Białoruskie środowiska demokratyczne za granicą wkroczyły w drugą połowę 2026 r. z rozwiniętym systemem instytucji, w którym jest ośrodek prezydencki, gabinet cieni, misje dyplomatyczne i relacje międzynarodowe.
Uwolnienie z więzień liderów protestów 2020 r. obnażyło jednak paradoks – za stabilnym szkieletem instytucjonalnym kryją się wewnętrzne podziały. Politycy, którzy w ciągu minionego roku wyszli z więzień, nie wkomponowali się w system, który został zbudowany na emigracji po masowych protestach 2020 r.
Uwolnienie kluczowych postaci białoruskich protestów odbywało się w dwóch etapach – w czerwcu i grudniu ubiegłego roku. Wyjście na wolność Siarhieja Cichanouskiego w czerwcu oraz wydalenie grudniowej grupy więźniów politycznych z Wiktarem Babaryką i Maryją Kalesnikawą na czele było postrzegane w środowisku demokratycznym jako punkt zwrotny. Wydawało się, że powrót ludzi, którzy stali się symbolami 2020 roku, tchnie w siły demokratyczne nowe życie.
W rzeczywistości zaczął się proces odwrotny. W czasie gdy Cichanouski, Babaryka, Kalesnikawa i inni przebywali za kratami, opozycja na emigracji stworzyła skomplikowaną architekturę, która nauczyła się funkcjonować według własnych zasad. Uwolnieni politycy zdystansowali się wobec tych ośrodków.
Baza instytucjonalna – Biuro Swiatłany Cichanouskiej i Gabinet Przejściowy
Głównym ośrodkiem międzynarodowej legitymacji białoruskich sił demokratycznych na emigracji pozostaje tandem: Biuro Swiatłany Cichanouskiej i Zjednoczony Gabinet Przejściowy. Właśnie te dwie struktury posiadają dyplomatyczne uznanie na Zachodzie i zapewniają podmiotowość sił demokratycznych na scenie międzynarodowej.
Biuro Cichanouskiej, którego zaplecze stanowi 30–40 specjalistów, wśród których rolę kluczowych doradców odgrywają Franak Wiaczorka, Alaksandr Dabrawolski i Dzianis Kuczyński, pełni funkcje reprezentacyjne. Na przełomie 2025 i 2026 roku struktura ta przeszła wymuszoną reorganizację. Po tym jak władze Litwy obniżyły poziom ochrony gwarantowany przez państwo Cichanouskiej, jej zespół rozdzielił się na dwa kraje. Sama liderka sił demokratycznych i jej polityczni doradcy przenieśli się do Warszawy pod opiekę władz Polski, a blok dyplomatyczny pozostał w Wilnie, zachowując tamtejszą akredytację.
Władzę wykonawczą pełni z kolei Zjednoczony Gabinet Przejściowy, który powstał w 2022 r. pod kierownictwem Cichanouskiej i jej zastępcy Pawła Łatuszki (byłego dyplomaty i ministra kultury, kierującego w emigracji odrębną strukturą – Narodowym Zarządem Antykryzysowym, NAU), Gabinet koordynuje polityki zagraniczną, obronną, gospodarczą, społeczną i kulturalną.
W polityce zagranicznej ta struktura instytucjonalna osiągnęła konkretne rezultaty. Udało się wypracować dwustronne mechanizmy legalizacji dla setek tysięcy Białorusinów po tym, jak oficjalny Mińsk wprowadził zakaz wydawania paszportów za granicą. Misje dyplomatyczne białoruskich sił dyplomatycznych działają na Ukrainie, we Włoszech i w innych krajach Europy. Udało się również wynegocjować ułatwienia prawne w Szwecji i Hiszpanii dla przebywających w tych krajach białoruskich emigrantów. Biuro Cichanouskiej zapewnia, że posiada bezpośredni kanał komunikacji z administracją Donalda Trumpa w sprawie działań na rzecz uwalniania więźniów politycznych.
