Dla proeuropejskich Mołdawian miniony czerwiec przyniósł cios w najbardziej bolesne miejsce. Dziennikarze śledczy ujawnili aferę korupcyjną wokół państwowej spółki MoldATSA, rzucającą podejrzenia na osoby bliskie władzom, w tym kuzynkę prezydentki Sandu, która była zatrudniona jako rzeczniczka spółki.
Dla stojących za prezydent proeuropejskich władz, które od 2021 r. niosą na sztandarze hasło walki z korupcją – jednym z największych przekleństw mołdawskiej polityki – to ogromny cios wizerunkowy.
Śledztwo tygodnika „Ziarul de Garda” i ośrodka RISE Moldova ws. MoldATSA czyli mołdawskiej spółki zarządzającej ruchem lotniczym, ujawniło, że jej dyrektor podał fałszywe dane w swoim CV i otrzymywał za pracę na stanowisku miesięczne wynagrodzenie w wysokości ponad 100 tys. lejów (ok. 5 tys. euro), czyli ok. siedmiokrotnie więcej niż wynosiła w tym czasie średnia krajowa i niemal cztery razy więcej niż głowa państwa. W spółce zatrudniona była również – na stanowisku rzeczniczki – kuzynka prezydentki – Anastasia Taburceanu, która zarabiała ok. 6 tys. euro, a dodatkowo otrzymywała jeszcze 4 tys. euro miesięcznie w ramach równoległego projektu unijnego.
Maia Sandu zbudowała cały swój projekt polityczny na głównej obietnicy: Mołdawia może być rządzona bez nepotyzmu i kumoterstwa, które zżerały każdą poprzednią władzę przed przejęciem sterów przez siły proeuropejskie.
Doniesienia dziennikarzy śledczych wywołały efekt domina. Taburceanu zrezygnowała ze stanowisku i zadeklarowała, że zwróci zarobione pieniądze, czyli ok. pół miliona lejów. Prezydentka Sandu zapowiedziała z kolei 1 lipca, że dojdzie do „generalnych porządków” w instytucjach państwowych.
Dwa dni później premier Alexandru Munteanu złożył rezygnację, tłumacząc swoją decyzję tym, że nie jest w stanie wykonywać swoich obowiązków zgodnie ze swoimi zasadami. W wyniku tej decyzji jego rząd upadł po ośmiu miesiącach od objęcia przez niego urzędu.
Narodowe Centrum Antykorupcyjne wszczęło śledztwo w związku z podejrzeniem nadużycia władzy w MoldATSA. Toczy się ono m.in. wobec Anastasii Taburceanu, po skardze skierowanej do prokuratury przez opozycyjnego posła Dragosa Galbura.
„Przekaz dla obywatela jest druzgocący” – powiedziała Cornelia Cozonac, szefowa Centrum Śledztw Dziennikarskich (CIJ) i redaktor naczelna portalu Anticoruptie.md, zajmująca się dokumentowaniem korupcji w Mołdawii od ponad dwóch dekad. „Nasi ludzie się zmienili, zwyczaje pozostały” – skonstatowała.
Historia się powtarza – Mołdawia była już w tym miejscu, tylko z innymi nazwiskami i z innymi bohaterami. Transformacja poradziecka stworzyła próżnię instytucjonalną, którą korupcja wypełniła z niezwykłą skutecznością. W efekcie w 2010 r. państwo znalazło się pod kontrolą jednego oligarchy, Vladimira Plahotniuca. Kierowana przez niego Partia Demokratyczna sprawowała władzę (w oparciu o sytuacyjną koalicję), jednocześnie nieformalnie kontrolując sądownictwo, prokuraturę i znaczną część mediów. Kulminacją tej epoki była tzw. „kradzież stulecia” – w 2014 r. z mołdawskiego systemu bankowego wyprowadzono miliard dolarów. Pieniądze wyprowadzono przez złożoną sieć zagranicznych spółek i jurysdykcji, a koszty – w postaci mniejszych emerytur i przecenionych oszczędności – spadły na zwykłych Mołdawian. Za przekręt stulecia odpowiadali przede wszystkim oligarchowie Vladimir Plahotniuc i Ilan Sor. Po dziesięciu latach wciąż nikt nie został skazany za to przestępstwo – Sor uciekł za granicę, a Plahotniuca udało się sprowadzić do kraju w ramach ekstradycji, by rozpocząć wobec niego proces karny.
„Dopóki te duże sprawy nie będą zakończone, dopóki nie będzie prawomocnych wyroków i realnej konfiskaty mienia, sygnał dla systemu jest taki, że obowiązuje bezkarność” – podkreśla Cozonac.
