„Dorastałem niemal bez niczego. Nie miałem butów ani ubrań, ale byłem całkowicie szczęśliwy. Wszyscy wokół żyli tak samo – nikt nie doświadczał bogactwa. Miałem szczęśliwe dzieciństwo” – mówił w jednym z wywiadów Bidzina Iwaniszwili, opisując swoje wczesne lata.
Dziś jest najbogatszym człowiekiem w Gruzji, żyjącym w niebywałym luksusie – i nieformalnym przywódcą kraju. W wieku 69 lat sprawuje decydujący wpływ na losy tego niewielkiego państwa na Kaukazie Południowym, w którym przetrwanie co trzeciego dziecka zależy od pomocy socjalnej państwa.
Jego partia, Gruzińskie Marzenie, rządzi czwartą kadencję z rzędu, co oznacza czternaście lat nieprzerwanych rządów. W tym czasie kraj doświadczył najdłużej trwających protestów we współczesnej historii. Przez ponad 420 dni obywatele wychodzili na ulice, by bronić europejskiej przyszłości Gruzji. Demonstracje trwają codziennie – pomimo brutalnych interwencji policji, pobić protestujących, aresztowań, wysokich grzywien, gróźb i narastającej atmosfery strachu.
Niegdyś uznawana za symbol demokracji w regionie Gruzja stała się krajem, w którym ponad 100 uczestników protestów przebywa w więzieniach na podstawie wątpliwych zarzutów. Grożą im wieloletnie wyroki. Obywatele są ścigani i pozbawiani wolności wyłącznie za wyrażenie sprzeciwu – nawet za samo stanie na chodniku w trakcie demonstracji.
Trzydzieści pięć lat po odzyskaniu niepodległości Gruzja oddaliła się od Zachodu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, jednocześnie zbliżając się do Rosji. Formalnie kraj posiada status państwa kandydującego do Unii Europejskiej, jednak premier Irakli Kobachidze ogłosił jednostronne zamrożenie procesu integracji z UE – mimo że 74 proc. społeczeństwa popiera członkostwo we Wspólnocie.
Architektem tego odwrotu od demokracji – siłą napędową upadku kraju jako regionalnego prymusa – jest rządzący Gruzją z tylnego siedzenia Bidzina Iwaniszwili.
Początki władzy
Urodził się 18 lutego 1956 r. we wsi Czorwila w zachodniej Gruzji jako najmłodsze z pięciorga dzieci. Jego ojciec pracował w kopalni w przemysłowym miasteczku Cziatura. Zanim Gruzja poznała go jako pierwszego i jedynego miliardera, znała go Rosja – pod innym imieniem: Borys Grigoriewicz Iwaniszwili.
Po ukończeniu szkoły przeprowadził się do Tbilisi, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Inżynierii i Ekonomii Uniwersytetu Państwowego w Tbilisi. Równolegle pracował w zakładach odlewniczo-mechanicznych im. Kamo – początkowo jako sprzątacz i robotnik, później jako szlifierz, a po ukończeniu studiów jako starszy inżynier, by ostatecznie objąć stanowisko kierownika laboratorium organizacji pracy naukowej. Jak wspominał później, nie chciał kontynuować kariery akademickiej.
„Kim był pracownik naukowy pod koniec lat 80.?” – mówił w swoim pierwszym publicznym wywiadzie dla rosyjskiego dziennika Wiedomosti. „Ani ciekawej pracy, ani perspektyw. Nie miałem mieszkania ani rodziny. Mieszkałem w hotelu pracowniczym przy zakładzie”.
Pierwsze próby przedsiębiorcze podjął pod koniec istnienia Związku Radzieckiego. Zajął się produkcją węży zbrojonych, które – jak twierdził – były wówczas trudno dostępne. Po zarejestrowaniu spółdzielni i wynajęciu pomieszczeń od zakładów Kamo rozpoczął przygotowania do produkcji, samodzielnie obsługując maszyny po godzinach pracy. Projekt ten nigdy jednak nie wszedł w fazę produkcji. Iwaniszwili przerzucił się więc na handel, zajmując się importem i sprzedażą komputerów.
Szybki sukces tych przedsięwzięć przyciągnął uwagę organów ścigania. Po tym, jak na konta spółdzielni wpłynął pierwszy milion rubli, gruzińska prokuratura zamroziła środki. Iwaniszwili uznał, że presja biurokratyczno-prawna będzie się tylko nasilać, dlatego stopniowo przeniósł się do Moskwy. Tam rozszerzył działalność o sprzęt biurowy i elektronikę, gromadząc kapitał rzędu 100–120 tys. dolarów, który później posłużył jako baza do utworzenia banku Rossijskij Kredit.