Ta sytuacja ma jednak i „drugą stronę medalu”. Jak zauważa filozof i komentator Uładzimir Mackiewicz, białoruskie instytucje emigracyjne bardzo sprawnie działają na polu reprezentacji dyplomatycznej, jednak nie stały się podmiotem realnych zmian politycznych wewnątrz kraju. W jego opinii monopolizując dialog z instytucjami europejskimi i amerykańskimi, zamknęły się one w znacznej mierze na reprodukowaniu własnego statusu w aparacie władzy.
Ta krytyka nie jest bezpodstawna. Należy jednak pamiętać, że siły demokratyczne mają obiektywnie znikome możliwości oddziaływania wewnątrz kraju. Zadbał o to sam reżim, który represjonuje obywateli za jakiekolwiek przejawy nielojalności. Dostęp do mediów niezależnych jest zablokowany, a korzystanie z nich – nielegalne i karane nawet więzieniem. Jakiekolwiek kontakty z opozycją to prosta droga do sprawy karnej i oskarżeń nawet o zdradę stanu. Siły demokratyczne nie mają dostępu do kraju ani fizycznie, ani instytucjonalnie.
Rada Koordynacyjna: wyborcze zwierciadło kryzysu
Jak bardzo system emigracyjny jest oderwany od społeczeństwa, pokazały wybory do Rady Koordynacyjnej w 2026 r. Organ, który miał stać się protoparlamentem, odnotował dramatyczny spadek zaufania: w głosowaniu wzięło udział zaledwie 2113 osób – trzy razy mniej niż podczas wyborów w 2024 r.
Największym ciosem w legitymację Rady była kategoryczna odmowa udziału w wyborach ze strony niedawno wyzwolonych z więzień liderów protestu. Maryja Kalesnikawa zdystansowała się wobec wyborów, tłumacząc, że ważne jest skierowanie energii na działaniach prowadzących do jednoczenia ludzi i przynoszących konkretne korzyści, a nie na działania, które są pozbawione realnej treści.
Wiktar Babaryka publicznie wyraził wątpliwość, czy struktura ta jest potrzebna, bezpieczna i korzystna dla społeczeństwa. Były więzień Paweł Siewiaryniec mówił z kolei, że wokół wyborów dzieje się więcej skandali niż realnych działań.
W rezultacie zwycięstwo w głosowaniu z wynikiem powyżej 42 proc. odniosła koalicja Pawła Łatuszki i Ruchu O Wolność. Pomimo gwałtownego spadku frekwencji, Łatuszka nazwał otrzymane głosy wyrazem zaufania w warunkach represji i depolityzacji społeczeństwa. Wybory, owszem, odbyły się, ale ostatecznie utrwaliły przekonanie, że instytucje za granicą zajmują się głównie własnym przetrwaniem. Liczba obywateli gotowych uczestniczyć w ich tworzeniu gwałtownie spada.
Rozłam psychologiczny
Ten impas instytucjonalny w dużej mierze wynika z głębokiej bariery psychologicznej, która wytworzyła się między dwoma grupami białoruskiej emigracji – tymi, którzy całe lata po protestach spędzili w więzieniu i tymi, którzy od początku tworzyli struktury polityczne za granicą. Liderzy protestu wyszli na wolność z warunków totalnej izolacji fizycznej i informacyjnej. Ich wyobrażenie o białoruskim ruchu demokratycznym niejako „zamroziło” stan z lata 2020 r. Był to okres powszechnego poruszenia, solidarności i gotowości do poświęceń dla wspólnych celów. Wrócili oni jednak do rzeczywistości zdominowanej przez urzędową rutynę, walkę o ograniczone środki donatorów i zmęczenie Europy wojną na Ukrainie, na tle której sprawa białoruska zeszła na dalszy – drugi, czy nawet trzeci plan.
Berlińscy technokraci – sztab Babaryki i stanowisko Maryi Kalesnikawej
To właśnie z tych różnic wynika decyzja Wiktara Babaryki – niedoszłego kandydata w wyborach (zaaresztowanego jeszcze na etapie wstępnej kampanii wyborczej) i współpracowniczki jego sztabu, później aktywnej w otoczeniu Swiatłany Cichanouskiej – Maryi Kalesnikawej, o zdystansowaniu się wobec oficjalnych struktur sił demokratycznych w Polsce i na Litwie. Na swoją siedzibę wybrali oni Berlin.
