykonawczej. Reforma pozbawi instytucje kontroli nad ich własnością, programami, kadrami i finansami, sprawiając, że polityczna aprobata stanie się warunkiem przetrwania. Uniwersytet Państwowy Ilii i (prywatny – red.)Gruziński Uniwersytet Nauk Społecznych – dwa ośrodki proeuropejskiego myślenia, krytycznej nauki i aktywizmu studenckiego, stały się już obiektem kampanii oszczerstw, nacisków, a nawet prób przejęcia ich własności. 

Kulminacją tego zwrotu ku dyktaturze stała się decyzja z listopada 2024 r. o otwartej rezygnacji z dążenia do integracji z UE. Wrogie wypowiedzi pod adresem Brukseli, wycofanie się Gruzji ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, wprowadzenie drakońskich antydemokratycznych ustaw, porzucenie reform związanych z akcesją do UE, ataki na ambasadorów europejskich i dezinformacja skierowana przeciwko programom unijnym, takim jak Horyzont Europa, przy jednoczesnym powtarzaniu antyliberalnych narracji Rosji i Węgier – wszystko to sygnalizuje ewidentne zerwanie z kierunkiem europejskim. To, co przez 30 lat było gruzińskim projektem narodowym, teraz zostało porzucone, bo stanowi zagrożenie dla przetrwania reżimu. Państwo, które niegdyś było prymusem Partnerstwa Wschodniego i przodowało w reformach, teraz jest odizolowane, rozgniewane, a jego demokratyczne ambicje kurczą się. 

Gruzja nie jest jeszcze stracona

W 2025 r. represje narastały, a jednocześnie nasilał się społeczny opór. Ustawy o „agentach zagranicznych”, przepisy anty-LGBT o walce z „propagandą”, nowe ograniczenia dotyczące protestów i sankcje karne za blokowanie dróg oraz krytykę rządu uformowały środowisko, w którym sprzeciw traktowany jest jako działalność wywrotowa. Za niestawienie się przed niekonstytucyjną komisją parlamentarną liderów politycznych aresztowano, a potem oskarżano o sabotaż przeciwko państwu. Dziennikarze i aktywiści byli torturowani przez policję i skazywani na surowe kary. Niektóre państwa europejskie wprowadziły wobec Gruzji sankcje, a w UE zapanowało powszechne poczucie, że „Gruzja została utracona”.

Ta chronologia zawłaszczenia państwa przez jednego oligarchę i jego partię rodzi pytanie, czy Gruzja rzeczywiście jest straconą sprawą i czy Zachód powinien kontynuować swoje wsparcie dla sił demokratycznych w tym kraju. Odpowiedź jest prosta: nie, Gruzja to nie jest przegrana sprawa i tak, powinno się popierać siły prodemokratyczne. Gruzińskie Marzenie gra według rosyjskiego podręcznika i podporządkowuje interes narodowy preferencjom Moskwy, jednak wciąż pozostaje podatne na wpływ Zachodu. Restrykcje skierowane wobec osób lub instytucji, presja na wysokim szczeblu, w tym poprzez instytucje finansowe ciągle mogą wpłynąć na kalkulacje Iwaniszwilego i jego ludzi. To właśnie wspólne kolektywne działania Zachodu w odpowiedzi na zapędy dyktatorskie Gruzińskiego Marzenia mają kluczowe znaczenie dla powstrzymania pełnoskalowej dyktatury w kraju, który jeszcze niedawno był ostoją demokracji. 

Sergi Kapanadze jest doktorem w dziedzinie stosunków międzynarodowych, profesorem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Państwowym Ilii. Jest starszym analitykiem Gnomon Wise Research Institute (University of Georgia), a także dyrektorem rady założonego przez siebie think tanku GRASS w Tbilisi. Był wiceprzewodniczącym parlamentu Gruzji w latach 2016–2020, a w latach 2011–2012 pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych.

Tłumaczyła Justyna Prus