Mołdawia, zmierzając ku Unii Europejskiej, schodzi z kremlowskiej orbity. Dlatego Moskwa w niedzielnych wyborach gra o bardzo wysoką stawkę. Jeśli uda się jej przepchnąć do parlamentu swoje siły, nad Prutem zostanie zrealizowany „scenariusz gruziński” – rządy skorumpowanych i przychylnych Rosji oligarchów. W czarnym scenariuszu Mołdawia mogłaby podzielić los Białorusi.
„Scenariusz gruziński” zakłada, że Kreml zdobędzie prorosyjską większość w parlamencie i doprowadzi do władzy siły, które pod płaszczykiem „interesów narodowych” i „pragmatyzmu” pozwolą Moskwie stopniowo odbudować utracone wpływy – stracone po dojściu do władzy Mai Sandu i Partii Działania i Solidarności (PAS) w latach 2020–2021.
W rolach głównych występują dwaj zbiegli oligarchowie, zamieszani w „mołdawski przekręt stulecia” – kradzież miliarda dolarów z systemu bankowego. Ilan Sor, z Moskwy zdalnie sterujący mechanizmami korumpowania partii i wyborców, oraz Vladimir Plahotniuc – niegdyś najsilniejszy polityk w kraju. Z niezależnych śledztw dziennikarskich wynika, że w ostatnich dwóch latach wielokrotnie spotykał się on na Kremlu z urzędnikami odpowiedzialnymi za „kampanię mołdawską”. Dziś Plahotniuc, zatrzymany w Grecji, czeka na ekstradycję.
Cel Kremla: powrót oligarchów
Interesy „kryminalnego internacjonału” – powrót do kraju, odzyskanie władzy i uniknięcie kary – są zbieżne ze strategicznym interesem Kremla, który potrzebuje w Mołdawii swoich ludzi do pociągania za sznurki. Sor i Plahotniuc mogą odegrać rolę zbiorowego Bidziny Iwaniszwilego – najbogatszego oligarchy i przez krótki czas premiera Gruzji, szarej eminencji tamtejszej władzy. Formalnie bez stanowisk, ale faktycznie rządzący krajem zza kulis. W mołdawskim przypadku byłaby to władza zza pleców prorosyjskiej koalicji złożonej z socjalistów, komunistów, partii Sora i obrotowych polityków.
Dla Mołdawii oznaczałoby to powrót do okresu sprzed 2019 roku – sprzed ucieczki oligarchów i dojścia do władzy sił proeuropejskich. Rządy kryminalnych oligarchów, którzy okradając kraj, stopniowo kierowaliby go z powrotem w stronę Rosji. Moskwa nie tylko sprzyja temu scenariuszowi, ale aktywnie uczestniczy w mechanizmach korumpowania obywateli. Mołdawskie służby ujawniają je od wyborów prezydenckich – według władz w Kiszyniowie „sieć Sora” objęła co najmniej 300 tys. wyborców.
Paradoksalnie, rządy oligarchów zza kulis to scenariusz łagodniejszy. Bardziej radykalny zakłada upodobnienie się Mołdawii do dzisiejszej Białorusi. Wówczas Kreml zmusiłby lojalne władze do uczynienia z kraju antyukraińskiego przyczółka – wykorzystując lub rozbudowując kontyngent w Naddniestrzu, a może nawet wprowadzając „zielone ludziki” pod przykrywką cywilów. Na mapach rosyjskiego sztabu generalnego od dawna widnieje plan „Mikołajów–Odessa–Naddniestrze”. Z Odessy do mołdawskiej granicy jest zaledwie kilkadziesiąt kilometrów.
Nie antyzachodniość, lecz „interes narodowy”
W Gruzji Bidzina Iwaniszwili nie zaczynał od haseł antyzachodnich – utrzymywał dobre relacje z Zachodem i deklarował poparcie dla integracji z UE. Podkreślał jednak, że działa w interesie narodowym. Pod tym hasłem Gruzińskie Marzenie stopniowo kierowało kraj ku Moskwie.
Podobnie w Mołdawii prorosyjskie siły – tradycyjne (socjaliści i komuniści) i nowe (powiązane z Ilanem Sorem) – deklarują, że działają w interesie narodu. Powtarzają, że chcą „pragmatycznych” porozumień z Rosją, stawiają warunki UE czy mówią wprost o „strategicznym partnerstwie” z Moskwą, jak Igor Dodon.
Na korzyść prorosyjskich ugrupowań działa zmęczenie proeuropejskim rządem. PAS od czterech lat rządzi samodzielnie i w tym czasie kraj zmagał się z serią kryzysów: pandemią, kryzysem energetycznym i humanitarnym, inflacją oraz skutkami wojny w Ukrainie. Choć na polu polityki zagranicznej i eurointegracji odnosi sukcesy, opozycja łatwo wytyka bolączki codziennego życia – wzrost cen energii czy pogorszenie warunków gospodarczych.
Drugim czynnikiem jest silna rosyjska propaganda, która straszy Mołdawian wojną: „będzie jak na Ukrainie, dlatego trzeba żyć dobrze z Rosją”. To analogia do Gruzji, gdzie rządząca partia wykorzystała „widmo wojny” (rzekome próby Zachodu wciągnięcia kraju do konfliktu) jako ważny element swojej narracji politycznej.
Chaos sterowany ręcznie
Z perspektywy Rosji wszystkie kraje poradzieckie to „strefa kluczowych interesów” – peryferia, na których powinny rządzić prorosyjskie elity. Wypowiedzi Putina o Ukrainie sprowadzają się do tezy: gdyby rządzili tam lojalni wobec Moskwy politycy, wojny by nie było.
Dlatego niezależnie od tego, czy Moskwa zrealizuje w Mołdawii scenariusz gruziński, czy białoruski, chodzi o jedno – o możliwość sterowania chaosem. Nie potrzeba okupacji. Wystarczy skorumpowany rząd lojalny wobec Kremla.
Strategicznym celem Moskwy jest niedopuszczenie Mołdawii do UE. Członkostwo oznaczałoby definitywne opuszczenie przez nią rosyjskiej orbity. Bez integracji z Unią Mołdawia pozostaje w szarej strefie między imperium a Europą. Kreml chce zatrzymać ją po „właściwej stronie” nowej Żelaznej Kurtyny. Dlatego najpierw musi wygrać te wybory, a potem – w zależności od sytuacji – realizować łagodniejszy lub bardziej radykalny scenariusz.
O Autorze
Victor Ciobanu jest mołdawskim analitykiem i komentatorem politycznym.
Tłumaczyła Justyna Prus.