W ciągu ostatnich dwóch lat rząd Gruzińskiego Marzenia przeszedł od punktowych nacisków na krytyków – z opozycji, mediów czy NGO – do systemowej restrukturyzacji i podporządkowania sobie sfery publicznej.

Partie polityczne ograniczono finansowo i wkrótce mają zostać zlikwidowane, liderzy opozycji są aresztowani, a przeciwko nim stawiane są nowe zmyślone zarzuty. Organizacje pozarządowe i think tanki są duszone przez ustawy o agentach zagranicznych i przepisy dotyczące finansowania z grantów. Niezależne media znalazły się pod presją prawną, regulacyjną i finansową. Wszystkie te procesy sprawiły, że Gruzja znajduje się o pięć minut od dyktatury jednej partii.

Prawdziwa dyktatura nie jest jednak możliwa bez pełnego podporządkowania uniwersytetów i programów nauczania. I właśnie to obserwujemy od dwóch miesięcy. 

Narodowa koncepcja… kontroli

Koncepcja Narodowa ds. Reformy Szkolnictwa Wyższego z 2025 r. oraz zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym nie stanowią zwykłej reformy sektorowej. Są przykładem rozszerzenia na sferę akademicką tej samej logiki rządzenia, którą już zastosowano wobec NGO i aktorów politycznych. Istotą reformy nie jest modernizacja, zapewnienie jakości czy dopasowanie do rynku pracy, jak twierdzą urzędnicy z partii władzy Gruzińskie Marzenie (dalej – GM). W rzeczywistości, wydaje się, że chodzi o realizację następujących celów: centralizacji władzy w ramach ministerstwa kultury i podporządkowanie kierownictwa uniwersytetów; zamknięcie niepożądanych uczelni; pozbycie się ze szkolnictwa wyższego profesorów nastawionych krytycznie i wypchnięcie masy studenckiej z Tbilisi do regionów i na obrzeża.

W ramach zmian rząd uzyskuje uprawnienia do decydowania o tym, jakie programy edukacyjne mogą oferować poszczególne uniwersytety i ilu studentów mogą przyjąć na poszczególne kierunki. I o ile władze zazwyczaj dysponują tą ogólną prerogatywą poprzez autoryzację uniwersytetów i akredytację programów, w Gruzji premier i minister edukacji rozszerzyli to do poziomu, na którym po prostu mogą „zabijać” uczelnie, które im się nie podobają. Zgodnie z ostatnimi dekretami jeden z wiodących uniwersytetów w kraju – Państwowy Uniwersytet Ilia (Uniwersytet im. Ilii Czawczawadzego w Tbilisi, ISU), corocznie przyjmujący ok. 6 tys. studentów i cieszący się najwyższym ratingiem wśród gruzińskich uczelni, od tego roku dostał zgodę na przyjęcie zaledwie 300 studentów. Gruziński Uniwersytet Techniczny stracił niemal połowę swoich programów, ponieważ rząd zdecydował, że GTU powinien oferować wyłącznie „tradycyjne” kierunki – architekturę i programy technologiczne. Poprzez te nowe regulacje GM ograniczyło instytucjonalną autonomię uniwersytetów i wolność akademicką kadry profesorskiej. Uczelnie zostały pozbawione fundamentalnego prawa do definiowania swoich profili akademickich. 

Państwo zdecyduje za studentów i za uczelnie 

Nie jest to jednak jedyna zmiana, jaką wprowadza partia władzy, praktycznie kopiując z podręcznika krajów autorytarnych, a w pierwszej kolejności – Rosji. 

Nowy model finansowania oparty o zamówienie państwowe (‘state order’) umacnia te zmianę. Zamiast dotychczasowego finansowania opartego o wybór studenta (uczący się otrzymywał voucher, który mógł wykorzystać według własnej decyzji), pieniądze budżetowe będą teraz płynąć wyłącznie do uniwersytetów państwowych. To pozbawi uczelnie prywatne, których rola i jakość bardzo wzrosły w ostatnich latach, niezbędnych środków do rozwoju ich programów i infrastruktury. 

