Sześć lat po Aksamitnej Rewolucji społeczeństwo Armenii trudno jest „czytać” przez pryzmat politycznych etykietek. Optymizm, który wypełniał ulice w czasie rewolucji 2018 r. dawno ustąpił na rzecz bardziej skomplikowanych emocji. 44-dniowa wojna z Azerbejdżanem, wymuszone przesiedlenia ponad 100 tys. Ormian z Górskiego Karabachu w 2023 r. i nieustające obawy o bezpieczeństwo, zmieniły politykę kraju i sposób, w jaki ludzie myślą o jego przyszłości. 

Czerwcowe wybory parlamentarne były bardziej odzwierciedleniem tej zmiany niż jej przyczyną. Gdy już się odbyły, rozmowy w Erywaniu rzadko skupiały się na tym, kto wygrał. Zamiast tego powracano do innego pytania: czy coś tak naprawdę się zmieniło? Dla wielu mieszkańców Armenii, odpowiedź brzmi „nie”.

Wynik wyborów potwierdził dylemat, z którym zmagają się już od lat, i który często można ująć w jednym pytaniu: 

„Jeśli nie Paszynian, to kto?” 

Można je usłyszeć od osób o bardzo różnych korzeniach i doświadczeniach. Oznacza ono nie tyle poparcie dla obecnego rządu, co niepewność co do alternatyw – a ta niepewność mówi o społeczeństwie równie wiele, co o samej polityce.

W poszukiwaniu alternatywy

Frustracja jest realna i powszechna. Utrata Górskiego Karabachu (separatystycznego regionu na terytorium Azerbejdżanu, który Ormianie kontrolowali od wojny w latach 90. – red.), sytuacja bezpieczeństwa, inflacja i rozczarowanie instytucjami państwa sprawiły, że wielu ludzi straciło złudzenia wobec premiera Paszyniana i jego rządu. Nie wyłoniła się jednak siła polityczna, która byłaby w stanie przekonać dużą część społeczeństwa, że może zaoferować lepszą drogę. Od 2018 r. kolejne partie próbowały przejąć tę rolę. Żadnej się nie udało. 

Jedną z przyczyn tej sytuacji jest to, że wybory już nie są takie jak kiedyś. Dekadę temu to sprawy wewnętrzne dominowały w kampaniach politycznych. Dzisiaj wielu ludzi traktuje głosowanie jako wybór między dwoma kierunkami. Jeden obóz optuje za odbudowaniem bliższych relacji z Rosją, przekonując, że Armenia nie może zapewnić sobie bezpieczeństwa bez rosyjskich gwarancji. Rządząca Umowa Społeczna Nikola Paszyniana poszła w innym kierunku, pogłębiając współpracę z Unią Europejską, Francją i USA, jednocześnie dążąc do ograniczenia zależności od Rosji. 

Ten dylemat nie pojawił się znikąd. Przez dziesięciolecia bezpieczeństwo Armenii opierało się na założeniu, że to Rosja pozostanie jej głównym sojusznikiem. Rosja utrzymywała na terytorium kraju swoją bazę wojskową w Giumri, była pośrednikiem w rozmowach w sprawie Górskiego Karabachu i była uważana za ostatecznego gwaranta bezpieczeństwa. To założenie zostało zachwiane podczas wojny w 2020 r., i potem, gdy Moskwa milczała podczas ataków Azerbejdżanu już bezpośrednio na terytoria armeńskie (a nie na terenie nieuznawanego Karabachu), a także w 2023 r., gdy Azerowie zajęli Górski Karabach, pomimo obecności w tym regionie rosyjskich sił pokojowych. W ślad za tymi wydarzeniami zareagowała opinia publiczna. Sondaże pokazują wyraźnie, że pozytywne opinie na temat Rosji gwałtownie spadły, a wzrosła liczba respondentów popierających bliższe relacje z Europą. 

