W ciepłe majowe popołudnie goście Festiwalu Wina (Wine Park Festival), który odbywał się w głównym parku miejskim – Stefana Wielkiego i Świętego natknęli się pośród stoisk z winem na coś niezwykłego – wystawę plenerową przedstawiającą historię uprawy wina w Mołdawii nie na przestrzeni dekad czy wieków, ale tysiącleci.
Wśród eksponatów były gliniane elementy z odciskiem liścia winorośli sprzed ok. 6,5 tys., wykonany przez przedstawiciela kultury Cucuteni-Trypole na terenie dzisiejszej północnej Mołdawii. Można było na wystawie zobaczyć także pestki winogron wydobyte z neolitycznych naczyń znalezionych na terenie Mołdawii, będące najwcześniejszymi dowodami uprawy winorośli w Europie. Projekt zatytułowany „7000 lat zbiorów i historii” został zorganizowany przez Narodowe Muzeum Historii Mołdawii i Państwowy Uniwersytet Mołdawski przy wsparciu Unii Europejskiej. Ambicje organizatorów wykraczają daleko poza letni weekend: traktują to jako pierwszy krok w kierunku utworzenia stałego narodowego muzeum wina – instytucji, która umocniłaby pretensje Mołdawii nie tylko do miana pierwszego kraju produkującego wino, ale też – najstarszego regionu winiarskiego na kontynencie.
Te twierdzenia, choć wydają się brzmieć odważnie, znajdują potwierdzenie w archeologii. Odcisk liścia z Branzeni, datowany na ok. 4,5 tys. lat p.n.e. pestki winogron z czasów neolitu wskazują, że korzenie uprawy winorośli na terenie dzisiejszej Mołdawii sięgają dawniejszych czasów niż w Gruzji, która od dawna uważana była za kolebkę wina. Linia ta przetrwała podbój osmański – który doprowadził do wstrzymania produkcji na trzy stulecia, wstrząsy dwóch wojen światowych i przymusową kolektywizację w czasach sowieckiej industrializacji. Tym, co nie zawsze udało jej się przetrwać bez szwanku, były ambicje największego sąsiada, by używać wina jako broni politycznej.
Od sowieckich piwnic do zakładnika polityki
Pod rządami Związku Sowieckiego Mołdawia stała się jednym z najważniejszych producentów wina w ZSRS – w szczytowym okresie co druga butelka wina spożywana w całym kraju pochodziła z mołdawskich winnic. Model ten był jednoznaczny: liczyła się ilość, a nie jakość. Winiarnie były zakładami przemysłowymi połączonymi bezpośrednio z siecią kolejową, wysyłającymi wino hurtem na wschód pociągami, z niewielką dbałością o terroir (tożsamość miejsca), szczep czy kunszt winiarski. Po upadku ZSRS w 1991 r. infrastruktura ta przetrwała, podobnie jak zależność, którą stworzyła. W latach 90. minionego wieku i na początku obecnego stulecia ok. 80–90 proc. rocznego eksportu wina z Mołdawii nadal trafiało do Rosji i innych państw postsowieckich.
Ta zależność okazała się katastrofalna w skutkach. W marcu 2006 r. rosyjski naczelny inspektor sanitarny Giennadij Oniszczenko ogłosił zakaz na import całego wina z Mołdawii, uzasadniając to troską o zdrowie – w próbkach, jak twierdził, wykryte miały być pestycydy i metale ciężkie. Władze Mołdawii, ale i międzynarodowi eksperci natychmiast odrzucili te oskarżenia. „Nie ma żadnych problemów z jakością mołdawskich win, a te zarzuty są bezpodstawne” – powiedział wówczas Gheorghe Arpentin, ówczesny szef Związku Enologów Mołdawii (enologia to nauka zajmująca się uprawą winorośli, produkcją, pielęgnacją i analizą wina).
Moment wprowadzenia zakazu wskazywał jednak na zupełnie inne motywy. Pojawił się on dokładnie w chwili, gdy Kiszyniów wprowadził kontrole celne na towary przewożone tranzytem przez nieuznawane Naddniestrze (wspierany przez Rosjan separatystyczny region Mołdawii, nieuznawany przez społeczność międzynarodową), a kraj zmierzał w kierunku sformalizowania procesu stowarzyszeniowego z UE. Rosja nie występowała wówczas jako instytucja regulująca bezpieczeństwo żywności, ale jako żandarm geopolityki.
