Jak Kreml wykorzystuje Naddniestrze do tego, by wpływać na politykę Mołdawii? Od dekad Moskwa wykorzystuje separatystyczny region jako przyczółek do kontroli politycznej i wojskowej.
Realizując swoje interesy, Moskwa hamuje nie tylko reintegrację kraju, czyli połączenie lewego i prawego brzegu Dniestru (Naddniestrza i Mołdawii kontrolowanej przez rząd w Kiszyniowie), ale także integrację Mołdawii z Unią Europejską.
Nierozstrzygnięty konflikt w Naddniestrzu pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi wpływu i presji Rosji na Mołdawię. Od trzydziestu lat Rosja ma możliwość wpływania na polityczną, gospodarczą, a nawet społeczną sytuację w tym kraju. Może to robić, bo ma wszystkie potrzebne instrumenty – kontrolę nad kawałkiem terytorium - separatystycznym regionem Naddniestrza, obecność wojskową i wpływ na elity polityczne i gospodarcze.
Rosyjscy żołnierze i magazyny broni w Kołbasnej
Pomimo zobowiązań, jakie Rosja powzięła podczas szczytu OBWE w Stambule w 1999 r., wojska tego kraju do dzisiaj przebywają na terytorium lewobrzeża Dniestru. Oficjalnie Moskwa nazywa je „operacyjną grupą wojsk”, ale de facto jest to po prostu narzędzie wpływu na Kiszyniów. Wojska te kontrolują magazyny broni w Kołbasnej (rum. Cobasna), gdzie znajdują się dziesiątki ton różnego rodzaju broni, a Kreml regularnie używa ich jako argumentu o „konieczności” obecności armii.
Ta obecność wojskowa ogranicza możliwości pogłębiania przez Mołdawię współpracy z NATO i UE w dziedzinie bezpieczeństwa. Naddniestrze niezmiennie pozostaje ryzykiem dla Ukrainy: granica nieuznanego regionu przebiega zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Odessy, a rosyjski przyczółek na tym terenie jest postrzegany jako potencjalne zagrożenie działaniami dywersyjnymi. W tym kontekście nie dziwi, że Kijów zamknął ten odcinek granicy z Naddniestrzem po tym, jak Moskwa rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę.
Rozpoczynając wojnę, Rosja utraciła możliwość rotowania kontyngentu na terytorium Naddniestrza, dlatego liczba znajdujących się tam żołnierzy rosyjskich ciągle maleje, a na ich miejsce powoływani są miejscowi mieszkańcy, w tym także osoby posiadające obywatelstwo Mołdawii. Prezydent Maia Sandu niedawno pozbawiła obywatelstwa pięciu takich wojskowych.
Po rozpoczęciu wojny Rosja niejednokrotnie próbowała skierować do Naddniestrza nowych żołnierzy, w tym – wydając im paszporty dyplomatyczne. Kiszyniów blokował jednak te próby, zatrzymując tych ludzi na lotnisku i odsyłając z powrotem do Rosji.
Energetyczny bat Moskwy
Gospodarka Naddniestrza trzyma się na zewnętrznych dotacjach i na mechanizmach działania w szarej strefie. Moskwa przez dekady zapewniała regionowi tani gaz, który wykorzystywany był zarówno na użytek wewnętrzny, jak i do zasilania największego przedsiębiorstwa – elektrowni Cuciurgan.
Wytwarzana tam energia elektryczna była sprzedawana do prawobrzeżnej Mołdawii. Jednocześnie Moskwa wszystkie długi Naddniestrza za gaz zapisywała na konto Kiszyniowa. W ten sposób powstała wywołana sztucznie zależność energetyczna nie tylko Naddniestrza, ale także Mołdawii prawobrzeżnej. Doszło do sytuacji, w której każde przerwanie dostaw lub zmiana ich warunków może spowodować kryzys w separatystycznym regionie, a na prawym brzegu – wzrost cen. Doskonałym przykładem zastosowania tego „energetycznego bata” była sytuacja ze stycznia 2025 r., gdy Kreml doprowadził sytuację do punktu wrzenia, chociaż dużo wcześniej wiedział o tym, że Kijów nie zgodzi się na tranzyt gazu do Naddniestrza przez swoje terytorium na ulgowych warunkach. Cel był widoczny jak na dłoni – chodziło o sprowokowanie kryzysu Naddniestrza, a następnie rozkręcenie wokół niego wojny informacyjnej i obarczenie odpowiedzialnością Kijowa i Kiszyniowa.
