Partia władzy Gruzińskie Marzenie powołała dziesięcioosobową rządową komórkę do monitorowania mediów społecznościowych pod kątem obraźliwego języka. To najnowsza odsłona tego, co organizacje praw człowieka nazywają „wyrafinowaną architekturą represji”. Krytycy nie wierzą w zapewnienia o dobrych intencjach władz i widzą w nowej strukturze narzędzie cenzury.
O poranku 11 czerwca piosenkarka Maia Darsmelidze otrzymała powiadomienie od ministerstwa spraw wewnętrznych. Poinformowano w nim, że ma się stawić przed tbiliskim sądem, ponieważ używała w swoich publikacjach na Facebooku obraźliwego języka.
Skargę złożył zagorzały zwolennik partii rządzącej Gruzińskie Marzenie, a podstawą do skierowania sprawy do sądu były… dwa zrzuty ekranu z jej sieci społecznościowych.
Darsmelidze, popularna gruzińska wokalistka, stała się celem Wydziału ds. Walki z Mową Nienawiści, nowego organu, który powstał zaledwie dziesięć dni wcześniej i otrzymał mandat do monitorowania wypowiedzi publicznych pod kątem „mowy nienawiści” i języka „naruszającego godność”. Ta komórka, którą krytycy przemianowali już na wydział ds. scrollowania i screenów, powiadomiła, że od 1 czerwca skierowała do sądu ok. 60 spraw.
Prawnik Szota Tutberidze, który został ukarany grzywną w wysokości 4 tys. lari (1,3 tys. euro) za zamieszczony na Facebooku komentarz pod adresem deputowanej Gruzińskiego Marzenia i wiceprzewodniczącej parlamentu Nino Cilosani. Sąd orzekł karę, nawet nie pytając rzekomej ofiary o to, czy czuje się obrażona.
Lider opozycji Nika Gwaramia dowiedział się z mediów, że ktoś został ukarany grzywną za obrażenie go. Polityk nie znał skazanej osoby ani treści komentarza.
„Skoro ja nie czuję się obrażony, to czy to znaczy, że rząd broni mojej godności bez uwzględnienia mojego zdania? I robi to ten sam rząd, który wsadzał mnie za kratki, inwigilował, publikował potajemne nagrania mojej żony i dziecka... To szaleństwo jest niewyobrażalne” – napisał Gwaramia na Facebooku.
Żeby zrozumieć, jak Gruzja znalazła się w tym miejscu, warto wrócić do lutego 2025 r., gdy większość parlamentarna Gruzińskiego Marzenia przegłosowała poprawki do Kodeksu Wykroczeń Administracyjnych. Nowy paragraf penalizuje ustną obelgę, zniewagę lub „inne obraźliwe działania” skierowane wobec urzędnika państwowego w związku z pełnieniem przez tę osobę obowiązków. Przewidziana kara to grzywna o równowartości od 500 do 1,3 tys. euro lub kara aresztu administracyjnego do 45 dni.
To najnowszy element pakietu legislacyjnego, który Gruzińskie Marzenie buduje krok po kroku od 2024 r. Poprzednie etapy to przede wszystkim uchwalenie wzorowanej na rosyjskiej ustawy „o agentach zagranicznych”, przepisach o grantach, ograniczających finansowanie organizacji pozarządowych, zmiany w prawie medialnym, które zacieśniają kontrolę państwa nad niezależnymi nadawcami oraz restrykcje w zakresie wolności słowa i wypowiedzi.
Podsumowując te działania, organizacja Amnesty International opisała powstały system prawny jako „wyrafinowaną architekturę represji”. Była ona tworzona w ciągu 500 dni gruzińskich protestów poprzez „restrykcyjne ustawodawstwo, nadużycia policji, kampanie dezinformacyjne oraz praktyki sądownicze mające na celu tłumienie sprzeciwu”.
W poświęconym Gruzji raporcie Amnesty zauważa, że władze piętnują opozycyjnych polityków, aktywistów społecznych i niezależnych dziennikarzy jako „agentów zagranicznych”, „radykałów” czy „zdrajców”. Stają się oni obiektem następnie obiektem nękania, ataków fizycznych, śledztw, procesów sądowych, zamrażania aktywów i innych środków odwetowych.
Gruzja przez długi czas należała do najbardziej prozachodnich spośród byłych republik radzieckich. Chociaż pewne przejawy autorytarnych rządów Gruzińskiego Marzenia pojawiały się już wcześniej, to rok 2022 r. i początek pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę można uznać za cezurę wyraźnego zwrotu geopolitycznego. Gruzja, choć nie poparła Rosji, nie dołączyła się do sankcji, a w narracji partii władzy pojawiły się silne narracje antyukraińskie i relatywizującę agresywną wojnę Rosji. Po tym, jak w październiku 2024 r. partia władzy po raz kolejny (GM rządzi krajem od 2012 r.) ogłosiła swoje zwycięstwo w wyborach, szef rządu ogłosił zawieszenie procesu akcesji Gruzji do UE. Tbilisi sięgnęło po rezonującą w części społeczeństwa narrację „godnościową” i deklaruje, że chce wejść do UE „na własnych warunkach”, a krytykę ze strony unijnych instytucji i wymogi m.in. dotyczące praworządności przedstawia jako „ingerencję w sprawy wewnętrzne”.
