TikTok i inne sieci społecznościowe są coraz częściej nazywane nową areną rozgrywek politycznych – instrumentem, który jest poza regulacjami i stanowiącym potężny kanał dezinformacji.
Z badań wynika, że w Mołdawii prawie 80 proc. badanych czerpie informacje właśnie z sieci społecznościowych. Naturalnie, propaganda nie mogła pominąć takiej platformy dotarcia do odbiorców.
Według danych Centrum Niezależnego Dziennikarstwa Mołdawii z czerwca 2025 r. blisko 80 proc. respondentów czerpie informacje z sieci społecznościowych.
Wielu ludzi uważa, że jeśli nie oglądają wiadomości w telewizji albo nie czytają portali informacyjnych, to znaczy, że są „poza polityką”. Jest to jednak iluzja: prawdziwe „pole walki informacyjnej” to dzisiaj właśnie sieci społecznościowe, gdzie nie działają regulacje, a propaganda może oddziaływać nie tylko przez informacyjne wrzutki, ale również przez lojalnych influencerów, zabawne filmiki i inne popularne formy.
W mołdawskich sieciach społecznościowych cechą charakterystyczną jest obecność narracji antyzachodnich. Ich główny cel to straszenie obywateli konsekwencjami wyboru polityki proeuropejskiej. Najczęściej pojawiające się wątki to zagrożenie utratą suwerenności i tożsamości narodowej. Mołdawia jest przedstawiana jako mały kraj, który w Europie nie będzie w stanie odgrywać żadnej roli i będzie mogła tylko podporządkować się.
Kolejna popularna w sieciach narracja to rzekoma groźba utraty ziem (wykupienia ich przez podmioty zagraniczne po wejściu do UE). Prorosyjskie media, influencerzy, a nawet boty w komentarzach bardzo często poruszają ten temat. Dlaczego to tak bardzo elektryzuje mołdawskich odbiorców? Mołdawia jest krajem rolniczym i duża jej część to ziemie uprawne. Ziemia jest bardzo ważna dla mołdawskiej mentalności. W tym wątku rolniczym warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną fałszywą tezę, rozpowszechnianą w internecie – według propagandy to Rosja pozostaje najważniejszym strategicznym partnerem naszego kraju, a w przypadku wejścia do UE nie znajdziemy rynków zbytu dla naszej produkcji. W rzeczywistości już obecnie sytuacja jest zupełnie inna – w 2024 r. Mołdawia wyeksportowała do Rosji zaledwie ok. 4,7 proc. swojej produkcji, a na kraje UE przypadało 65,4 proc. eksportu – wynika z danych Narodowego Biura Statystycznego (BNS).
Lista fałszywych narracji jest długa – są na niej i hasła anty-LGBT i straszenie NATO. Po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r. sieci społecznościowe zapełniły się prokremlowskimi tezami i treściami skierowanymi przeciwko Ukraińcom, mieszkającym w Mołdawii. We wrześniu 2024 r. liczba uchodźców z Ukrainy w naszym kraju wynosiła 123 tys., co stanowi ok. 5 proc. ludności. W internecie obarczano ich odpowiedzialnością za wzrost cen wynajmu i kupna mieszkań, zarzucano, że stronią od pracy. Poruszana była także kwestia języka oraz „przywilejów”, które państwo mołdawskie zaoferowało Ukraińcom, chociaż te wątki pojawiały się tylko punktowo.
Propaganda przedstawia Rosję jako głównego partnera i ratunek dla Mołdawii, co ma wynikać ze „wspólnej przeszłości i wspólnych wartości”. Często ta narracja pojawia się nie wprost, ale przez straszenie Zachodem. Te hasła są skuteczne, ponieważ odwołują się do bazowych potrzeb i emocji, takich jak poczucie bezpieczeństwa.
W 2024 r. TikTok znalazł się w centrum skandalu w wyborach prezydenckich w Rumunii. Zgodnie z informacjami, ujawnionymi przez tamtejsze służby, kampania w TikToku, „nieproporcjonalnie faworyzująca” radykalnie prawicowego kandydata Calina Georgescu, pomogła my wygrać pierwszą turę wyborów z wynikiem blisko 23 proc. I to przy tym, że na kilka dni przed wyborami poparcie dla niego nie przekraczało kilku procent.