Babaryka oficjalnie zrezygnował z udziału w walce o przywództwo w istniejących ośrodkach emigracyjnych. W jednym z wywiadów powiedział, że poza Białorusią polityka przekształca się w „gatunek konwersacyjny”. Były bankier zarejestrował w Niemczech firmę w dziedzinie sztucznej inteligencji, a w sierpniu 2026 r. uruchomił platformę Belarus Network. Ten projekt ma w zamyśle stać się narzędziem wsparcia biznesowego dla białoruskich inicjatyw obywatelskich. Według założeń ma on oceniać ich działalność według kryteriów realnej wartości dodanej i wymiernych wskaźników (KPI). Babaryka zrezygnował z ponownego budowania partii, a działalność jego ugrupowania Razem (Razam) została zamrożona.
Maryja Kalesnikawa otrzymała stypendium Kissingera w Instytucie McCaina w Waszyngtonie i skupiła się na działaniach międzynarodowych na rzecz uwolnienia więźniów politycznych. Kalesnikawa promuje alternatywną (wobec dotychczasowych ośrodków) koncepcję „powrotu do normalności”. W serii wywiadów opowiedziała się za dialogiem z Mińskiem w celu przerwania represji, przekonując, że ratowanie ludzkiego życia powinno być priorytetem wobec jakichkolwiek kalkulacji geopolitycznych.
Babaryka popiera myślenie Kalesnikawej, wskazując, że sankcje wobec Mińska doprowadziły do przekierowania 70 proc. eksportu krajowego do Rosji i krytycznego wzrostu uzależnienia Mińska od Kremla. Tym samym „babarykowcy” poddają w wątpliwość stanowisko Biura Cichanouskiej i zjednoczonego gabinetu, opowiadających się za bezkompromisową izolacją reżimu Łukaszenki.
Ta postawa nie wynika jednak z bezmyślnego uporu. Przeciwnicy polityki ustępstw wobec reżimu wskazują, że oparty o ustępstwa „dialog” z Alaksandrem Łukaszenka jest obarczony ogromnym ryzykiem, ponieważ traktuje on więźniów politycznych jako kartę przetargową w relacjach ze światem zewnętrznym, a żadna forma porozumienia nie gwarantuje wywiązania się przez niego z powziętych ustaleń. Po doświadczeniach z minionych dekad, gdy w zamian za zniesienie sankcji Łukaszenka uwalniał zakładników politycznych, a potem wracał do starych sprawdzonych metod i represji, również politycy w Europie zachowują daleko posunięty sceptycyzm co do wszelkich układów z Mińskiem.
Niezażegnane spory z 2020 r. – Waleryj i Weranika Capkałowie
Podziały w białoruskich kręgach demokratycznych pogłębiają stare konflikty personalne, tlące się od 2020 r. Jednym z przykładów jest stanowisko małżeństwa Capkałów, którzy mieli swoje pięć minut właśnie w tamtym roku wyborczym.
Weranika Capkała, która początkowo wspierała kampanię swojego męża, a po jego wyjeździe z Białorusi dołączyła do ekipy Swiatłany Cichanouskiej, opuściła kraj od razu po wyborach. Aktywne przed wyborami żeńskie trio Cichanouska-Kalesnikawa-Capkała rozpadło się, a po wyjeździe Capkała na emigracji stanęła na czele Białoruskiej Fundacji Kobiet, której celem jest wsparcie osób represjonowanych. Jednocześnie była sojuszniczka zaczęła głośno krytykować Biuro Cichanouskiej, zarzucając tej strukturze brak przejrzystości finansowej i biurokratyzację.
Sam Waleryj Capkała, zaocznie skazany na Białorusi na 17 lat więzienia, także zdystansował się wobec instytucjonalnych struktur opozycji białoruskiej. Po próbach uruchomienia własnych projektów politycznych, takich jak Forum Sił Demokratycznych i platforma Tribunal.LIVE, wiosną 2025 r. zajął się doradztwem międzynarodowym i podjął współpracę z albańską państwową agencją inwestycyjną. On również jest obecnie jednym z najgłośniejszych krytyków Biura Cichanouskiej i innych struktur emigracyjnych.
