Reinterpretacja historycznych relacji Gruzji z Rosją przez partię władzy Gruzińskie Marzenie stała się instrumentem utrzymania władzy i usprawiedliwienia katastrofalnej polityki zagranicznej – pogorszenia relacji z UE, załamania partnerstwa strategicznego z USA i pogłębienia gospodarczej i politycznej zależności od Rosji.
Partia władzy używa własnej interpretacji wydarzeń historycznych do legitymizowania bieżących decyzji politycznych, dyskredytowania swoich oponentów oraz określenia granic dopuszczalnej debaty publicznej. Kontrowersje wokół traktatu gieorgijewskiego, odpowiedzialności za wojnę 2008 r. i sposobu relacjonowania konfliktu w separatystycznej Abchazji pokazują, że pamięć historyczna stała się instrumentem zarządzania.
Rozszerza to proces, który opisuję jako „udomowione FIMI” (foreign-origin information manipulation – zagraniczna ingerencja w informację oraz manipulacja informacjami) – wchłonięcie przez krajowy system polityczny zewnętrznej manipulacji informacjami i reprodukowanie jej przez lokalnych aktorów poprzez własne instytucje. Koncepcja ta nie wymaga dowodów na to, że Moskwa kieruje każdym przekazem. Identyfikuje ona zbieżność, w której narracje kojarzone z rosyjskim autorytaryzmem stają się użyteczne dla urzędujących władz i zyskują niezależną zdolność do reprodukcji.
Traktat gieorgijewski bis?
W sierpniu 2026 r. premier Irakli Kobachidze bronił decyzji króla Herakliusza II o zawarciu w 1783 r. traktatu gieorgijewskiego z Imperium Rosyjskim, nazywając go „jedyną słuszną i nieuniknioną” dostępnych wówczas decyzji i przekonując, że dzięki niemu zachowane zostało narodowe istnienie Gruzji. Owszem, król Herakliusz szukał ochrony w obliczu regionalnych zagrożeń i to pozwala wyjaśnić ten krok. Nie zapewnił on jednak realizacji obietnic Rosji, jak mogłoby wynikać ze słów Kobachidzego. Rosja nie podjęła interwencji, gdy po dziesięciu latach od podpisania traktatu Gruzję najechała Persja, pustosząc ją. Niecałe dwadzieścia lat później – zniosła gruzińską państwowość, monarchię oraz niezależność Kościoła.
Według tej retrospektywnej logiki ostateczne przetrwanie Gruzji miałoby dowodzić, że traktat był niezbędny – sprowadza ona ochronę, aneksję, rządy imperialne i odzyskanie niepodległości do jednej opowieści o ocaleniu narodu. Ugoda z Rosją staje się w tej narracji odpowiedzialną polityką, koszty dominacji schodzą na dalszy plan wobec twierdzenia, że Gruzja przetrwała, a krytyka jest traktowana jako brak zrozumienia dla geopolitycznej konieczności.
Ten przykład wpisuje się w szerszy schemat, który obserwujemy w ciągu minionych dwóch lat. Zamknięcie programu studiów magisterskich z historii współczesnej Gruzji na prestiżowym Uniwersytecie Ilii w Tbilisi, blokowanie dostępu do archiwów Partii Komunistycznej i KGB oraz zwrot ku jednemu zatwierdzonemu podręcznikowi do historii nastąpiły po roku gwałtownych reform uniwersyteckich, które scentralizowały kontrolę nad programami akademickimi, rekrutacją i finansowaniem.
Rehabilitacja traktatu gieorgijewskiego usprawiedliwia nowe uzależnienie od Moskwy. Ta prorosyjska narracja jest rozpowszechniana nie tylko przez Gruzińskie Marzenie, ale także przez działających w Rosji polityków prorosyjskich. Mamuka Pipija, lider prorosyjskiej partii Solidarność dla Pokoju, który opowiada się za koncepcją „traktatu gieorgijewskiego-2” i promował ją podczas seminarium w Moskwie latem 2025 r. W sierpniu tego roku Pipija podchwycił wypowiedź Kobachidzego i powiązał swój pomysł „odnowienia” traktatu z argumentami premiera w obronie oryginalnego sojuszu z XVIII w. Jak przekonywał, jego partia pracuje na rzecz nowego porozumienia, które będzie „prawdziwym ratunkiem dla kraju” i rzekomo miałoby być zawarte „na równych warunkach”. Wkrótce, jak zapowiadał, głos w tej sprawie ma „wybrzmieć z Moskwy”.
Ten przykład pokazuje, jak oficjalna interpretacja przeszłości może zostać zawłaszczona do bieżącego projektu, takiego, który odwraca konkluzję znanego gruzińskiego historyka Iwane Dżawachiszwilego, zgodnie z którą traktat z 1783 r. nie przyniósł Gruzji żadnej korzyści, ale za to wyrządziło jej ogromną szkodę.