Georgescu wielokrotnie deklarował, że nie wydał na swoją kampanię ani leja. Tymczasem według służb kampania na TikToku była sponsorowana przez konto o nazwie bogpr. W ciągu przedwyborczego miesiąca z tego konta przekazano ponad 380 tys. dol. na rzecz użytkowników TikToka, zaangażowanych w promowanie Georgescu. Ponadto popularni blogerzy mieli otrzymywać propozycję wynagrodzenia w wysokości 1 tys. euro za publikację wideo promujących kandydata. Według wywiadu zagranicznego Rumunia „stała się celem rosyjskich działań hybrydowych”. Moskwa oczywiście te oskarżenia odrzuca. Ostatecznie decyzją Sądu Konstytucyjnego wybory zostały unieważnione, a Georgescu nie został dopuszczony do startu w ponownej elekcji.
Odwołując się do doświadczeń Rumunii, przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi władze w Kiszyniowie zażądały zablokowania ponad 400 kont w TikToku. Rozpowszechniały one fałszywe informacje, będące zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. W sumie odbiorcy tych kont to ponad 1,2 mln użytkowników, a ogólna liczba odsłon przekroczyła 4,5 mln. Wspomniane konta promowały tezy o wciąganiu Mołdawii w wojnę na Ukrainie, rozpowszechniały nieprawdziwe informacje o rzekomych planach sfałszowania wyborów parlamentarnych, a także powielały fake newsy, dotyczące szeregu osób publicznych.
W lipcu 2025 r. mołdawski portal Diez znalazł w internecie utworzone przy pomocy AI (sztucznej inteligencji) nagranie, które miało w sumie ponad 223 tys. odsłon. Przekonywano w nim, że mołdawscy żołnierze zostali wysłani na wojnę na Ukrainie, gdzie następnie zginęli. Materiał zawierał dwa zdjęcia – na jednym z nich widnieli żołnierze, rzekomo udający się na wojnę, a na drugim – ich groby. W rzeczywistości fałszywe było zarówno zdjęcia, jak i informacje. Pierwsza fotografia pochodziła z 2020 r. i przedstawiała żołnierzy, udających się na paradę do Moskwy, a druga była wygenerowana przez AI.
Rozpowszechnianiu dezinformacji sprzyjają algorytmy TikToka, umożliwiające sytuację, w której publikacje na nowo utworzonych profilach, nie posiadających wielu obserwujących, mają setki tysięcy odsłon. Mechanizmy rozpowszechniania fake newsów na Ukrainie, w Armenii, Gruzji i innych krajach są podobne. Na początku tworzona jest „ferma botów” jako sieć kont bez praktycznie żadnej informacji. Następnie tworzona jest dla nich duża ilość treści – część pochodzi z realnych kadrów, niektóre powstają przy pomocy AI. Boty przeglądają, stawiają lajki, komentują i w ten sposób „podbijają” popularność konkretnych materiałów. Następnie algorytmy sieci rekomendują go kolejnym użytkownikom.
Różnią się tylko „triggery”, wykorzystywane w różnych krajach. W Gruzji zadziała np. narracja o tym, że zachodnie wartości zagrażają tamtejszym tradycjom. W tym kraju również wykryto sieć prokremlowskich fake kont w sieciach społecznościowych.
Poszczególne kraje nie mogą samodzielnie wpływać na międzynarodowe platformy. Analityk mołdawskiego think tanku Watchdog Andrei Curararu zwrócił uwagę, że polityka kontroli treści może przerodzić się w cenzurę, dlatego dążyć należy nie do zakazów, ale do przejrzystości treści i działania platform. Eksperci podkreślają, że konieczna edukacja społeczeństwa w zakresie tego, co nazywa się tu „zasadami higieny informacyjnej” tak, by Mołdawianie potrafili prawidłowo korzystać z różnych źródeł informacji i krytycznie analizować treści.
O Autorce
Lilia Zdibneac jest redaktorką naczelną rosyjskojęzycznej wersji mołdawskiego młodzieżowego portalu Diez.md. Pisze na tematy, które interesują młodych ludzi – o edukacji, możliwościach rozwoju, projektach społecznych i bieżących wydarzeniach.
Tłumaczyła Justyna Prus.