Vladimir Plahotniuc był jedną z centralnych postaci największego państwowego przestępstwa w historii Mołdawii, nazywanego „kradzieżą stulecia”, a okres rządów jego i jego partii określa się mianem „epoki ukradzionego państwa”.
Tuż przed wyborami parlamentarnymi we wrześniu ubiegłego roku do Mołdawii w ramach ekstradycji sprowadzono oligarchę-uciekiniera. Na lotnisku czekały na niego dziesiątki kamer, a toczący się wobec niego proces znajduje się dziś w centrum uwagi mediów. Kluczowe pytanie brzmi: czy osłabiony – między innymi przez samego Plahotniuca – wymiar sprawiedliwości zdoła go rozliczyć i wymierzyć sprawiedliwość człowiekowi, który przez lata faktycznie rządził krajem.
Plahotniuc, podejrzany o udział w „kradzieży stulecia”, w ramach której z mołdawskiego systemu bankowego wyprowadzono około 1 mld euro, w latach 2015–2019 zdołał podporządkować sobie całe państwo. Zarządzał nim z tylnego siedzenia, formalnie nie zajmując kluczowych stanowisk we władzach. Jak doszło do stopniowego „przejęcia” państwa i jaki wpływ miało to na historię oraz teraźniejszość Mołdawii?
Zanim wszedł do polityki, Plahotniuc robił karierę w biznesie. To w tej sferze budował swoje wpływy i gromadził aktywa – nie zawsze zgodnie z prawem. Niektóre aspekty jego nielegalnej działalności wyszły na jaw dopiero po latach. W 2017 r. sąd w Moskwie wydał zaoczny nakaz aresztowania Plahotniuca w związku z zarzutami usiłowania zabójstwa. W 2019 r. inny moskiewski sąd zdecydował o kolejnym aresztowaniu – tym razem w sprawie stworzenia grupy przestępczej zaangażowanej w przemyt narkotyków z Maroka do UE i Rosji. W Rosji jest on również podejrzewany o zorganizowanie struktury zajmującej się praniem pieniędzy na dużą skalę.
Równolegle z działalnością „biznesową” Plahotniuc rozpoczął aktywność polityczną w Mołdawii. W 2010 r. Demokratyczna Partia Mołdawii (DPM) umieściła go na drugim miejscu listy kandydatów w wyborach parlamentarnych.
W tym czasie Mołdawia dochodziła do siebie po protestach z 2009 r. W kwietniu ludzie wyszli na ulice, sprzeciwiając się wynikom wyborów parlamentarnych, w których zwyciężyła rządząca od początku wieku Partia Komunistów (PKRM). Protesty zostały brutalnie stłumione, ale komuniści rozpisali przedterminowe wybory – nie pod presją społeczną, lecz dlatego, że nie byli w stanie wybrać prezydenta. Zabrakło im odpowiedniej liczby głosów w parlamencie, a proces polityczny utknął w martwym punkcie. To po kolejnych wyborach komuniści stracili władzę, której nigdy już nie odzyskali. W kraju zaczęła się wówczas kształtować nowa konfiguracja sił – „nowa wierchuszka”. Duże partie proeuropejskie zaczęły tworzyć kolejne Sojusze na rzecz Integracji Europejskiej, lecz również im brakowało głosów do wyboru prezydenta, co prowadziło do następnych przedterminowych elekcji.
Szara eminencja
W wyniku jednych z takich wyborów Vladimir Plahotniuc dostał się do parlamentu. Został wybrany na wiceprzewodniczącego i aktywnie uczestniczył w życiu politycznym. Prezydenta wciąż jednak nie było – obowiązki głowy państwa pełnił lider DPM Marian Lupu.
Plahotniuc, choć formalnie nie zajmował kluczowych stanowisk, stał się finansowym protektorem DPM. Pozwoliło mu to obsadzać najważniejsze funkcje w partii lojalnymi wobec siebie ludźmi. Jednocześnie systematycznie budował swoją potęgę medialną. W 2010 r. współtworzył telewizję Publika TV – swój pierwszy duży projekt medialny. Z czasem stworzył kolejne stacje, które następnie zostały skupione w holdingu General Media Group, kontrolującym znaczną część agendy informacyjnej kraju.
W 2013 r. Plahotniuc zrzekł się mandatu deputowanego, by – jak twierdził – „w większym stopniu zająć się polityką partyjną”. Został wówczas wybrany na pierwszego zastępcę przewodniczącego partii. Rok później ponownie wszedł do parlamentu, by w kolejnym roku znów zrezygnować z mandatu.
W 2014 r. doszło do „kradzieży stulecia” – z mołdawskiego systemu bankowego zniknął 1 mld euro. Plahotniuc jest dziś jednym z głównych podejrzanych w tej sprawie. Świadkowie oskarżenia twierdzą, że działał nieoficjalnie, jako „szara eminencja”. W 2015 r. Vlad Filat, wpływowy polityk i jeden z głównych oponentów DPM oraz samego Plahotniuca, został aresztowany w budynku parlamentu i oskarżony o korupcję oraz oszustwa bankowe. Sam Filat nazwał to polityczną zemstą swojego rywala.
Plahotniuc stopniowo budował fundamenty pod przejęcie pełnej kontroli nad krajem. Działał z cienia, nie zabiegał o najwyższe funkcje, rzadko pojawiał się publicznie. Mimo to zdołał podporządkować sobie wszystkie kluczowe instytucje państwowe Mołdawii.