Reforma antykorupcyjna i jej ograniczenia
Partia Działania i Solidarności (PAS), która zdobyła większość parlamentarną w 2021 r., doszła do władzy z wyraźnym mandatem do przełamania tego zaklętego kręgu. Rząd zainicjował kompleksową reformę wymiaru sprawiedliwości, której centralnym elementem był proces weryfikacji (vetting) – sędziowie i prokuratorzy są poddawani zewnętrznej ewaluacji pod kątem uczciwości i kompetencji zawodowych. Według informacji ministerstwa sprawiedliwości do końca 2025 r. ocenie poddano ok. 60 proc. sędziów.
W ramach reformy utworzone zostały nowa Najwyższa Rada Magistratury i Najwyższa Rada Prokuratorów. Cozonac przyznaje, że były to realne kroki naprzód. „Po raz pierwszy powstał realny filtr na szczycie systemu” – powiedziała. „Sędziowie i prokuratorzy, którzy nie byli w stanie wyjaśnić pochodzenia swoich milionowych majątków, domów zapisanych na teściowe i samochodów za tysiąc lejów nie przeszli weryfikacji i musieli odejść” – wyjaśniła.
System kontroli ujawnił jednak także swoje słabości. W marcu 2024 r. Cozonac opublikowała dochodzenie zatytułowane „Hybrydowa uczciwość Hermana von Hebla”, poświęcone holenderskiemu prawnikowi, który stał na czele mołdawskiej komisji pre-vettingowej, odpowiadającej za weryfikację kandydatów do władz sądowniczych.
Śledztwo ustaliło, że praca von Hebla na stanowisku sekretarza w Międzynarodowym Trybunale Karnym (MTK) w Hadze w latach 2013-2018 była przedmiotem ocen Trybunału Administracyjnego Międzynarodowej Organizacji Pracy. Zapadły wówczas decyzje, które unieważniły kilka jego działań jako nielegalne i zobowiązały MTK do wypłaty odszkodowań w wysokości co najmniej 760 tys. euro poszkodowanym w wyniku wewnętrznego programu restrukturyzacji, za który ten urzędnik odpowiadał.
Cozonac znalazła też niezgodności w CV von Hebla, opublikowanym na stronie komisji pre-vettingowej i innymi wersjami tego samego dokumentu. „Nikt w Mołdawii tego nie sprawdził” – zaznaczyła. „Przyjęto zasadę, że skoro jest rekomendowany przez partnerów zewnętrznych, a jego CV robi wrażenie, to znaczy, że jest osobą uczciwą” – dodała.
Ujawnienie tej sprawy miało nieprzyjemne konsekwencje – doszło do skoordynowanego ataku ze strony mediów i urzędników, a także cyberataku na archiwa portali śledczych i antykorupcyjnych Anticoruptie.md i Investigatii.md. Problemy z finansowaniem zmusiły Centrum Dziennikarstwa Śledczego (CIJM) do opuszczenia swojego biura w 2025 r.
Parlament Mołdawii zmienił przepisy, umożliwiając holenderskiemu prawnikowi udział w komisji weryfikacyjnej prokuratorów. „Jeśli zmienia się prawo dla jednej osoby, podważa się całą ideę transparentności i uczciwości” – oceniła Cozonac.
Według Dana Goncearuca, eksperta ds. praworządności i zarządzania w Instutucie Rozwoju i Inicjatyw Socjalnych IDIS Viitorul, proces weryfikacji sędziów to niezbędny etap reformy, która jednak jest znacznie szersza niż ten pojedynczy mechanizm. „Ta ewaluacja pozwala wyeliminować pewne słabości, ale nie zastąpi sprawnego zarządzania instytucjami, kompetencji zawodowych i infrastruktury niezbędnych dla funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości” – ocenił analityk.
Jako problemy wskazuje niedofinansowanie, poważne braki kadrowe wśród sędziów i prokuratorów, niepełną cyfryzację akt i ograniczone zdolności administracyjne. Według niego są to luki systemowe, na które reforma jak dotąd nie odpowiedziała.
„Głównym kryterium powinna być jakość pracy sędziów i to, jak oceniają ją obywatele. Same liczby, mówiące o tym, kto pozytywnie przeszedł weryfikację, a kto tego nie zrobił, nie są wystarczającą miarą” – podsumował Goncearuc.
Co pokazują liczby
Dane dotyczące nastrojów społecznych precyzyjnie oddają te sprzeczne uczucia. Wynik Mołdawii w rankingu percepcji korupcji (Transparency International's Corruption Perceptions Index, CPI) wzrósł w latach 2021-2024 z 36 do 43, co jest znaczącą poprawą, a jednak wciąż pozostawia kraj znacznie poniżej poziomu kojarzonego z krajami o niskim poziomie korupcji.
Raport „100 najważniejszych problemów Mołdawii 2024” przygotowany wspólnie przez IDIS Viitorul i Fundację Friedricha Eberta powołuje się na badanie socjologiczne IPRE (Instytutu na rzecz Polityki i Reform Europejskich) z 2023 r., z którego wynika, że 74 proc. badanych uważa system sprawiedliwości za najbardziej skorumpowany sektor. Na drugim miejscu jest policja z wynikiem 75 proc.