Badania International Republican Institute (IRI) oraz Carnegie Endowment potwierdzają drastyczny spadek pozytywnego postrzegania Rosji w Armenii po wojnie w Górskim Karabachu. Zaufanie do Rosji spadło z 93 proc. w 2019 r. do 31 proc. w grudniu 2023 r. Poparcie dla integracji z Unią Europejską w lutym 2026 r. wynosiło ponad 70 proc

Tak niezadowolenie przekształca się w polityczny impas. W czasie jednej rozmowy można usłyszeć dwa stwierdzenia, które wzajemnie się wykluczają. Najpierw jest krytyka Paszyniana. Kilka minut później pada fraza: „a jednak na niego zagłosowałem/zagłosowałam”. Dla wielu ten wybór nie wynika z entuzjazmu czy lojalności, ale z pewnej kalkulacji. Główne siły opozycyjne były postrzegane jako bliskie Rosji i zbiegło się to w czasie ze spadkiem zaufania do Moskwy. Opozycja, podzielona i definiująca się bardziej przez swoją wściekłość na rząd niż przez jakikolwiek jasny program polityczny, nie zaproponowała odpowiedzi na obawy społeczeństwa. To dlatego krytyczna ocena władz tak rzadko przekształca się w poparcie dla innych sił politycznych. 

Oczywiście nie każde poparcie dla szefa rządu ma charakter wymuszony czy niechętny. Spora część elektoratu popiera Paszyniana z przekonania, doceniając jego rzeczywiste zasługi. Jest ceniony za przełamanie rządów oligarchów, a także za skierowanie kraju na tory proeuropejskie właśnie w momencie, kiedy było to potrzebne. Dla zwolenników premiera odwrót od Moskwy nie był zagrożeniem, którym trzeba jakoś zarządzać, lecz słusznym i dawno opóźnionym wyborem. Rewolucja, która wyniosła go do władzy, wciąż ma dla tych ludzi znaczenie. 

Często poparcie to jest bardziej praktyczne niż ideologiczne. Wyborcy podkreślają, że rząd zdołał uniknąć kolejnej wojny, podniósł emerytury, a także wydaje środki publiczne w sposób, który jest dla nich odczuwalny w życiu codziennym. Dostęp do ochrony zdrowia stał się łatwiejszy. W miastach, które czekały na to od lat, pojawiły się nowe drogi i infrastruktura. Dla tych wyborców, te wyniki liczą się bardziej niż szum politycznego sporu, a Paszynian jest liderem, który realizuje zwyczajne codzienne ulepszenia, obiecane przez rewolucję. Tym bardziej, że nie ma nikogo innego, kto mógłby zająć jego miejsce. 

Nowe siły polityczne nie przyniosły rozwiązania. Jedna z najbardziej wyrazistych formacji – Jestem przeciwko wszystkim – została założona przez młodych specjalistów z sektora technologicznego. Wiece i slogany polityczne zastąpili oni humorem, aktywnością w sieciach społecznościowych i osobliwą estetyką – w tym kostiumem Spidermana, który stał się ich znakiem rozpoznawczym. Ruch przyciągnął uwagę młodszych wyborców sfrustrowanych obiema stronami konfliktu, jednak zdobył jedynie skromne poparcie. Apetyt na coś nowego istnieje, jednak brakuje na to przestrzeni.

„Czy będzie kolejna wojna i dlaczego jest tak drogo?”

Polityka to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Gdy zapytać o to, co naprawdę ludzi niepokoi, temat ten szybko ustępuje innym sprawom. Czy dojdzie do kolejnej wojny? Czy młode rodziny stać na mieszkanie? Dlaczego pensje nie rosną równie szybko jak ceny? Czy zostać w kraju, czy jednak wyjazd to bezpieczniejszy wybór? Odpowiedzi zależą od tego, skąd pochodzą rozmówcy. Dla wielu ludzi z terenów wiejskich i o niższych dochodach kluczowe są sprawy praktyczne, a nie ideologia. Priorytetem są takie kwestie jak programy socjalne, infrastruktura, zmiany w obowiązkowej służbie wojskowej, a przede wszystkim – uniknięcie nowej wojny. Po dekadach konfliktu pokój nie jest hasłem, ale nadzieją, że ich dzieci nie będą musiały walczyć. Wśród ludności miejskiej – specjalistów, naukowców i rosnącej klasy średniej krytycyzm wobec rządu jest bardziej ostry, ale jednocześnie zaufanie do opozycji także jest niewielkie. Wiele osób mówi o tym, że stoi przed wyborem między dwoma niezadowalającymi opcjami. 

Te podziały nie są już prostym przełożeniem sympatii politycznych czy personalnych. Odzwierciedlają rywalizujące koncepcje co do tego, gdzie jest miejsce Armenii i jaką cenę obywatele są gotowi płacić za stabilność. Wszystko to prowadzi do jednego wniosku – społeczeństwo zmieniło się szybciej niż system, który chce je reprezentować. I jeśli odpowiedzi na temat przyszłości kraju nie daje polityka, znacznie bardziej pożyteczne staje się pytanie, skąd ta odpowiedź może przyjść.

