Od samego początku rosyjskiej agresji na Ukrainę zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami, przeprowadzane są badania opinii publicznej, dotyczące stosunku Rosjan do wojny.

Przez cały ten czas statystyki istotnie się nie zmieniają, wskazując, że absolutna większość Rosjan popiera agresywne działania armii swojego kraju przeciwko Ukrainie. Co więcej, najwyższy poziom poparcia odnotowywany jest w Moskwie i wśród najbogatszych warstw społeczeństwa. Jakie są przyczyny tego zjawiska? 

Nie strach i nie propaganda 

Rosyjscy politycy opozycyjni i influencerzy na emigracji starają się przykryć ten niewygodny fakt poparcia Rosjan dla agresji na Ukrainę. Zazwyczaj przedstawiają oni społeczeństwo podmiotowości i unikają dyskusji o kolektywnej odpowiedzialności za zbrojną napaść Rosji. 

Jedni mówią na przykład o rzekomo powszechnym strachu przed represjami i braku możliwości przeprowadzenia reprezentacyjnych sondaży w czasie wojny. Jednak socjologowie, którzy robią badania, nie odnotowują strachu wśród respondentów. Nie ma też przypadków postępowań karnych za udział w sondażach, przeprowadzanych przez profesjonalne ośrodki. Ważne jest także to, że wśród Rosjan, którzy nie są zaangażowani w działania zbrojne, nie widać poczucia, że ich kraj znajduje się w stanie wojny. Większość z nich udaje, że wojny nie ma i woli żyć tak, jak przed rozpoczęciem inwazji. 

Inni przypisują wysokie poparcie wszechobecnym działaniom propagandy państwowej. Bez wątpienia nie można zaprzeczać, że przyczynia się ona do kształtowania stosunku społeczeństwa do wojny, jednak z całą pewnością nie jest to czynnik kluczowy. Propaganda działa skutecznie przecież tylko wówczas, kiedy wpasowuje się w ramy już dawno zakorzenionych masowych stereotypów. W przeciwnym razie propaganda po prostu nie jest w stanie przekierować zachowań społecznych w określonym kierunku. 

Dobrym przykładem była pandemia Covid-19, gdy rosyjski rząd uruchomił całą moc swoich zasobów medialnych, by przekonać ludzi do zaszczepienia się. Tego efektu nie udało się jednak osiągnąć. 55 proc. Rosjan nie chciało się zaszczepić. Wielu z nich wolało uwierzyć w teorie spiskowe, mówiące o tym, że szczepionki są szkodliwe i były tak naprawdę stworzone po to, by „oczyścić” terytorium Rosji z jej ludności, aby Zachód mógł bez przeszkód eksploatować jej niewyczerpane bogactwa naturalne. 

Innymi słowy, propaganda Kremla nie jest wszechmocna, a masowa świadomość społeczna to nie jest szklany puchar, z którego można wylać wodę, a następnie wypełnić inną zawartością. Stereotypy dotyczące siebie samychi świata są głęboko zakorzenione w świadomości społecznej. I jeśli propaganda nie odwołuje się do nich, to nie jest w stanie istotnie wpływać na to, jak jej odbiorcy postrzegają otaczającą ich rzeczywistość. 

Co w takim razie zdecydowało o wysokim poparciu Rosjan dla agresji na Ukrainę? Odpowiedź na to pytanie kryje się w specyfice rosyjskiej świadomości zbiorowej, w której dominuje sposób myślenia oparty o symbole i obrazy imperialne, używane przez społeczeństwo do określenia swojej tożsamości, a także kształtowania jego stosunku do władzy i do świata zewnętrznego. W tym sensie, jak uważa socjolog Lew Gudkow, mieszkańcy Rosji utrzymują „łączność genetyczną” z minionymi epokami historycznymi[1].

Nie jest możliwe opisanie tutaj ich wszystkich. Dlatego skupię się na trzech powiązanych wzajemnie elementach świadomości zbiorowej rosyjskiego społeczeństwa, dotyczących postrzegania siebie samych (Rosji), Zachodu i Ukrainy. 

