Mija 18 lat od wojny sierpniowej w Gruzji, kiedy to inwazja na mały sąsiedni kraj wysłała światu ważny sygnał o nowym, bardziej agresywnym podejściu współczesnej Rosji do swojego sąsiedztwa. Często jednak podnosi się argument, że sygnał ten nie został w pełni dostrzeżony przez Zachód, co w późniejszym czasie ośmieliło Rosję do kolejnych aktów agresji przeciwko Ukrainie w 2014 i 2022 roku.
12 sierpnia, gdy wciąż trwało bombardowanie gruzińskich miast i wsi, prezydent Polski Lech Kaczyński, wraz z przywódcami Estonii, Litwy i Ukrainy, a także premierem Łotwy, przybyli do Gruzji, by okazać jej wsparcie i potępić działania Rosji przeciwko suwerennemu krajowi.
„Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, Polskę” – te słowa wypowiedziane przez Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi w 2008 r. były przywoływane wielokrotnie po tym, jak Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę w 2022 r. Przypominał je, w szczególności, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, podkreślając nie tylko to, co stało się przepowiednią, ale logikę polityczną i przyszłe cele działań agresora.
W 2008 r. wysłannicy z państw Europy Środkowo-Wschodniej apelowali do UE, NATO i Stanów Zjednoczonych o potępienie rosyjskiej inwazji i sprzeciwienie się jej oraz solidarność z jej ofiarami. Szybsza i bardziej zdecydowana reakcja tych państw, w połączeniu z dyplomatycznym znaczeniem wizyty w kraju ogarniętym aktywnymi działaniami wojennymi, była nie tylko demonstracją poparcia politycznego dla Gruzji. Pokazała także lepsze zrozumienie celów Rosji i zagrożenia, jakie stanowiła, co zresztą czas w pełni potwierdził.
Co się wydarzyło w 2008 r.?
Rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 r., powszechnie nazywana wojną sierpniową, często jest określana jako pierwsza europejska wojna w XXI w. Dzieje się tak ze względu na geopolityczny kontekst i skutki tego konfliktu. Chociaż działania zbrojne przeciwko Gruzji rozpoczęły się w sierpniu 2008 r., analiza poprzedzających jej działań Rosji i jej retoryki politycznej dowodzą, że inwazja planowana była dużo wcześniej.
Napaść zbrojna była finałem wieloletniej taktyki faktów dokonanych i „pełzającej aneksji” Osetii Południowej. Od początku lat 90. Gruzja była pozbawiona realnej władzy nad tym terytorium, które kontrolowali prorosyjscy separatyści wspierani przez Kreml. Choć oficjalne rosyjskie bazy wojskowe powstały tam dopiero po konflikcie w 2008 r., Moskwa znacznie wcześniej przekształciła ten region w militarny przyczółek, maskując swoje przygotowania pod przykryciem operacji rozjemczej. Dodatkowo Moskwa organizowała duże manewry wojskowe, takie jak Kaukaz-2008, przeprowadzone w lipcu 2008 r., bezpośrednio przed rozpoczęciem inwazji. W latach poprzedzających wojnę sierpniową Rosja prowadziła intensywną nielegalną paszportyzację na okupowanych terenach, nadając obywatelstwo rosyjskie ich mieszkańcom w ramach uproszczonych procedur.
Sygnałem do eskalacji stał się przeprowadzony 1 sierpnia ostrzał gruzińskich wiosek z terytorium kontrolowanego przez osetyjskich separatystów, co doprowadziło do ofiar wśród ludności cywilnej. Kluczowy moment nastąpił 7 sierpnia, kiedy wywiad Gruzji potwierdził, że rosyjskie regularne oddziały wojskowe zaczęły przekraczać Tunel Roki. Wobec realnej groźby inwazji, w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku prezydent Micheil Saakaszwili wydał rozkaz o rozpoczęciu operacji militarnej mającej na celu powstrzymanie rosyjskich działań.
Raport UE z 2009 roku, sporządzony pod przewodnictwem Heidi Tagliavini, stwierdzał, że w sensie militarnym wojna rozpoczęła się od zmasowanego gruzińskiego ostrzału Cchinwali w dniach 7–8 sierpnia, podkreślając jednocześnie, że nastąpiło to po miesiącach celowych prowokacji ze strony Rosji i Osetii. Raport ten wielokrotnie stawał się przedmiotem sporów. Część badaczy uważa bowiem, że daje on Rosji kartę przetargową do przerzucania winy na stronę gruzińską, podczas gdy działania Gruzji miały charakter obronny i były następstwem działań militarnych Rosji wymierzonych w gruzińskie wioski i w cywilów. Gruzja, wielu historyków oraz politologów uważa, że faktycznym początkiem wojny były wcześniejsze rosyjskie prowokacje oraz przekroczenie Tunelu Roki przez 58. Armię. Masowa i szybka „paszportyzacja” prowadzona przez Rosję w okupowanych regionach jest również powszechnie uznawana za element planu, który później zastosowano także w Ukrainie. Rozdawanie rosyjskich paszportów mieszkańcom okupowanych terenów – praktyka stosowana w Abchazji i Osetii Południowej przed 2008 rokiem i po nim – to polityka, której Rosja zazwyczaj używa jako narzędzia nacisku. Służy ona do legitymizowania interwencji w innych państwach pod pretekstem ochrony swoich obywateli lub „rodaków”. Ta wieloletnia praktyka pokazuje złożony i wielopoziomowy charakter wrogich działań Rosji wobec jej sąsiadów.
