Partia władzy Gruzińskie Marzenie sprawnie dostosowała kremlowskie podręczniki propagandy do rodzimego rynku. Rządowa propaganda skutecznie działa przez demonizowanie opozycji, manipulowanie przykładami z krajów zachodnich, antyzachodnie i antyukraińskie narracje oraz przypisywanie władzom roli jedynego strażnika tożsamości i suwerenności.

Manipulacje informacją i ingerencje, zwłaszcza ze strony Rosji, były stałą cechą polityki gruzińskiej w ciągu minionej dekady i były wyjątkowo skuteczne. Obecnie jednak, jak się wydaje, Gruzja nie potrzebuje rosyjskiego wsparcia, ponieważ partia rządząca Gruzińskie Marzenie doprowadziła do perfekcji propagandową machinę własnej produkcji i to na taką skalę i na takim poziomie wyrafinowania, jakich mogą pozazdrościć jej Rosja i inne autorytarne reżimy. 

Partia władzy udoskonaliła swój system manipulacji informacjami i ingerencji wewnątrz kraju (Domestic Information Manipulation and Interference – DIMI). Jest to mechanizm równie niszczący jak ten z podręcznika Kremla, ale dostosowany do gruzińskich realiów. Jego cel jest oczywisty – chodzi o delegitymizację oponentów, zdyskredytowanie społeczeństwa obywatelskiego, a także przedstawianie Zachodu, a zwłaszcza UE – jako tych, którzy podżegają do wojny, są skorumpowani i niebezpieczni. Jednocześnie Bidzina Iwaniszwili (były premier, miliarder i najbardziej wpływowy człowiek w kraju – red.) oraz jego partia Gruzińskie Marzenie mają być jedynym strażnikiem pokoju, suwerenności i tradycji. Paralele z Rosją są jednak ewidentne. Podczas gdy Moskwa polega na telewizji RT i fabrykach trolli, Tbilisi mobilizuje swoje telewizje – Imedi, Rustavi 2, nadawcę publicznego oraz super agresywną POSTV, szczególny nacisk kładąc na media społecznościowe – Facebooka i TikTok. 

Ucieczka w media społecznościowe

Facebook jest główną platformą używaną do oszczerczych kampanii, wzmacnianych przez urzędników Gruzińskiego Marzenia, lojalnych ekspertów i propagandowe telewizje. Z kolei TikTok stał się potężnym narzędziem dostępu do ludzi młodych oraz, paradoksalnie, do mieszkańców terenów wiejskich. Powiązani z rządem influencerzy królują w sieciach społecznościowych, mieszając humor, treści lifestylowe i nacjonalistyczne hasła w nieprzerwanym strumieniu propagandy.

Gruziński rolnik czy robotnik sięga po pracy po TikToka i zanurza się w dyskusjach zdominowanych przez propagandowy przekaz dnia. W odróżnieniu od treści rozpowszechnianych przez rosyjskich anonimowych trolli, w sieciach społecznościowych słychać znajome gruzińskie głosy, które nadają tym treściom znamiona autentyczności i czynią je jeszcze trudniejszymi do podważenia. 

Istotą tego tej rodzimej propagandy (DIMI) jest pięć połączonych ze sobą linii narracyjnych. Pierwsza to demonizowanie oponentów wewnątrz kraju – NGO, mediów, aktywistów i opozycji politycznej. NGO są przedstawiane jako najemnicy tzw. Deep State (jeden z popularnych terminów teorii spiskowych, tajna władza, państwo w państwie), przez zastosowanie analogicznej do rosyjskiej retoryki na temat tzw. „agentów zagranicznych”. 

Opozycja jako „narzędzie wrogich sił”

Liderzy organizacji pozarządowych są oskarżani o służenie interesom europejskim, podejrzane powiązania biznesowe i „donoszenie” na Gruzję na forach międzynarodowych. To element szerszych narracji, które mają przekonywać, że społeczeństwo obywatelskie działa w interesach obcych mocodawców. 

Przykładem demonizacji opozycji jest przyjęcie w Gruzji wzorowanych na rosyjskich przepisach ustaw, które zobowiązują organizacje trzeciego sektora do rejestrowania się w charakterze agentów zagranicznych. Opozycja jest przedstawiana jako słaba, podzielona, moralnie zepsuta i często jest przez propagandę łączona z kwestiami LGBT albo wykpiwana za krytykowanie Donalda Trumpa, rzekome służenie obcym siłom i oderwanie od ludu. 

Uczestnicy protestów są celem ataków personalnych i zmanipulowanych oskarżeń. Aresztowanej dziennikarkce Mzii Amaglobeli oraz innym zatrzymanym aktywistom zarzucano, że stosują przemoc i są skorumpowani. Propaganda wyciąga ich sprawy prywatne, wypacza i wyśmiewa. Ogólnie przekaz ma być jasny – sprzeciw jest niedemokratyczny, jest to w istocie zdrada i działanie na zlecenie z zagranicy (Deep State, globalnej partii wojny, unijnej biurokracji – cokolwiek akurat pasuje do narracji).

„Oni biją, więc my też możemy” 

Druga linia narracyjna to coś, co ja określam jako comparaganda, czyli rodzaj propagandy instrumentalnie wykorzystującej porównanie. Chodzi o wybiórcze i tendencyjne użycie przykładów z zagranicy w celu uzasadnienia działań na rodzimym terenie. Np. zaaresztowanie we Francji mężczyzny, który spoliczkował prezydenta Macrona propagandyści wykorzystują jako uzasadnienie zatrzymania lokalnego dziennikarza. Ściganie uczestników zamieszek w USA ma normalizować przemoc policji w Tbilisi. Nawet unijny Akt o Wolności Mediów jest przewrotnie przedstawiany jako dowód na to, że Bruksela sama ucisza dziennikarzy. Przyjęcie ustawy o agentach zagranicznych było uzasadniane istnieniem podobnych przepisów we Francji, USA i Izraelu. To odwrócona forma whataboutyzmu – ulubionej rosyjskiej, a wcześniej sowieckiej,  techniki propagandowej, którą dobrze symbolizuje fraza: „a w Ameryce to Murzynów biją”.