1. Rosja jako wielkie mocarstwo

Narracja o Rosji jako o mocarstwie niezmiennie cieszyła się szerokim zapotrzebowaniem wśród ludności. Dzięki niej rosyjscy politycy szybko zdobywali popularność i szybko robili kariery. Wszyscy rosyjscy prezydenci konsekwentnie uciekali się do niego, by wzmocnić swój autorytet, sięgając po eksploatację głębokich stereotypów społeczno-kulturowych i kultywowanie wizerunku oblężonej twierdzy, co niezmiennie spotykało się z pozytywnym odbiorem rosyjskiego elektoratu. Mówiąc prościej, był to najłatwiejszy, i jednocześnie efektywny, sposób legitymizacji władzy i wpływów. 

Mając świadomość znaczenie imperialnej narracji dla zachowania władzy, otoczenie Borysa Jelcyna, w tym także ci, którzy uznawani byli za „liberałów” i „atlantystów”, sięgali po nią regularnie. Na przykład minister spraw zagranicznych Andriej Kozyriew stale powtarzał, że głównym celem jego działalności jest transformacją Rosji w „normalne wielkie mocarstwo”.[2]

Również przedstawiciele rosyjskiej inteligencji doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że gra na fobiach i kompleksach imperialnych społeczeństwa otwierała zaprawdę szerokie horyzonty polityczne.

Na początku lat 90. Ubiegłego wieku wielu jej przedstawicieli było nastawionych optymistycznie do reform demokratycznych w Rosji i z przekonaniem stawało po stronie zachodniego modelu rozwoju. Jednak oszałamiające zwycięstwo szowinistycznej i proimperialnej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), na czele której stał Władimir Żyrinowski, jasno pokazało, że idea imperium jest złotą żyłą do gromadzenia punktów politycznych. Jednym z takich ludzi był na przykład dziennikarz Aleksiej Puszkow. Zaczynał jako zwolennik przemian według wzorca zachodniego, ale już w połowie lat 90. istotnie zmienił swoje poglądy. Stał się aktywnym apologetą mocarstwowości, a dzisiaj jest jednym z najbardziej znanych kremlowskich propagandystów. 

W czasach Putina Kreml stopniowo przejął kontrolę nad narracją imperialną, a w istocie zmonopolizował ją, zarówno w dyskursie oficjalnym, jak i w państwowych mediach. Zazwyczaj zakłada ona ekspansję terytorialną, tzw. „przywrócenie sprawiedliwości dziejowej”, rozszerzenie wpływów geopolitycznych, a także powrót Zachodu do „równoprawnych relacji” z Rosją. Przywrócenie Rosji statusu „szanowanego wielkiego mocarstwa” często było przez Rosjan wskazywane jako jedno z najważniejszych osiągnięć Putina. 

2. Zachód jako wróg

Jedną z charakterystycznych cech rosyjskiej świadomości zbiorowej jest negatywny stosunek do Zachodu, który jeszcze w czasach sowieckich był intensywnie kultywowany za pośrednictwem mediów i przez system edukacji. Ta masowa emocja wygasła nieco pod koniec lat 80. XX w., ale na początku kolejnej dekady znowu ogarnęła szerokie kręgi. Już w kwietniu 1992 r. tylko 16 proc. badanych opowiadało się za zachodnim modelem rozwoju[3]. Było to związane przede wszystkim z silnym rozczarowaniem, które objęło wykształconą część starszego i średniego pokolenia. Ta grupa wcześniej poparła gorbaczowowską pierestrojkę, ale w obliczu własnej niezdolności do dostosowania się do relacji rynkowych zaczęła znacznie częściej postrzegać Zachód jako przeciwnika.

Innymi słowy, negatywne postrzeganie Zachodu szybko wróciło na utracone pozycje w masowej świadomości, częściowo wypełniając ideologiczną pustkę, powstałą po wyrzuceniu na śmietnik historii zdyskredytowanego komunizmu i w wyniku frustracji, wywołanej przez reformy rządów Borysa Jelcyna. 