W tym samym okresie budował również to, co sam określał mianem „rodziny marzeń”. Poznał wówczas swoją przyszłą żonę, Ekaterine Chwedelidze, którą później nazywał swoim najbliższym przyjacielem. Para doczekała się czworga dzieci.
Choć fortunę zbudował w Rosji, Iwaniszwili utrzymywał, że nie zerwał więzi z Gruzją. Po Rewolucji Róż w 2003 r., która doprowadziła do ustąpienia prezydenta Eduarda Szewardnadzego i wyniosła do władzy młody, reformatorski rząd, został cichym sponsorem administracji Micheila Saakaszwilego, wspierając reformy instytucjonalne i prozachodni kurs kraju. W przyszłości Saakaszwili miał stać się jego głównym politycznym wrogiem.
Przejęcie „gruzińskiego tronu” i dryf w stronę Rosji
W 2012 r., po ośmiu latach rządów, administracja Saakaszwilego stała się głęboko niepopularna. Społeczne niezadowolenie narastało w związku z tłumieniem protestów i doniesieniami o złym traktowaniu więźniów. Potwierdziło je nagranie wideo ujawniające nadużycia w zakładach karnych. Na tej fali wyrosła nowa koalicja opozycyjna – Gruzińskie Marzenie – która wygrała wybory parlamentarne, wynosząc Iwaniszwilego i jego sojuszników do władzy.
Przez rok Iwaniszwili pełnił funkcję premiera, po czym przekazał stanowisko swojemu zaufanemu współpracownikowi i byłemu pracownikowi – Irakliemu Garibaszwilemu. Wspominając później swoje wejście do polityki, mówił: „Zmusiła mnie do tego trudna sytuacja w kraju. To nie była łatwa decyzja. Nigdy wcześniej nie byłem osobą publiczną i nigdy nie chciałem nią być”. Obiecywał demokrację, która „może zadziwić Europę”.
Przez lata Gruzińskie Marzenie podkreślało osiągnięcia prozachodniej polityki – m.in. ruch bezwizowy z UE oraz reformy dostosowujące kraj do unijnych standardów. Po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę partia otwarcie zmieniła jednak kurs, nasilając prorosyjską retorykę i dystansując się od integracji z UE i NATO. Rząd wszedł również na ścieżkę konfrontacji z organizacjami pozarządowymi i niezależnymi mediami.
W 2023 r. zapowiedziano tzw. „ustawę rosyjską” (znaną także jako prawo o agentach zagranicznych), co wywołało masowe protesty i ostrą krytykę międzynarodową, zmuszając władze do czasowego wycofania projektu. W 2024 r. przepisy powróciły i zostały szybko uchwalone.
Kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi w 2024 r. opierała się w dużej mierze na narracjach antyzachodnich, straszeniu „globalną partią wojny” oraz oskarżaniu Zachodu i opozycji o rzekome próby wciągnięcia Gruzji do konfliktu zbrojnego. Iwaniszwili promował tezy o „drugim froncie” i „głębokim państwie”, potępiał „propagandę LGBT”, a swoje wystąpienia wygłaszał zza kuloodpornej szyby, ironicznie nazywanej przez krytyków „pancernym akwarium”.
Narracja ta okazała się skuteczna w społeczeństwie głęboko straumatyzowanym wojnami z Rosją, w wyniku których 20 proc. terytorium kraju – Abchazja i Osetia Południowa – pozostaje pod rosyjską okupacją. Pomimo kontrowersji wokół wyników wyborów Gruzińskie Marzenie zapewniło sobie czwartą kadencję. Wkrótce potem premier Kobachidze ogłosił zawieszenie starań o rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z UE do 2028 r. Protesty trwają do dziś.
Sankcje, pieniądze i system
Po brutalnych represjach wobec protestujących Stany Zjednoczone objęły Iwaniszwilego sankcjami. 30 listopada 2024 r. USA zawiesiły partnerstwo strategiczne z Gruzją, a 27 grudnia Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) wpisało Iwaniszwilego na listę SDN. Ówczesny sekretarz stanu Antony Blinken stwierdził: „Działania Iwaniszwilego i Gruzińskiego Marzenia podważyły instytucje demokratyczne, przyczyniły się do łamania praw człowieka i zagroziły podstawowym wolnościom w Gruzji”.