Partia Demokratyczna „pod płachtą” Plahotniuca
W 2016 r. Plahotniuc wyszedł z cienia. Stanął na czele Partii Demokratycznej i zaczął umacniać jej frakcję w parlamencie, przekupując deputowanych z innych ugrupowań, co umożliwiło mu sformowanie rządu. Sam próbował objąć stanowisko premiera, lecz jego kandydaturę odrzucił ówczesny prezydent Nicolae Timofti. Nie stanowiło to jednak realnej przeszkody – ostatecznie, pod osłoną nocy, premierem został Pavel Filip. Plahotniuc miał pełną kontrolę nad nominacjami rządowymi, a parlament pod rządami DPM zamienił się w maszynkę do głosowania, zatwierdzającą decyzje narzucane przez oligarchę. Wobec politycznych konkurentów wszczynano postępowania karne, inne sprawy natomiast były celowo wstrzymywane. Po raz pierwszy w historii Mołdawii jeden człowiek kontrolował wszystkie trzy gałęzie władzy, a dodatkowo w pełni zarządzał przestrzenią informacyjną kraju.
W 2017 r. Plahotniuc zainicjował zmiany w systemie wyborczym. Parlament zatwierdził model mieszany – część deputowanych wybierano z list partyjnych, a część w okręgach jednomandatowych. Plahotniuc liczył, że pozwoli to wzmocnić pozycję DPM dzięki lokalnym wpływom jej polityków.
Wspólny wróg
Pomimo cenzury i represji wobec konkurentów opozycja w Mołdawii przetrwała cały okres „przejętego państwa”. Co więcej, „efekt Plahotniuca” doprowadził do zjawiska z pozoru niewyobrażalnego – zjednoczenia prorosyjskich i proeuropejskich sił politycznych wobec wspólnego wroga. W 2016 r. w kraju odbyły się masowe protesty, w których uczestniczyli zarówno bliscy Moskwie socjaliści (PSRM), jak i proeuropejska Platforma DA oraz obecna prezydentka Maia Sandu.
W 2019 r. blok ACUM (Platforma DA i Partia Działania i Solidarności Mai Sandu) oraz socjaliści utworzyli koalicję, której celem było powołanie rządu niezależnego od Plahotniuca. Kontrolowany przez DPM Sąd Konstytucyjny nie uznał koalicji, jednak nowy rząd z Maią Sandu na czele uzyskał poparcie USA, Unii Europejskiej i Rosji. Demokraci próbowali walczyć, organizując protesty, lecz bezskutecznie. 14 czerwca 2019 r. ambasador USA w Mołdawii Derek Hogan odwiedził siedzibę Partii Demokratycznej i odbył 15-minutowe spotkanie w cztery oczy z Vladimirem Plahotniukiem. Niedługo potem oligarcha zniknął. Wczorajszy „władca Mołdawii” opuścił kraj i aż do 2025 r. ukrywał się za granicą przed wymiarem sprawiedliwości.
Spuścizna Plahotniuca
Po jego ucieczce notowania Partii Demokratycznej gwałtownie spadły, a ugrupowanie przestało liczyć się na scenie politycznej. Zmiana nazwy i logotypu nie pomogła pozbyć się „smrodu” po Plahotniucu. Część czołowych polityków odeszła, zakładając własne partie, jednak także one nie osiągnęły znaczącego poparcia.
Sam Plahotniuc pozostaje postacią rozpoznawalną i wciąż budzącą obawy dotyczące jego wpływów – w tym możliwości matactwa procesowego, wywierania presji na sędziów czy ich zastraszania. Trafił również do popkultury: serial „Płacha”, luźno oparty na jego biografii, został wykupiony przez platformę Netflix po tym, jak zdobył dużą popularność.
Choć Plahotniuc przez wiele lat przebywał poza krajem, okres „ukradzionego państwa” odcisnął na Mołdawii trwałe i bolesne piętno. Zaufanie do instytucji publicznych zostało poważnie nadszarpnięte i do dziś nie udało się go odbudować. Parlament, partie polityczne i sądy cieszą się niskim zaufaniem społecznym, co potwierdzają aktualne sondaże.
Rządząca od 2021 r. prozachodnia Partia Działania i Solidarności (PAS) oraz prezydentka Maia Sandu (wybrana po raz pierwszy w 2020 r., a w 2024 r. na drugą i ostatnią kadencję) doszły do władzy m.in. na fali silnej potrzeby reformy wymiaru sprawiedliwości. Oczyszczenie systemu z patologii epoki Plahotniuca oraz stworzenie niezależnych i skutecznych sądów było jednym z kluczowych priorytetów obecnych władz.
Na razie rezultaty są rozczarowujące. Sądownictwo pozostaje jedną z największych bolączek Mołdawii, co szczególnie widać w kontekście procesu eurointegracji – reformy w tym obszarze stanowią jeden z najtrudniejszych rozdziałów negocjacji z UE. Dziś to właśnie ten osłabiony i wciąż nienaprawiony wymiar sprawiedliwości ma rozliczyć Plahotniuca, swojego dawnego „gospodarza”. Czas pokaże, czy uda się doprowadzić do sprawiedliwego rozstrzygnięcia, czy stanie się dokładnie odwrotnie.