W latach 90. Zachód był już postrzegany nie tylko jako zbiorczy obraz silniejszego pod względem zasobów i technologii przeciwnika, w walce z którym upatrywano przyczyny upadku imperium radzieckiego. Ponad połowa Rosjan uważała, że kraje zachodnie chcą realizować swoje interesy kosztem Rosji i gdy tylko pojawi się taka możliwość, gotowe są jej zaszkodzić. Taki punkt widzenia był szczególnie częsty wśród wojskowych, emerytów, pracowników struktur siłowych i mieszkańców wsi, a także – wśród Moskwian (58 %).[4]

Wraz z dojściem do władzy Władimira Putina antyzachodnie nastroje społeczeństwa tylko się nasiliły. Mit o wiecznej konfrontacji z Zachodem coraz częściej służył Kremlowi jako efektywny instrument konsolidacji społecznej. Ważne jest też to, że ta wyobrażona podstępność i złośliwość Zachodu do dzisiaj wykorzystywana jest do publicznej legitymizacji działań popełnianych przez reżim zarówno w rosyjskiej polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. 

Agresja Rosji na Ukrainę nie była wyjątkiem. 24 lutego 2022 r. Centrum Lewady opublikowało badanie o stosunku Rosjan do coraz bardziej napiętej sytuacji wokół Ukrainy. 60 proc. respondentów obarczało odpowiedzialnością za zaostrzenie sytuacji międzynarodowej na NATO i USA, a kolejne 16 proc. – samą Ukrainę. I zaledwie 3 proc. uważało, że winna jest Rosja. Inaczej mówiąc, Rosjanie gotowi byli poprzeć zbrojną napaść na sąsiednie państwo pod warunkiem, że Putin uzasadni ją pilną koniecznością reagowania na rzekomo wrogie działania Zachodu. W praktyce tak właśnie się stało. Rosyjski dyktator oświadczył, że istnieje zagrożenie „wojennego wykorzystania” przez Zachód terytoriów ukraińskich i wydał rozkaz rozpoczęcia tzw. „specjalnej operacji wojskowej”. 

3. Ukraina jako „strefa wpływów”

Ponad 30 lat, które upłynęły od rozpadu ZSRR, nie wystarczyło Rosji, by nauczyć się szanować suwerenność innych państw i traktować je jako równoprawnych sąsiadów. Byłe sowieckie republiki na zasadzie inercji były postrzegane przez społeczeństwo nie jako samodzielne państwa, ale jako czasowo oddzielone odłamki wielkiego kraju, które wcześniej czy później wrócą pod kontrolę Moskwy. 

Generalnie, jeszcze w latach 90. protekcjonalny i arogancki stosunek do sąsiadów był normą w rosyjskim społeczeństwie. Kraje poradzieckie były często oskarżano o „łamanie praw Rosjan”. Najpopularniejszy wówczas polityk – generał Aleksandr Lebiedź – stale powtarzał, że mieszkających tam (w krajach poradzieckich) 25 mln Rosjan traktuje się „jak niewolników”. Jednocześnie ok. 30 proc. Rosjan opowiadało się za rozwiązaniem tej kwestii drogą zbrojnej interwencji.[5]

Nawet najbardziej liberalni intelektualiści rosyjscy uważali władzę Rosji na przestrzeni poradzieckiej za coś naturalnego i marzyli o odrodzeniu wielkiej Rosji jako neokolonialnego imperium, które zachowałoby swoją dominację nie za pośrednictwem siły zbrojnej, ale mocą rubla i kultury rosyjskiej.[6]

Typowym przykładem takiego myślenia ze strony Rosjan jest Ukraina. Przez cały okres od upadku ZSRR udział Rosjan, którzy nie uważali Ukrainy za zagranicę wahał się w przedziale 55-65 proc. Należy przy tym odnotować, że generalnie Rosjanie mieli dobry stosunek do Ukraińców jako do grupy etnicznej, jednak nie kryli swojego rozdrażnienia wobec niepodległego państwa ukraińskiego.[7]

Szczególnie powszechne takie nastroje były zawsze wśród wojskowych, z opinią których rosyjskie władze po prostu nie mogły się nie liczyć. Wielu z nich popierało odbudowanie ZSRR w jego dawnych granicach, a ze wszystkich polityków największą niechęcią darzyli Leonida Krawczuka, prezydenta Ukrainy. Ogłoszenie niepodległości przez ten kraj traktowane było niemalże jako główna przyczyna zniknięcia z mapy świata sowieckiego supermocarstwa.