Poza polityką – co kształtuje przyszłość Armenii? 

Choć polityka utknęła w miejscu, społeczeństwo wcale się nie zatrzymało. Rządy wciąż determinują elity polityczne, zakorzenione partie i stare sieci powiązań biznesowych. Rośnie jednak znaczenie innej grupy – to m.in. przedsiębiorcy z sektora technologicznego, ekonomiści, prawnicy, akademicy oraz specjaliści pracujący dla międzynarodowych korporacji. Nie stali się oni nową klasą rządzącą, ale mają wpływ na to, jak kształtują priorytety gospodarcze, debata publiczna oraz to, jak sukces definiują młodsi Ormianie.

Najbardziej wyrazistym symbolem tej zmiany jest sektor technologiczny. Firmy takie jak Picsart, ServiceTitan and Krisp dowiodły, że w Armenii może powstawać biznes zdolny do konkurowania na rynku globalnym. W ich ślady poszły setki mniejszych podmiotów, tworząc miejsca pracy, które dwadzieścia lat temu ledwo istniały oraz ścieżki kariery oparte na wykształceniu i umiejętnościach, a nie na politycznych powiązaniach. Dwadzieścia lat temu sukces często oznaczał wyjazd z kraju. Dziś, dla rosnącej liczby młodych specjalistów, pytanie nie brzmi już „jak wyjechać”, ale „czy w ogóle trzeba wyjeżdżać”.

Oczywiście ten optymizm ma swoje granice i wyznacza je geografia. Zyski koncentrują się w Erywaniu. Poza stolicą trudniej jest znaleźć stabilne zatrudnienie, wynagrodzenia są niższe, a młodzi ludzie wciąż wyjeżdżają. Ekonomiści i badacze mówią o wielkomiejskiej klasie średniej, ale wciąż jest ona krucha. Rosnące ceny mieszkań oraz inflacja sprawiły, że wiele rodzin nie jest w stanie przekuć wzrostu gospodarczego w poczucie stabilizacji. Podczas gdy przedsiębiorca w Erywaniu rozmawia o inwestycjach i rynkach międzynarodowych, rodzina w przygranicznej wsi martwi się o bezpieczeństwo, dostęp do podstawowych usług i o dziecko, które być może będzie musiało stamtąd wyjechać. Obie te rzeczywistości należą do tego samego kraju – a każda uczciwa ocena tego, dokąd zmierza Armenia, musi uwzględniać obie te perspektywy.

Diaspora – od wsparcia do partnerstwa

Częścią tego krajobrazu wciąż jest diaspora, chociaż jej rola ewoluuje od dobroczynności do partnerstwa. Przez całe dziesięciolecia więzi diaspory z krajem opierały się na przekazach pieniężnych, pomocy humanitarnej i działaniach na rzecz zachowania tożsamości narodowej za granicą. 

Dzisiaj wielu Ormian z diaspory inwestuje w przedsiębiorstwa, wspiera merytorycznie startupy oraz finansuje projekty edukacyjne i technologiczne. Nie mówią oni jednak jednym głosem. Priorytety Ormian we Francji czy w Stanach Zjednoczonych często różnią się od celów społeczności w Rosji, gdzie mniejszość ormiańska jest największa (dane spisu powszechnego z 2021 r. mówią o ok. milionie Ormian, jednak szacunki nieoficjalne to nawet 1,5-3 mln – red.). Po tym, jak relacje pomiędzy Erywaniem i Moskwą pogorszyły się, wielu przedstawicieli diaspory obawia się, że napięcia polityczne mogą dotknąć ich bezpośrednio, m.in. poprzez bardziej surowe przepisy migracyjne, presję biurokratyczną czy ograniczenia zawodowe i biznesowe. Nawet jeśli te obawy nie stają się realnością, kształtują one postrzeganie decyzji podejmowanych przez polityków w Erywaniu. Polityka zagraniczna ich kraju nie jest dla tych ludzi czymś abstrakcyjnym, lecz ma realny wymiar. Jej konsekwencje mogą mieć bezpośredni wpływ na życie rodziny mieszkającej wiele tysięcy kilometrów od Armenii. 