Mechanizm działał jak imadło. Mołdawia zorganizowała całą swoją gospodarkę wokół jednego nabywcy. Ten mógł, w dowolnej chwili i pod byle pretekstem, zakręcić kurek z pieniędzmi. Deficyt w handlu z Rosją wystrzelił. Sam tylko przemysł winiarski stracił pomiędzy marcem 2006 r. a styczniem 2007 r. stracił ok. 180 mln dochodów z eksportu. Układ dyplomatyczny, w ramach którego Mołdawia poparła Rosję w jej wniosku o przystąpienie do Światowej Organizacji Handlu (WTO), na krótko odnowił dostęp do rosyjskiego rynku. Ale pułapka strukturalna pozostała nienaruszona. W 2013 r. Rosja zastosowała to samo embargo, znowu uzasadniając je kwestiami jakości żywności, i znowu – w momencie gdy Mołdawia czyniła postępy na drodze do Umowy Stowarzyszeniowej z UE. Schemat stał się wówczas zbyt oczywisty, by można go było dalej ignorować. „Embargo doprowadziło do spadku produkcji wina i poważnie uderzyło w gospodarkę, ale także stało się przyczyną politycznego upokorzenia Mołdawii” – powiedział Andrei Curararu, analityk kiszyniowskiego think tanku WatchDog MD. „Po tym, jak Rosja powtórzyła blokadę w 2013 r., Mołdawia zrozumiała, że zależność gospodarcza od jednego rynku to słabość polityczna” – podkreślił ekspert.
Victor Bostan, założyciel i wieloletni prezes Chateau Purcari, jednej z odnoszących największe sukcesy komercyjne winiarni w Mołdawii, określił embargo z 2006 r. po prostu jako „tornado”. Doprowadziło ono do zamknięcia 100 winiarni, likwidacji tysięcy miejsc pracy i spowodowało straty szacowane na 250-300 mln euro.
Do wyjaśnienia tego, co nastąpiło później analityk gospodarczy i specjalista ds. marketingu Serghei Tampiza, który analizował transformację mołdawskiego sektora winiarskiego, używa pojęcia antykruchości. To koncepcja, której Nassim Taleb używa do opisywania systemów, wzmacniających się pod presją i w warunkach chaosu. „Ci, którzy przetrwali (embargo z 2006 r.) zostali zmuszeni do przeorientowania się na rynki europejskie, co oznacza, że musieli podnieść standardy” – powiedział Tampiza. „W Mołdawii doszło dokładnie do sytuacji, w której cios nie zniszczył systemu, ale wzmocnił go” – dodał.
Przypadkowa rewolucja
To, co nastąpiło potem, było według ekspertów przypadkowym „wymyśleniem siebie na nowo”. Odcięty od swojego głównego rynku, mołdawski sektor winiarski został zmuszony do tego, przed czym opierał się przez dekadę – modernizacji, specjalizacji i poszukiwania nowych rynków zbytu. Przy wsparciu unijnych porozumień handlowych i międzynarodowych programów rozwojowych producenci mołdawscy inwestowali w technologię fermentacji z kontrolowaną temperaturą, uprawę precyzyjną oraz odrodzenie rodzimych szczepów – Feteasca Neagra, Feteasca Alba, Rara Neagra – które zostały zaniedbane w czasach sowieckiej monokultury. Małe butikowe winiarnie powstawały licznie obok starych gigantów. Wraz z nimi przybywało certyfikatów jakości. Zmiana polegała na odejściu od sprzedaży taniego wina na masową skalę do sprzedaży „tożsamości zamkniętej w butelce”.
Po dwóch dekadach rezultaty potwierdzają tezę Tampizy. Wino mołdawskie dociera do 73 krajów, a w 2024 r. sektor zarobił rekordowe 234 miliony dol., przy niemal niezmienionych ilościach produkcji. „20 lat temu 80 proc. mołdawskiego wina trafiało do Rosji, a jakość była ostatnią rzeczą, o którą się martwiono. Rynek zbytu był gwarantowany” – przypomniał analityk. „Teraz ten sam litraż daje zupełnie inną cenę oraz zupełnie inną percepcję” – zaznaczył. Unia Europejska zdeklasowała Rosję i stała się głównym rynkiem, absorbując ok. 60 proc. całego eksportu. Udział Rosji spadł do zaledwie 7 proc.
Dwie niezwykłe podziemne piwnice Mołdawii stały się atrakcjami samymi w sobie. Milestii Mici pod Kiszyniowem, jest wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa za największą na świecie kolekcję win – to 1,5 mln przechowywanych w 200-kilometrowych podziemnych tunelach; Cricova, tuż na północ od stolicy, prowadzi drugą na świecie pod względem wielkości piwnicę. Z ciekawostek epoki komunizmu zostały przekształcone w prawdziwe atuty turystyczne i wizerunkowe.