Ukraińska Rewolucja Godności w 2014 r. została odebrana przez Rosjan bardzo negatywnie. Co ważne, zmianę władzy w Kijowie traktowano nie jako wynik wewnątrzpolitycznej walki, ale rezultat antyrosyjskich intryg Zachodu, który jakoby dążył w ten sposób do wyparcia Rosji z jej tradycyjnych stref wpływu i przekształcenia Ukrainy w swój bastion. Dokonując projekcji postrzegania siebie samych na Ukraińców, Rosjanie odmawiali im podmiotowości politycznej i byli przekonani, że na protesty przeciwko własnym władzom wychodzili oni wyłącznie pod destrukcyjnym wpływem Zachodu. 

Należy tutaj podkreślić, że Rosjanie nie bali się potencjalnej wojny z Ukrainą, ponieważ byli przekonani, że z powodu oczywistej przewagi rosyjskiej siły militarnej taki konflikt szybko zakończyłby się zwycięstwem, a toczyłby się na terytorium Ukrainy, a nie – Rosji.

Podsumowując, można powiedzieć, że wysoki poziom poparcia Rosjan dla agresji na Ukrainę był w dużej mierze uwarunkowany głęboko zakorzenionymi w rosyjskiej świadomości zbiorowej stereotypami imperialnymi. Ich efektywne eksploatowanie pozwala Putinowi długotrwale utrzymywać władzę i cieszyć się szerokim poparciem ze strony Rosjan. Kreml stale bada zapotrzebowanie na najbardziej popularne narracje, przejmuje nad nimi kontrolę i dopasowuje do nich swoje działania. Można powiedzieć, że pod rządami Putina zbiorowa świadomość Rosjan stała się swojego rodzaju ramą (ogranicznikiem) polityki Kremla. Socjolog prof. Aleksiej Lewinson nazywa to „syntonicznością” pomiędzy władzami a społeczeństwem, która w czasach Putina osiągnęła niebywały poziom. 

Problem polega jednak na tym, że zbiorowe stereotypy posiadają ogromną siłę inercji. Mogą reprodukować się przez takie instytucje społeczne jako rodzina, szkoła, armia, policja i więzienie. Innymi słowy, po odejściu Putina ze stanowiska recepta na polityczną długowieczność w Rosji pozostanie ta sama. Może to oznaczać, że Rosja w jej obecnym kształcie jest zaprogramowana tak, by długookresowo pozostawać zagrożeniem dla bezpieczeństwa swoich sąsiadów i całej Europy. 

 

[1] Lew Gudkow, „Putinski recidiw totalitarizma”, Pro et Contra, 2014, no. 3-4, pp. 129-147.

[2] Np.: Niezawisimaja Gazieta, 1 kwietnia 1992; Izwiestija, 8 czerwca 1992.

[3] Jurij Lewada (red.), Sowietskij prostoj czełowiek: Opyt socijalnogo portrieta na rubieże 90-ch. Мoskwa: Mirowoj Okiean, 1993, s. 15.

[4] Lew Gudkow, „Pobieda w wojnie: k socjołogii odnogo nacijonalnogo simwoła”, Ekonomiczeskije i socijalnyje pieriemieny: monitoring obszczestwiennogo mnienija, 1997, no. 5, s. 18.

[5] Leonid Siedow, “SSSR i SNG w obszczestwiennom mnienii Rossii”, Ekonomiczeskije i socijalnyje pieriemieny: monitoring obszczestwiennogo mnienija, 1997, no. 1, s. 14.

[6] Michaił Szewieliew, „Za naszu i waszu mietropoliju”, Moskowskije Nowosti, 26 stycznia 1992, s. 8.

[7] Oksana Boczarowa, Lew Gudkow, „Ijerarchija etniczeskich stierieotipow nasielenija”, Ekonomiczeskije i socijalnyje pieriemieny: monitoring obszczestwiennogo mnienija 1994, no. 1, s. 18.

Dr Igor Grecki dołączył do ICDS jako pracownik naukowy w lipcu 2022 roku. Wcześniej, po pomyślnym uzyskaniu Stypendium Tallinn Fellow, w okresie od stycznia do czerwca 2022 roku Dr Gretskiy był związany z ICDS jako visiting fellow. Do wiosny 2022 roku Dr Gretskiy był adiunktem na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Państwowego w Petersburgu (Rosja).

Tłumaczyła Justyna Prus