Siarhiej Cichanouski i media niezależne
Najbardziej wyrazistym przykładem nieprzystosowania do nowej rzeczywistości jest chyba jednak przypadek Siarhieja Cichanouskiego, który w miesiącach poprzedzających wybory w 2020 r. zdobył ogromną popularność jako aktywista i bloger, za co szybko został wtrącony do więzienia. Po wyjściu na wolność latem 2025 r. zderzył się z faktem, że w polityce instytucjonalnej nie ma już dla niego miejsca. Status przywódczyni sił demokratycznych i uznanej międzynarodowo reprezentantki Białorusi zachowała jego małżonka Swiatłana. Chociaż zyskała swój status dzięki mężowi – weszła do polityki, gdy on trafił do aresztu – teraz to ona z symbolu oporu stała się jego instytucjonalną reprezentantką.
Tuż po wyjściu z więzienia Cichanouski próbował zebrać środki – 200 tys. euro – na nową kampanię przeciwko reżimowi, ale ta inicjatywa poniosła fiasko. Wkrótce potem wyjechał do USA, gdzie – jak przekonuje – próbuje budować relacje pomiędzy diasporą białoruską a administracją Donalda Trumpa. W sierpniu uruchomił nowy kanał na YT, gdzie prezentuje swoje wiersze i bajki napisane podczas pobytu w więzieniu.
Niedawno Cichanouski wywołał w przestrzeni publicznej nowy skandal. Punktem zapalnym stała się publikacja niezależnego portalu Nasza Niwa o jego urodzinach w Kalifornii, opatrzona nagłówkiem: „Cichanouski z rozmachem świętował urodziny w Los Angeles”. W odpowiedzi bloger opublikował na Facebooku emocjonalne oświadczenie: „W rzeczywistości było to skromne spotkanie z Białorusinami. Osobiście wydałem na napoje i poczęstunek 130 dolarów. Oto cały mój +rozmach+”.
Cichanouski oświadczył następnie, że problem jest głębszy niż sam tytuł publikacji w mediach. Oskarżył Naszą Niwę o to, że jej artykuły były wykorzystywane przez reżim w sprawach karnych przeciwko więźniom politycznym, i ogłosił zbiórkę materiałów dowodzących „naruszania standardów” przez niezależne media. Zapowiedział przekazanie ich zachodnim donatorom, by w ten sposób odciąć redakcję od finansowania.
Na te ataki zareagował Alaksandr Kłaskouski, nestor białoruskiego dziennikarstwa politycznego i jeden z najbardziej szanowanych komentatorów, człowiek o nieskazitelnej reputacji w białoruskich kręgach medialnych i eksperckich. W artykule opublikowanym na portalu Biełsatu publicysta zauważył, że próby szantażowania mediów niezależnych grantami przez osoby publiczne niepokojąco przypominają działania reżimów autorytarnych. Analityk podkreślił, że tradycji demokratycznej spory z prasą są rozwiązywane w sposób cywilizowany przed sądem lub poprzez urzędy etyki medialnej. Dodał, że wojny z prasą niezależną nie wygrał jeszcze żaden polityk.
Cichanouski zareagował nieskrywaną agresją – nazwał komentatora „klaunem”, który pisze „na zamówienie”, a Naszą Niwę – śmietnikiem informacyjnym.
Białoruskie siły demokratyczne na emigracji zdołały wykształcić sprawną architekturę dyplomatyczną, uznawaną na Zachodzie. Jest ona w stanie rozwiązać część problemów, z którymi zmagają się Białorusini na emigracji, jednak jej głównym problemem pozostaje brak przełożenia na szersze grupy społeczne, zwłaszcza wewnątrz kraju, i brak wewnętrznej jedności oraz zgodności co do celów i metod działania. Wyjście na wolność kluczowych postaci protestów 2020 r., wbrew oczekiwaniom, nie wzmocniło ruchu demokratycznego, ale obnażyło rozłam polityczny i psychologiczny. Opozycja demokratyczna na emigracji ciągle szuka sposobu na siebie i własne przetrwanie jako skutecznej reprezentacji społeczeństwa.