Społeczeństwo obywatelskie również doświadcza wyzwań i sprzeczności. Aksamitna Rewolucja zademonstrowała siłę oddolnego aktywizmu, a niektórzy z jej bohaterów weszli później do rządu. Od tamtej pory opinie się podzieliły. Niektórzy Ormianie uważają, że część NGO nadmiernie zbliżyła się do władz. Inni, powołując się na dziennikarzy śledczych, media niezależne i organizacje obywatelskie, wskazują, że wciąż dochodzi do przypadków korupcji. Z tego sporu wyłania się problem szerszej erozji zaufania do instytucji. 

Przez wszystkie te procesy przenika utrata Górskiego Karabachu. Ponad 100 tys. Ormian, zmuszonych do opuszczenia tego regionu, buduje swoje życie od nowa wewnątrz kraju, co jest jedną z największych obciążeń społecznych we współczesnej historii. Wielu ludzi ma pretensje do rządu z powodu tego, co się stało i pokłada nadzieje w opozycyjnych politykach, np. biznesmenie Samwelu Karapetianie. Napływ Ormian z Karabachu wywarł również ogromną presję na rynek mieszkaniowy, miejsca pracy i usługi publiczne, a początkowa kryzysowa solidarność ustąpiła miejscami cichszym napięciom, o których rzadko mówi się otwarcie, ale które pozostają elementem powojennej rzeczywistości.

Pytania o przyszłość

Na każdy z tych aspektów nakłada się jedna, głębsza zmiana i jest to zmiana pokoleniowa. Starsi Ormianie są skłonni postrzegać bezpieczeństwo w kategoriach geopolitycznych – poprzez pryzmat sojuszy, granic, regionalnej równowagi sił. Młodsi raczej nie odrzucają tych obaw, ale inaczej patrzą na przyszłość. Chcą niezależnych sądów, dobrych szkół, konkurencyjnych uczelni i gospodarki, która premiuje umiejętności, a nie lojalność. Dla wielu z nich Europa jest w mniejszym stopniu destynacją geopolityczną, a bardziej ideą – to funkcjonalne instytucje i działające zasady.

Zmiana może nie jest tak widoczna, mniej uchwytna, ale jest istotna. Więcej Ormian wierzy dzisiaj, że o przyszłości kraju będą decydować nie tylko politycy. Zamiast tego pokładają nadzieję w przedsiębiorcach, edukatorach, lokalnych społecznościach, inicjatywach obywatelskich i nowym pokoleniu profesjonalistów, którzy mają być motorem tych zmian. Polityczna transformacja Armenii wciąż pozostaje niedokończona – ale ta społeczna już trwa.

Nie oznacza to, że kraj pewnie zmierza ku niczemu. Na chwilę obecną jest w fazie oczekiwania. Odwrót od Rosji i zwrot w kierunku Europy jest realny, ale jego rezultat na razie jest niewiadomą i na tę niepewność ludzie reagują w różny sposób. Niektórzy patrzą na nowy kierunek z nadzieją, wierząc, że jest to najlepsza szansa na bezpieczeństwo i normalne życie. Inni są pełni obaw, że zerwanie starych więzi wystawia państwo na ryzyko. Większość jest gdzieś pomiędzy, nie mając pewności, które podejście jest słuszne. 

Wciąż nie jest jasne, czy zmiany w społeczeństwie wygenerują nową elitę polityczną, która za nim nadąży. Jasne jest jednak, że ten rozdźwięk między klasą polityczną a społeczeństwem będzie determinować kolejny rozdział historii Armenii. Zapewne w większym stopniu niż wynik tych czy innych wyborów. 

To właśnie kryje się w istocie frazy „jeśli nie Paszynian, to kto?” Nie chodzi i nigdy nie chodziło o jednego premiera. Chodzi o kraj, który utracił swoje dawne pewniki, a nowych jeszcze nie wyznaczył – ciągle podzielony, poszukujący i czekający na rozstrzygnięcie, czy droga, którą wybrał, okaże się trwała. 

Żanna Awagian – jest dziennikarką i prezenterką wideo związaną z niezależną platformą CivilNet w Erywaniu. Jest autorką licznych reportaży, skupiających się głównie na ochronie zdrowia, kwestiach społecznych, polityce oraz sektorze nauki i technologii. Duża część jej pracy to wyjazdy do regionów i wiosek, gdzie „kryją się najciekawsze historie”. Najbardziej zależy jej na ludzkiej stronie opowiadanych tematów.

Tłumaczyła Justyna Prus (PAP)