W trakcie wojny terytorium Rosjanie intensywnie ostrzeliwali i bombardowali terytorium Gruzji, wymuszając wysiedlenie setek tysięcy ludzi i powodując ponad 400 ofiar śmiertelnych, z których większość stanowili cywile, a w dalszej kolejności personel wojskowy i policyjny.
Chociaż porozumienie o zawieszeniu broni zostało zawarte 12 sierpnia (w proces zaangażowany był prezydent Francji Nicolas Sarkozy, stojący w tym czasie na czele Rady UE), w dniu wizyty Lecha Kaczyńskiego, przywódców państw bałtyckich i Ukrainy, rosyjskie działania zbrojne trwały jeszcze do końca sierpnia.
Rosja nigdy nie wycofała swoich wojsk z terytorium Gruzji, ustanawiając w zamian kontrolowane przez armię strefy na okupowanych terytoriach wzdłuż granicy, określanej w Gruzji jako „linia okupacyjna”. Od 18 lat linia okupacyjna jest stopniowo przesuwana w głąb terytorium Gruzji, ograniczając dostęp lokalnych mieszkańców do pobliskich lasów, pól, a w wielu przypadkach nawet do własnych domów. Zasieki z drutu kolczastego, umieszczane na terenach posesji mieszkalnych albo dzieliły te obszary na części, albo odcinały ludzi po drugiej stronie linii okupacyjnej. Niektórzy obywatele Gruzji odmówili opuszczenia swoich domostw. Każdego roku w rejonie linii okupacyjnej rosyjskie formacje zatrzymują obywateli Gruzji, odnotowano tam również przypadki zabójstw. Działania Rosji w Gruzji realizowane po 2008 r. stały się powszechnie znane jako „pełzająca okupacja” (Creeping Occupation).
Retrospekcja: zbagatelizowane ostrzeżenie?
18 lat po wojnie, patrząc z perspektywy czasu, staje się jasne, że szersze znaczenie geopolityczne rosyjskiej inwazji na Gruzję z 2008 r. oraz płynący z niej sygnał – iż Rosja dąży do odrodzenia się jako mocarstwo na wzór sowiecki i przywrócenia wpływów nad swoimi sąsiadami – zostały w pełni dostrzeżone dopiero po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r.
Ta kolejna agresja zbrojna uświadomiła – już nie tylko krajom Europy Środkowo-Wschodniej, ale i całemu Zachodowi, że ambicje Rosji sięgają znacznie dalej niż okupacja Abchazji, Osetii Południowej czy nawet ukraińskiego Krymu.
U podłoża tych działań leży przekonanie, wyrażone przez Władimira Putina podczas wystąpienia na Konferencji Monachijskiej w 2005 r., że upadek ZSRS był „największą katastrofą geopolityczną XX w.” Z tej perspektywy odbudowanie dawnych stref wpływu stało się jednym z głównych geopolitycznych celów Kremla.
W 2008 r. rząd Gruzji był przekonany, że agresja Rosji nie zatrzyma się na Gruzji i stanowi raczej tylko początek szerszej kampanii planowanej przez decydentów na Kremlu. Ten pogląd nie był jednak szeroko podzielany na Zachodzie, co poskutkowało tym, że Rosję nie spotkały praktycznie żadne poważne konsekwencje napaści na Gruzję.
Dość szybko polityczne, gospodarcze i społeczne relacje Rosji z Zachodem zaczęły wracać do normy. Choć sprzeciw wobec okupacji gruzińskiego terytorium nie ustał, Stany Zjednoczone w 2009 r. oficjalnie zainicjowały politykę „resetu” w stosunkach z Rosją, aby powstrzymać „niebezpieczny dryf” w relacjach dwustronnych. Z perspektywy czasu te próby zaangażowania – częściej określane dziś jako forma appeasementu, czyli polityki ustępstw – okazały się bezskuteczne, co dobitnie pokazały działania Rosji na Ukrainie w 2014 r. i ponownie w 2022 r.
Można wręcz argumentować, że ograniczone koszty polityczne i ekonomiczne, jakie nałożono na Rosję po 2008 r., przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego. Ostatecznie ośmieliły one Kreml do podejmowania kolejnych „awantur” militarnych w państwach ościennych w oparciu o kalkulację, że wszelkie reperkusje będą możliwe do opanowania, a Zachód z czasem pogodzi się z faktem, iż zaatakowane terytoria lub wręcz całe kraje leżą w rosyjskiej strefie wpływów.