O ile jednak whataboutyzm był używany do krytyki Zachodu z powodu jego wad i niedociągnięć (stosowania kary śmierci, rasizmu, złego traktowania migrantów), to comparaganda działa na odwrót. Ma uzasadniać praktyki autorytarne przez przytoczenie tych wad jako precedensu. Inowacja gruzińska polega na tym, że przykłady z Zachodu- często marginalne lub nieistotne są używane jako uzasadnienie dla represji.

„Zachód jest zły”

Trzecia narracja, ostatnio najsilniejsza, jest wycelowana w sam Zachód. Unia Europejska jest regularnie oskarżana o to, że szantażuje Gruzję, używając obietnicy liberalizacji przepisów wizowych, a także o to, że chce wciągnąć Gruzję i inne kraje Europy do wojny z Rosją oraz o „szerzenie propagandy LGBT i walkę z tożsamością gruzińską”. Programy USAID rzekomo mają służyć finansowaniu obozów treningowych dla radykałów. Bruksela jest przedstawiana nie jako demokratyczna unia, ale jako dekadenckie imperium, zbankrutowane moralnie i zniewolone politycznie, a przy tym dążące do zmiany demokratycznie wybranych władz przez przewroty realizowane przez NGO. Ta linia narracyjna niemal całkowicie pokrywa się z rosyjską propagandą, w której Europa jest dekadencka i ogarnięta przez hipokryzję, a Stany Zjednoczone – manipulujące i imperialne. 

„Bo będzie jak na Ukrainie”

Czwarty element to demonizacja Ukrainy. Każdy przypadek odwrotu na polu bitwy czy korupcji w Kijowie jest wyolbrzymiany. Ukraina jest przedstawiana jako winowajczyni wojny z Rosją, jako państwo upadłe, którego prezydent jest błaznem, bierze narkotyki, jest niekompetentny i odpowiada za śmierci swoich rodaków. Sondaże, które wskazują na zmęczenie wojną, często są prezentowane jako dowód na to, że Zachód porzucił Ukrainę. Przesłanie jest wyraźne: Ukraina poszła za Europą (lub – za globalną partią wojny, lub – za Deep State) i teraz płaci za to cenę, ale Gruzja musi uniknąć podobnego losu. 

I tutaj znowu uderzająca jest zbieżność z tym, co nadaje propaganda kremlowska – Moskwa również przekonuje, że Ukraina jest skorumpowana, opuszczona i skazana na porażkę, zaś wojna z Ukrainą to zaledwie proxy konflikt z Zachodem. I winić za niego należy Amerykę i Europę.

Gruzińskie Marzenie „ojcem narodu”

W końcu, na piątym miejscu mamy działania, które można określić jako „sztuczną, sfabrykowaną opiekę” ze strony Gruzińskiego Marzenia, czyli budowanie jej wizerunku jako jedynego strażnika bezpieczeństwa, wartości i moralności. Partia rządząca przekonuje, że „uchroniła Gruzję przed wojną” przez to, że oparła się zachodniej presji na to, by otworzyć „drugi front” przeciwko Rosji. Pokój jest w tej narracji przyrównany do posłuszeństwa wobec partii władzy, a opór ma być równoznaczny z lekkomyślnością.

Tę narrację wzmacniają działania, mające podkreślać konserwatyzm kulturowy – zintensyfikowane represje za narkotyki (chociaż to Gruzińskie Marzenie kilka lat temu zliberalizowało przepisy w tej kwestii), deportacje migrantów, ustawy, które mają chronić „wartości rodzinnych”, a także szczodre obietnice pełnych stadionów i sportowej chwały. Każdy sukces jest zawłaszczany przez partię, a każdy kryzys ma uzasadnić jej niezbędność. Analogie z Rosją Putina znowu stają się oczywiste – porządek i stabilność są zmonopolizowane przez państwo, a pluralizm oznacza chaos.

To, co sprawia, że propaganda wewnętrzna Gruzińskiego Marzenia jest bardziej podstępna niż propaganda z zewnątrz, to jej lokalne oblicze. To nie rosyjskie trolle czy anonimowe boty, ale gruzińscy prezenterzy, influencerzy i politycy, których wypowiedzi są potem powielane na TikToku, Facebooku i innych mediach społecznościowych. To właśnie ta lokalna pieczęć autentyczności sprawia, że propaganda jest tak skuteczna

Gruzja miała kiedyś wizerunek rozwijającej się demokracji, której obywatele dumnie kroczyli pod sztandarami UE. Dzisiaj jej rząd snuje inną opowieść – że Europa to wojna, korupcja i upadek moralny, a tylko Gruzińskie Marzenie może zagwarantować pokój, tradycję i suwerenność. To narracja podchwycona u Rosjan, ale rozpowszechniana w gruzińskiej wersji i grozi ona zniszczeniem demokratycznej tożsamości tego kraju od środka. 

 

O Autorze

Sergi Kapanadze jest doktorem w dziedzinie stosunków międzynarodowych, profesorem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Państwowym Ilii. Jest starszym analitykiem Gnomon Wise Research Institute (University of Georgia), a także dyrektorem rady założonego przez siebie think tanku GRASS w Tbilisi. Był wiceprzewodniczącym parlamentu Gruzji w latach 2016-2020, a w latach 2011-2012 pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych.

Tłumaczyła Justyna Prus.