W systemie, w którym już teraz wyższa edukacja jest niedofinansowana w porównaniu ze standardem europejskim, państwo zapewnia zakłócające rynek dotacje dla uczelni państwowych, osłabiając konkurencję, dalszy wzrost uzależnienia od scentralizowanego finansowania jedynie zwiększy wpływy partii rządzącej. Wrażliwość finansowa stanie się instrumentem zarządzania – dotychczas nie mieliśmy do czynienia z takim zjawiskiem w dziedzinie edukacji. 

Reforma idzie jeszcze dalej. Zasada „jedno miasto-jeden fakultet” eliminuje konkurencję w kluczowych dyscyplinach poprzez przypisywanie miastom konkretnego profilu akademickiego na szczeblu centralnym. Ta koncepcja nie ma sensu z punktu widzenia logiki. Według tego założenia, Uniwersytet Państwowy w Tbilisi może posiadać tylko takie fakultety, jakich nie mają inne uniwersytety

To było główne uzasadnienie drastycznych ograniczeń zastosowanych wobec Uniwersytetu Ilii. Wydaje się ono jednak bardzo upolitycznione i cyniczne. Nie ma bowiem innego prawnego powodu, dla którego postanowiono „wykończyć” ISU. Reforma zarządcza lub restrukturyzacyjna nie udałaby się, bo ta uczelnia posiadała wysoki poziom autonomii instytucjonalnej. Zwolnienie profesorów też by nie zadziałało, bo powstałby problem ze znalezieniem dla nich zastępstwa. Dlatego też wybrano łatwą decyzję – uniwersytet może dalej działać, ale nie może przyjmować więcej studentów

Siedziba wolnej myśli

Ktoś mógłby się zastanawiać, dlaczego właśnie Uniwersytet Ilii jest takim dużym problemem. Wyjaśnienie jest tylko jedno i ono także jest polityczne. W rankingach uczelnia ta ma najwyższą pozycję w Gruzji. ISU zajął pierwsze miejsce w kraju na liście Times Higher Education World University Rankings w 2025 r. (Światowy Ranking Uniwersytetów Times Higher Education 2025). Ten ranking ocenia uniwersytety z całego świata pod kątem nauczania, środowiska badawczego, jakości badan, powiązań z przemysłem i perspektyw międzynarodowych. Uniwersytet znacznie poprawił ostatnio swój wynik badawczy (z 34,6 w 2022 r. do 49,6 w 2024 r.), a także perspektywy międzynarodowe, m.in. dzięki programom wspólnych i podwójnych dyplomów i rozszerzonej współpracy międzynarodowej. 

Na tym uniwersytecie pracowało wielu profesorów, którzy protestowali przeciwko decyzji rządu z 28 listopada (2024 r.) o zawieszeniu procesu eurointegracji. Wielu byłych wysokich rangą urzędników, którzy pracowali dla administracji Micheila Saakaszwilego (byłego prezydenta) znalazło się na tej uczelni i to nie z powodu swojej politycznej przeszłości, ale dlatego że byli akademikami jeszcze przed swoim wejściem do struktur rządowych. 

Przede wszystkim jednak, ISU słynął z bardzo aktywnych studentów, którzy także wychodzili na protesty na Alei Rustawelego w latach 2024-2025. Teraz, gdy większość fakultetów ISU nie może przyjmować nowych studentów, a druga ważna uczelnia – Tbiliski Uniwersytet Państwowy (TSU) nie może przyjąć większej liczby na analogicznych kierunkach, nowi studenci będą musieli jechać do Kutaisi, Batumi lub do innych miast. 

Ataki na „uczelnię Saakaszwilego”

Powiązane z rządem media i ważni urzędnicy rozpoczęli też intensywną kampanię oszczerstw przeciwko prywatnej uczelni University of Georgia (Uniwersytet Gruziński), jej instytutowi badawczemu Gnomon Wise i szkole średniej High School of Georgia, oskarżając je o „indoktrynację”, zaangażowanie w „scenariusz rewolucyjny”, a nawet „promowanie terroryzmu”. 