Symbolika polityczna dotrzymywała kroku gospodarce. W czerwcu 2023 r. Mołdawia była gospodarzem drugiego szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Zamku Mimi, 130-letniej posiadłości we wsi Bulboaca, która została odrestaurowana według międzynarodowych standardów. 47 głów państw i rządów zgromadziło się w winiarni – to obrazek, który władze Mołdawii wybrały nie przez przypadek.
Nazwany przez dziennik „The Telegraph” „Wersalem Mołdawii” i uznany za jedno z piętnastu najwspanialszych arcydzieł architektury w świecie winiarskim, Zamek Mimi stał się wizytówką Mołdawii w Europie.
Kobiety u steru
Odrodzenie sektora winiarskiego nieoczekiwanie coraz częściej ma twarz kobiety. Caroline Gilby, posiadaczka tytułu Master of Wine i autorka książki „The Wines of Bulgaria, Romania & Moldova”, zauważyła, że w Mołdawii działa „kilka wybitnych kobiet zajmujących się winiarstwem lub będących właścicielkami rodzinnych winiarni”. Łączy ona to zjawisko – podobnie jak w sąsiedniej Bułgarii – z upowszechnieniem w czasach sowieckich pracy kobiet w zawodach technicznych i naukowych. Stworzyło to pokolenie enolożek i kierowniczek gospodarstw rolnych na długo przed tym, zanim reszta świata zaczęła debatować nad równością płci w branży winiarskiej. Najbardziej wyrazistym przykładem jest Cristina Frolov, która jako dyrektor generalna Zamku Mimi nadzorowała jego transformację z podupadającej kołchozowej winiarni w międzynarodowo uznaną posiadłość. Później została dyrektorką Krajowego Biura Winorośli i Wina (ONVV) – głównej instytucji regulacyjnej dla tego sektora w kraju. Jej droga życiowa – od odbudowy niszczejącego pałacu po kierowanie krajową polityką winiarską – idealnie odzwierciedla szerszą zmianę w sposobie, w jaki ta branża postrzega samą siebie: jako zorientowaną na świat, nastawioną na jakość i definitywnie odciętą od sowieckiego dziedzictwa.
Marka w procesie tworzenia
Wystawa w kiszyniowskim parku centralnym trwała kilka dni, ale organizatorzy zaplanowali na jesień 2026 r. w Narodowym Muzeum Historii Mołdawii jej pełną instytucjonalną wersję. Docelową wizją jest stałe narodowe muzeum wina – miejsce, w którym, według projektu, siedem tysięcy lat historii staje się częścią profilu kulturowego i turystycznego kraju oraz „marką eksportową mołdawskiego wina i wizerunku państwa”.
Jak przekonuje Serghei Tampiza, wino już zajmuje jako krajowa marka takie miejsce, którego nie może wypełnić żaden inny rodzimy produkt. „Wino jest jedynym produktem, które świat uznaje bez dodatkowych wyjaśnień” – zaznaczył ekspert, dodając, że „państwo to rozumie i korzysta z tego”. Potwierdza to infrastruktura instytucjonalna – Mołdawia posiada certyfikowany europejski szlak winiarski, Drumul Vinului (Drogę Wina), wysyła pawilony narodowe na flagowe imprezy branżowe, takie jak ProWein w Duesseldorfie czy Vinexpo w Paryżu, a Narodowy Dzień Wina, który w tym roku obchodzi 25-lecie, przekształcił się z lokalnego święta zbiorów w strategiczną międzynarodową wizytówkę kraju. Z punktu widzenia inwestora zagranicznego wino mołdawskie nie jest już elementem rolniczym w prezentacji, lecz stanowi 3 proc. krajowego PKB, zatrudnia 150 tys. ludzi i posiada bezpośredni dostęp do rynku UE bez obciążeń celnych.
Dla Mołdawii ta zmiana – od sowieckiego dostawcy hurtowego do antycznej cywilizacji winiarskiej – jest czymś więcej niż marketing. To element świadomego projektu narodowego – budowania tożsamości zorientowanej na Zachód, zakorzenionej na własnej ziemi i nie będącej już zakładnikiem polityki jednego sąsiada. Liść winorośli odciśnięty w glinie Cucuteni, ale kraj zbudowany wokół niego wciąż, butelka po butelce, decyduje o tym, kim chce być.