Po zawieszeniu akcesji kraj zalała fala masowych protestów – największych proeuropejskich demonstracji w historii państwa – które nie miały ani centralnego przywództwa, ani formalnych organizatorów. Informacje o nich rozprzestrzeniały się za pośrednictwem Facebooka, Instagramu i TikToka.
Przepisy kryminalizujące publiczne znieważanie urzędników mają swój bezpośredni odpowiednik w Rosji, gdzie podobne regulacje są systematycznie wykorzystywane do ścigania krytyków Kremla i uciszania sprzeciwu w sieci.
Think tank Jamestown Fundation ocenia w swojej analizie, że utworzenie nowej instytucji kontroli „podsyca obawy, że rząd instytucjonalizuje cenzurę i rozszerza kontrolę nad sprzeciwem oraz krytyką w sieci”. Krytycy ostrzegają, że nowe przepisy penalizujące znieważanie urzędników umożliwiają arbitralne egzekwowanie prawa wobec dziennikarzy, aktywistów i polityków opozycji – zaznaczyli eksperci.
„Ten mechanizm działa jako rodzaj cenzury i nie ma nic wspólnego z równowagą interesów w społeczeństwie demokratycznym” – oceniła Tamar Oniani, przewodnicząca GYLA (Gruzińskiego Stowarzyszenia Młodych Prawników), czołowej organizacji praw człowieka.
„Wygląda to, że wprowadzany jest instytucjonalny mechanizm systematycznej kontroli sprzeciwu (…). Politycy i urzędnicy państwowi nie posiadają uprzywilejowanego statusu, chroniącego ich przed krytyką” – mówiła Oniani, cytowana przez portal OC Media.
Opozycyjna polityczka Tamar Czergoleiszwili wyjaśnia, że mowa nienawiści to „dyskredytowanie osoby z powodu cechy, której sama nie wybrała, np. – koloru skóry, orientacji seksualnej, pochodzenia etnicznego”. Przepisy zastosowane wobec Mai Darsmelidze, jak przekonuje, to prymitywna imitacja tego pojęcia, zastosowana w celu ochrony dobrego samopoczucia „marionetek reżimu”.
Rząd proponuje zupełnie inną interpretację. Zastępca ministra spraw wewnętrznych Aleksander Darachwelidze z Gruzińskiego Marzenia przekonywał w telewizji Rustawi, że nowe zasady nie naruszają wolności słowa i próbował nakreślić wyraźną granicę między chronioną wolnością wypowiedzi politycznych a zniewagą osobistą.
„Prawo ma zastosowanie w przypadku każdej krytyki, każdego ataku, który narusza godność osobistą konkretnego człowieka, bez względu na to, czy jest nieprzyzwoity czy wulgarny” – argumentował. Zapewniał przy tym, że wypowiedzi dotyczące polityki czy spraw publicznych, nawet przy użyciu dosadnego języka, nadal podlegają ochronie. Granicą – argumentował – jest atak personalny.
Przypadek Darsmelidze wpisuje się w schemat, który nie jest bynajmniej nowy. Przekonał się o tym kurier Irakli Miladze jeszcze w grudniu 2022 r.
Miladze opublikował na TikToku wideo, w którym, używając nienormatywnego języka, skrytykował burmistrza Tbilisi Kachę Kaladzego za miejską politykę transportową. Swoje nagranie poprzedził ostrzeżeniem: ci, którzy nie chcą słuchać przekleństw, nie powinni tego oglądać.
Kilka dni później, jak relacjonował, został zatrzymany przez policjantów w cywilu, którzy wsadzili go do samochodu, zażądali wyjaśnień i pobili go. Spędził dwa dni w areszcie śledczym, gdzie – według jego słów – był traktowany w sposób poniżający, a ostatecznie postawiono mu zarzut znieważenia funkcjonariusza policji.
Sąd w Tbilisi najpierw wymierzył mu grzywnę w wysokości 2 tys. lari (650 euro) za niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariusza. Miesiąc później otrzymał kolejną grzywnę w tej samej wysokości – tym razem za samo nagranie na TikToku.
W 2025 r. troje aktywistów usłyszało zarzuty za to, że w jednej z restauracji zaczepili posłankę Gruzińskiego Marzenia Mariam Łaszchi, wykrzykując slogany, oskarżające partię władzy o służenie Rosji. „Nie dla rosyjskiego reżimu!” – skandowali. Posłanka złożyła skargę i w efekcie jedna z oskarżonych osób, Lika Lortkipanidze, została skazana na 12 dni aresztu administracyjnego.
Funkcjonariuszka Tamta Kimbariszwili, która w tamtej sprawie występowała w imieniu ministerstwa sprawiedliwości, została później szefową nowo powołanego urzędu, zwanego potocznie policją ds. scrollowania.
Według danych gruzińskiego urzędu statystycznego Geostat 92 proc. gruzińskich gospodarstw domowych posiada dostęp do internetu. Spośród wszystkich internautów 96 proc. korzysta z sieci społecznościowych. To właśnie te platformy stały się podstawową infrastrukturą protestu w 2024 r. Ludzie widzieli, czym dzielą się ich znajomi, i wychodzili na ulice.
Wprowadzenie prawa, które nakazuje policji scrollowanie Facebooka w poszukiwaniu zniewag w kraju, w którym sieci społecznościowe przyczyniły się do wielotysięcznych protestów przeciwko rządowi, nie wygląda na politykę moderacji, lecz na kolejny sygnał zwrotu w kierunku autorytaryzmu.
Nowa rządowa dziesięcioosobowa komórka kontrolerów ma teraz do przeczytania cały internet.