Zbiegło się to ze znacznym spadkiem majątku oligarchy. Według rankingu Forbesa z 2025 r. jego fortuna zmniejszyła się z 4,9 do 2,7 mld dolarów. Oficjalne przyczyny nie są znane, jednak krytycy wskazują na zbieżność czasową między demontażem demokracji a manewrami finansowymi. Równolegle z uchwaleniem „prawa rosyjskiego” przyjęto tzw. ustawę o offshore’ach, która – zdaniem ekspertów – mogła ułatwić ukrywanie aktywów. W styczniu 2024 r. Gruzja zaimportowała dzieła sztuki warte 481 mln dolarów w trzech dostawach z USA i Wielkiej Brytanii. Dane importera nie zostały ujawnione, lecz krytycy rządu sugerują, że mogły one należeć do Iwaniszwilego. Jeśli tak, miliarder mógł zaoszczędzić ponad 80 mln dolarów na podatku VAT.
Międzynarodowe śledztwo OCCRP, Transparency International-Georgia i mediów partnerskich wykazało również, że rodzina Iwaniszwilego nadal posiada niezadeklarowane nieruchomości w Rosji – mimo deklaracji z 2011 r. o wycofaniu się z inwestycji w tym kraju. Z dokumentów wynika, że żona polityka nabyła dom i ziemię w pobliżu elitarnego Pieriediełkina pod Moskwą, a kolejne grunty należą do firm powiązanych z oligarchą. Łączna wartość tych nieruchomości szacowana jest na 14,7 mln dolarów. Dochody z dzierżawy mają trafiać do rosyjskich banków objętych sankcjami. Gruzińskie Marzenie zaprzecza tym doniesieniom.
Mimo osobistych sankcji wobec Iwaniszwilego członkowie jego rodziny nie zostali nimi objęci. W ciągu czterech dni od ich wprowadzenia w gruzińskim rejestrze publicznym pojawiła się nowa spółka – ATU Holding – zarejestrowana na syna oligarchy, Uta Iwaniszwilego. Niedługo później jego żona założyła firmę Lusoli. Krytycy uznają to za próbę zabezpieczenia interesów biznesowych mimo międzynarodowych restrykcji.
Kontrola, represje i baobaby
Przed wejściem do polityki Iwaniszwili deklarował: „Będę pierwszym, który sprzeciwi się własnemu rządowi, i będę wzmacniać opozycję, by zapewnić realną kontrolę nad władzą”.
Po trzynastu latach rządzenia z cienia stworzył jednak zupełnie inny precedens. Liderzy opozycji byli zastraszani, bici i więzieni, a parlament uchwalił przepisy umożliwiające delegalizację partii politycznych. Marionetkowe frakcje, takie jak Siła Ludu, powstały z byłych polityków Gruzińskiego Marzenia i lojalistów.
Iwaniszwili rzadko pojawia się publicznie. Jego wypowiedzi ograniczają się do wcześniej nagranych wywiadów w mediach powiązanych z władzą, a miejsce jego pobytu pozostaje tajemnicą. Posiada nieruchomości w najbardziej ekskluzywnych lokalizacjach kraju – m.in. w Tbilisi, gdzie jego centrum biznesowe góruje nad miastem, wypełnione ogromnymi akwariami z rekinami i prywatną kolekcją dzieł sztuki.
Podobną aurą tajemnicy owiane są jego rezydencje w Szekwetili nad Morzem Czarnym – z pięciogwiazdkowym hotelem i parkiem dendrologicznym pełnym egzotycznych zwierząt oraz kilkusetletnich drzew, w tym baobabów sprowadzonych z Kenii w ramach korupcyjnego układu – oraz w rodzinnej Czorwili, gdzie trzyma lemury, zebry i jelenia. Bywa także w Abastumani, w pałacu otoczonym sztucznymi klifami.
W 2011 r. mówił: „Niezależne media są dla mnie tak samo ważne jak niezależne sądownictwo. Bez nich nie ma demokracji”. Tymczasem w 2025 r. Reporterzy bez Granic umieścili go na liście „drapieżców wolności prasy”, obok Władimira Putina, Alaksandra Łukaszenki i Xi Jinpinga. Po raz pierwszy w historii Gruzji skazano i uwięziono dziennikarkę – Mzię Amaglobeli. Media opozycyjne są zamykane lub funkcjonują pod ogromną presją. W ciągu dwóch lat Gruzja spadła z 77. na 114. miejsce w Indeksie Wolności Prasy.
Gdy Gruzini stają w obliczu ryzyka utraty ruchu bezwizowego z UE, coraz częściej przypominają sobie słowa Iwaniszwilego z 2014 r.:
„To było dla nas wielkie nieszczęście, że granice się otworzyły i wszyscy pojechali zobaczyć, jak żyją inni. Gdy zobaczyliśmy, jak mogłoby wyglądać życie, zyskaliśmy jeszcze więcej odwagi”.