University of Georgia (UG) to jeszcze jedna ważna i aktywna uczelnia, która stała się celem ataków. Jest to czołowa w kraju placówka prywatna pod względem dochodów i współpracy międzynarodowej. Prorządowe narracje w ostatnich miesiącach głosiły, że uczelnia, rzekomo współpracując z zachodnimi partnerami i opozycją, rekrutowała i szkoliła młodych ludzi do przeprowadzenia brutalnego przewrotu, wzorując się na takich ruchach jak np. serbski Otpor. Zarzucano im korzystanie z nielegalnego finansowania oraz udział w rzekomym spisku Deep State (Głębokiego Państwa). 

Prominentni politycy, tacy jak premier kraju, burmistrz Tbilisi czy członkowie parlamentu, powtarzali te oskarżenia, a prorządowa stacja telewizyjna Imedi emitowała materiały, w których UG nazywano „podżegaczami do terroryzmu”, wymieniając nawet nazwiska konkretnych wykładowców. W październiku ub.r. rektor Gruzińskiego Uniwersytetu Technicznego Dawit Gurgenidze zwrócił się do prokuratury o zajęcie własności University of Georgia, twierdząc, że w czasach poprzednich rządów została ona nielegalnie przekazana Giuli Alasanii, matce byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego i współzałożycielce tej prywatnej uczelni.  

Premier Irakli Kobachidze publicznie poparł te oskarżenia, utrzymując, że były prezydent i jego matka zbudowali ten biznes edukacyjny dzięki preferencyjnemu dostępowi do aktywów państwowych. Jeszcze 27 października prokuratorzy wszczęli postępowanie w związku z domniemanymi nadużyciami. Prawdopodobnie wkrótce dojdzie do działań prawnych przeciwko uniwersytetowi. 

Kontrola uczelni to wpływ na kształt przyszłych elit

Logika polityczna stojąca za trwającą reformą, którą wielu określa jako „deformację”, jest oczywista. W Gruzji uniwersytety historycznie funkcjonowały jako przestrzeń politycznej mobilizacji i intelektualnego oporu. Studenci odgrywali kluczową rolę podczas Rewolucji Róż, a potem wielokrotnie byli motorem proeuropejskich demonstracji w ciągu minionej dekady. Uczelnie wyższe zapewniają sieci kontaktów, legitymację i zdolności organizacyjne. To one kształtują przyszłe elity państwa. Sędziowie, dyplomaci, pracownicy służby cywilnej, ekonomiści i dziennikarze przechodzą przez te instytucje. Rząd, który dąży do zapewnienia reżimowi długoterminowej stabilności nie może ignorować tego, gdzie szkolą się przyszłe pokolenia decydentów.  

Gdy organizacje społeczeństwa obywatelskiego oraz niezależne think tanki napotykają na regulacyjne ograniczenia, uniwersytety stają się naturalnym azylem dla krytycznej ekspertyzy. Jeśli nie mogą swobodnie działać NGO, badania i debata migrują do instytucji akademickich. Narzucenie uniwersytetom ścisłej kontroli administracyjnej hamuje tę migrację. Reforma ma zatem charakter wyprzedzający – ma zmniejszyć ryzyko, że uniwersytety staną się inkubatorami zorganizowanej opozycji. 

Sergi Kapanadze jest doktorem w dziedzinie stosunków międzynarodowych, profesorem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Państwowym Ilii. Jest starszym analitykiem Gnomon Wise Research Institute (University of Georgia), a także dyrektorem rady założonego przez siebie think tanku GRASS w Tbilisi. Był wiceprzewodniczącym parlamentu Gruzji w latach 2016–2020, a w latach 2011–2012 pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych.

Tłumaczyła Justyna Prus (PAP)