Z badania IPRE z 2024 r. wynika, że ponad 70 proc. badanych uważało, że poziom korupcji nie zmienił się lub wzrósł w porównaniu z poprzednim rokiem.
Autorzy raportu zidentyfikowali cztery stale utrzymujące się problemy: upolitycznienie instytucji, brak przejrzystości wydatków publicznych, kulturę społecznej tolerancji dla korupcji oraz bezkarność wśród urzędników wysokiego szczebla.
Według Cornelii Cozonac za tymi danymi kryje się słabość strukturalna. Priorytetem rządu w zakresie walki z korupcją było, jak przekonuje, postawienie przed sądem oligarchów Plahotniuca i Sora, a także rozliczenie innych zaległych afer korupcyjnych z przeszłości, ponieważ były one widoczne, politycznie istotne i rozwiązanie ich korzystnie wpłynie na wizerunek obecnych władz.
W ocenie ekspertki znacznie mniej uwagi poświęcono na równoległe działania w zakresie zapobiegania, wykrywania i likwidowania korupcji w obecnej administracji. Zwraca ona uwagę, że w trakcie ważnych okresów wyborczych w minionych latach także media i społeczeństwo stały się ostrożniejsze w badaniu przypadków, które mogłyby być wykorzystane we wspieranych przez Rosję operacjach wpływu przeciwko proeuropejskiemu rządowi.
„Tego rodzaju brak czujności i należytej kontroli tego, jak są wydawane pieniądze publiczne nieuchronnie prowadzi do wzrostu korupcji” – zaznaczyła rozmówczyni. „Dlatego teraz widzimy jak niektóre przypadki korupcji i nadużyć, wykorzystania wpływów i nepotyzmu wychodzą na powierzchnię i napędzają falę niezadowolenia w społeczeństwie” – dodała.
Jaki sygnał płynie do społeczeństwa?
Przypadek Mołdawii wpisuje się w rozpoznawalny w dobrze znany schemat regionalny. Kraje, które zdołały osiągnąć sukcesy w walce z korupcją, jak np. państwa bałtyckie czy Gruzja po reformach z 2004 r., dokonały tego dzięki połączeniu radykalnej przebudowy instytucji, stałej presji z zewnątrz i konsekwentnej eliminacji bezkarności na najwyższych szczeblach władzy. Dla Mołdawii presję zewnętrzną stanowi proces eurointegracji – to właśnie on był istotnym czynnikiem przyspieszającym reformy strukturalne.
Skandal korupcyjny pokazał, że stopień wiarygodności każdego projektu antykorupcyjnego jest uzależniony od tego, w jakim stopniu jego autorzy są w stanie zastosować standardy wobec siebie samych. Dan Goncearuc podkreśla, że 15 proc. Mołdawian już teraz wskazuje nepotyzm i brak merytokracji jako jeden z głównych problemów państwa. Są one wymieniane na drugim miejscu, zaraz po korupcji, którą wymienia 57 proc. badanych.
Prawna ocena tego, czy powiązania rodzinne stanowią dowód przestępstwa, jest czymś zupełnie odmiennym niż ocena polityczna – czyli to, jaki sygnał takie układy wysyłają społeczeństwu, któremu obiecano zupełnie inne państwo.
Recepta Cozonac jest jednoznaczna: „Należy przeprowadzić śledztwo, które ustali, kto i co realnie wypracował za tak ogromne pensje, a ludzie, którzy kradli publiczne pieniądze, muszą za to odpowiedzieć. Zwrot 500 tys. lejów czy zwykłe rozwiązanie umowy nie rozwiązuje problemu” – uważa aktywistka.
Szczególną ironią jest to, że te same burzliwe tygodnie, które doprowadziły do upadku rządu, przyniosły Mołdawii najważniejsze w ostatnich latach wiadomości z Europy. 15 czerwca w Luksemburgu Mołdawia formalnie otworzyła pierwszy klaster negocjacji akcesyjnych, dotyczący praworządności, instytucji demokratycznych i praw podstawowych. 14 lipca w Brukseli otwarto natomiast klaster, dotyczący relacji zewnętrznych. Rozdziały klastra dotyczący praworządności są otwierane jako pierwsze, a zamykają się jako ostatnie, co oznacza, że wszystko, co Mołdawia zrobi w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości i walki z korupcją będzie oceniane właśnie przez ich pryzmat.
W tym sensie oczyszczanie instytucji z korupcji przestało być wyłącznie kwestią polityki wewnętrznej. Stanowi ono warunek trwałego postępu na drodze do przystąpienia do UE.
Mechanizmy korupcyjne, jak podkreśla Cornelia Cozonac, nie znikają wraz ze zmianą władzy, lecz adaptują się do nowych warunków. Od tego, czy mołdawskie instytucje zdołają szybciej dostosować się do nowych wymogów zależą zarówno losy reformy, jak i całego projektu europejskiego.