Jednak w 2022 r., gdy ostrzeżenie „dziś Gruzja, jutro Ukraina” zrealizowało się, jego znaczenie zostało zrozumiane o wiele lepiej. Z tej perspektywy, i w świetle doświadczeń wojny w Gruzji z 2008 roku, można stwierdzić, że rok 2022 nie przyniósł ani całkowicie nowej wojny, ani zwykłego powtórzenia wcześniejszych konfliktów. Była to raczej eskalacja – nowy etap szerszego projektu geopolitycznego, który Rosja rozpoczęła na początku lat dwutysięcznych.
Lekcje odrobione i nieodrobione
Wsparcie dla Ukrainy po 2022 r., zarówno polityczne, wojskowe, jak i ekonomiczne, obok wysiłków na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa europejskiego i nałożenia na Rosję szerokich sankcji oraz presji dyplomatycznej, wskazują na istotną zmianę w postrzeganiu rosyjskiego zagrożenia w porównaniu z 2008 r.
Najważniejszą prawdopodobnie lekcją jest to, że atak na małe państwo europejskie w sąsiedztwie Rosji nie jest tylko napaścią na pojedynczy kraj, ale wyzwaniem dla całego bezpieczeństwa europejskiego.
Niemniej pokusa powrotu do polityki ustępstw nie zniknęła całkowicie. Nawet po 2022 r. regularnie pojawiają się wezwania, by to ofiara, a nie agresor – poszła na ustępstwa, czy to terytorialne, czy inne. Podobnie – próby przedstawiania Rosji jako konstruktywnego partnera do negocjacji, przy jednoczesnym ignorowaniu jej długiej historii łamania międzynarodowych umów i zobowiązań, stanowią powtórzenie dobrze znanego błędu w relacjach z Moskwą.
Jak wskazano wyżej w tym tekście, Rosja złamała porozumienie o zawieszeniu broni z 2008 r. i nawet po upływie 18 lat nadal lekceważy swoje zobowiązania międzynarodowe. Ten sam model działania widać na Ukrainie, gdzie nawet tymczasowe zawieszenia broni są stale łamane przez kolejne rosyjskie ataki. Zasadny jest zatem wniosek, że strategie ustępstw oraz próby ratowania wizerunku Rosji są bezskuteczne i pozostają lekcją, której Zachód wciąż jeszcze w pełni nie odrobił.
Mała wojna, która powinna była wstrząsnąć światem
Jedna ze znanych książek dotyczących wojny w 2008 r. nazywa się „Mała wojna, która wstrząsnęła światem: Gruzja, Rosja i przyszłość Zachodu” (wydana w Polsce w 2010 r. jako „Mała wojna, która wstrząsnęła światem. Gruzja, Rosja i przeszłość Zachodu” nakładem wydawnictwa Res Publica Nova; autorem jest Ronald D. Asmus).
Jednak analizując po osiemnastu latach geopolityczne znaczenie wydarzeń z 2008 r. i reakcję międzynarodową, można zadać sobie pytanie: czy światem wstrząsnęło to wystarczająco mocno?
Chociaż aktywna faza konfliktu trwała stosunkowo krótko, jego konsekwencje – zniszczenie, wysiedlenia, okupacja i nieuregulowany status Abchazji i Osetii Południowej – okazały się trwałe i do dzisiaj wpływają na Gruzję.
O ile skala zniszczeń była wystarczająca, by przyciągnąć uwagę społeczności międzynarodowej, o tyle reakcja i działania podjęte w celu pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności już takie nie były. Nie potraktowano również wystarczająco poważnie ostrzeżeń, że pojawią się kolejne cele i ofiary. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, te ostrzeżenia okazały się w pełni uzasadnione.
To pozwala zrozumieć, dlaczego, pomimo rosnących politycznych i informacyjnych wpływów Rosji w Gruzji, większość społeczeństwa gruzińskiego konsekwentnie popiera Ukrainę. Gruzini są za zwiększaniem międzynarodowej pomocy dla Kijowa, apelując jednocześnie do własnych władz o przyjęcie bardziej asertywnej postawy. Zważywszy na podobieństwa obu przypadków oraz stałą obecność rosyjskiego zagrożenia, w Gruzji powszechna jest świadomość, iż ostateczny wynik wojny na Ukrainie wywrze fundamentalny wpływ na to państwo, determinując m.in. sytuację w rejonie linii okupacyjnej. Z tego względu istotna część gruzińskiej opinii publicznej ocenia trwający konflikt na Ukrainie nie tylko jako „wojnę Ukraińców”, lecz jako wojnę, która zdefiniuje przyszłe losy samej Gruzji.