Polityczni sojusznicy Moskwy w Naddniestrzu
Tyraspol występuje jako sojusznik Rosji w mołdawskiej przestrzeni informacyjnej i wyborczej. Oświadczenia przywódców separatystycznego regionu często brzmią unisono z oficjalną retoryka Kremla, podważając wysiłki Kiszyniowa na rzecz wzmocnienia jedności narodowej. W każdym okresie przedwyborczym region staje się ośrodkiem mobilizacji elektoralnej. Mieszkańcy Naddniestrza głosują na terytorium kontrolowanym przez Kiszyniów, ale ich głosy faworyzują często partie zorientowane na Moskwę. Najczęściej wyborcy są przywożeni do lokali wyborczych w zorganizowany sposób.
Najnowszy przykład i pretekst do mobilizacji w Naddniestrzu to wybory parlamentarne, które odbędą się 28 września. Niespodziewanie naddniestrzańscy „deputowani” postanowili zwrócić się do władz konstytucyjnych w Kiszyniowie o otwarcie większej liczby komisji do głosowania dla obywateli z separatystycznego regionu. Taka inicjatywa ze strony Tyraspola to dość nietypowe działanie – padła ona po raz pierwszy i to akurat przed nadchodzącymi bardzo ważnymi dla Mołdawii wyborami parlamentarnymi.
Dodatkowo w Naddniestrzu bardzo aktywnie działają media prorosyjskie, które powtarzają narracje antyzachodnie i antymołdawskie. Takie działania umożliwiają Moskwie „zakonserwowanie” przestrzeni informacyjnej w regionie i wbudowywanie jej w sieć rosyjskiej propagandy.
W efekcie tych wszystkich działań Rosja tworzy w Naddniestrzu idealne ze swojego punktu widzenia warunki do tego, by ludzie mieszkający w jednym kraju byli ze sobą skonfliktowani.
Naddniestrze w regionalnych puzzlach
Z punktu widzenia Rosji Naddniestrze to także część szerszej strategii „zamrożonych konfliktów”. Podobnie jak w przypadku gruzińskich Abchazji i Osetii Południowej czy ukraińskiego Donbasu, kontrola nad separatystycznym regionem umożliwia Moskwie utrzymywanie źródła niestabilności, blokujące te kraje w ich drodze naprzód. W przypadku Mołdawii jest to droga do eurointegracji. Czynnik Naddniestrza Kreml wykorzystuje także w swojej polityce zagranicznej. Rosyjscy dyplomaci w rozmowach z Zachodem nierzadko powołują się na „szczególny status” regionu, proponując rozwiązania, które de facto umacniają jego zależność od Moskwy. W ten sposób konflikt w Naddniestrzu staje się kartą przetargową w większych rozgrywkach geopolitycznych.
Wygodne narzędzie Moskwy
Naddniestrze już dawno przestało być wewnętrznym problemem Mołdawii. Rosja wykorzystuje je jako instrument wpływów geopolitycznych, pozwalający jej jednocześnie wywierać nacisk na Kiszyniów, grozić Ukrainie i demonstrować swoją zdolność do destabilizacji regionu.
Rozwiązanie tego konfliktu nie jest możliwe bez szerszej zmiany równowagi sił w Europie i osłabienia wpływów Moskwy. Takie osłabienie można zauważyć w ostatnich latach. Rozpoczynając pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, Rosja sama pozbawiła się możliwości „trzymania ręki na pulsie” w Naddniestrzu. Elity polityczne i gospodarcze w separatystycznym regionie nie są już tak posłuszne jak wcześniej, eksport i import w coraz większym stopniu zależy od Kiszyniowa. Prawie połowa towarów eksportowanych z Naddniestrza trafia obecnie na rynek UE. Kiszyniów coraz częściej kontaktuje się z przedstawicielami bardziej umiarkowanego skrzydła administracji w Tyraspolu, z kolei Tyraspol coraz aktywniej wysyła sygnały o gotowości do konstruktywnego dialogu w sytuacjach kryzysowych.
Te jednak tylko nieliczne pozytywne wątki. Ogólnie sytuacja jest w zawieszeniu, w tym z powodu nierozwiązanej kwestii gazowej – mieszkańcy Tyraspola nie wiedzą czy będą mieć ogrzewanie tej jesieni i zimą.
O Autorze
Denis Dermenzhi – mołdawski dziennikarz, dyrektor agencji informacyjnej IPN. Wcześniej pracował w Radiu Wolna Europa (Radio Europa Libera Moldova), gdzie zajmował się m.in. tematyką bezpieczeństwa i dziennikarstwem śledczym
Tłumaczyła Justyna Prus.