Taka legitymizacja może być przygotowaniem gruntu pod nowe ustalenia z Rosją, takie jak wznowienie stosunków dyplomatycznych, wycofanie się z uznania statusu Rosji za państwo okupujące, odrzucenie formalne (de jure) procesu integracji europejskiej i euroatlantyckiej, dołączenie do zdominowanych przez Rosję formatów regionalnych, a nawet dopuszczenie rosyjskiej obecności w sektorze bezpieczeństwa lub obecności wojskowej w kraju. Jest to jednak co najmniej usprawiedliwienie dla obecnych wyborów politycznych Gruzińskiego Marzenia i gwałtownego zwrotu w kierunku rządów autorytarnych.
Reinterpretacja rosyjskiej inwazji w 2008 r.
Wdzięcznym polem do reinterpretacji jest również wojna sierpniowa pomiędzy Rosją i Gruzją w 2008 r. W organizowanych przez Gruzińsmie Marzenie obchodach rocznicy tej wojny ważne jest przedstawianie wersji odpowiedzialności. Tutaj również Kobachidze dokonał zmiany – oskarżając odpowiedzialnością za rozpoczęcie wojny partię Zjednoczony Ruch Narodowy, a lidera tej partii i ówczesnego prezydenta – o działanie na rzecz obcych mocarstw. Wcześniej powołana przez Gruzińskie Marzenie parlamentarna komisja śledcza m.in. oskarżyła ZRN i byłego prezydenta o rozpoczęcie wojny, przypisując im wyłączną winę za wybuch konfliktu. Ustalenia te spotkały się z gwałtownymi protestami społecznymi w kraju oraz stoją w rażącej sprzeczności z międzynarodowym konsensusem dokumentującym rosyjską agresję i prowokacje, w tym z unijnym raportem Tagliavini.
Taka rewizja historii ma poważne skutki polityczne. W tej narracji politycy opozycyjni, którzy stali na czele kraju w 2008 r., stają się przedmiotem moralnego i prawnego potępienia. Z kolei ukryte założenie – że rozważny rząd mógł zapobiec katastrofie – ma przedstawiać władzę obecnej partii rządzącej jako warunek bezpieczeństwa narodowego.
Logika ta niesie ze sobą także międzynarodowe konsekwencje prawne. Jeśli bowiem to rząd był odpowiedzialny za wywołanie wojny, to odpowiedzialność Rosji zostaje wymazana, co pozwala na zakwestionowanie jej statusu jako państwa okupującego. To z kolei prowadzi do podważenia fundamentu, na którym opiera się gruzińska polityka nieuznawania Abchazji i Osetii Południowej, separatystycznych regionów okupowanych przez Rosję.
Jeśli winna w 2008 r. była Gruzja, a Rosja zaledwie reagowała na działania Tbilisi, to późniejsze działania takie jak uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej przez Moskwę, także mogłyby zyskać uzasadnienie. A jeśli tak właśnie było, to co powstrzyma kolejne kraje przed pójściem w ślady Rosji?
Rusofobia – dyżurny argument z importu
Podobny mechanizm działa w przypadku dyżurnych oskarżeń o „rusofobię” wobec oponentów politycznych i aktywistów obywatelskich. W liście-manifeście z 4 sierpnia (który zainicjował nową falę rządowej narracji propagandowej) premier Kobachidze zarzucił swoim krytykom, że zwrócili się oni przeciwko Rosji dopiero po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, działając na polecenie rzekomej „Globalnej Partii Wojny” (to element promowanej przez Gruzińskie Marzenie teorii spiskowej o międzynarodowych zakulisowych siłach, które próbują „wciągnąć” Gruzję do wojny). Innymi słowy – Kobachidze demonizuje każdego, kto występuje przeciwko Kremlowi, rosyjskiej wojnie przeciwko Ukrainie lub okupacji gruzińskich terytoriów – jako rusofoba, zrównując nienawiść do Putina z nienawiścią do Rosjan jako narodu.
Ten termin – rusofobia – to dyżurny argument Moskwy w ciągu ostatnich kilku lat, a jego celem jest wybielenie rosyjskich działań na Ukrainie i moralne upomnienie Zachodu – że Rosjanie nie powinni być obiektem nienawiści z powodu wojny, a działania przeciwko Kremlowi są rusofobiczne. W kontekście gruzińskim zaimportowanie tego terminu rozmywa krytykę wobec państwa rosyjskiego, wobec okupacji oraz uprzedzenia wobec Rosjan, pozwalając zaprezentować spór polityczny jako szkodliwą społecznie wrogość.
W sierpniu Służba Bezpieczeństwa Państwowego Gruzji wszczęła sprawę o sabotaż w związku z rzekomą, skoordynowaną kampanią internetową przedstawiającą Gruzję jako nieprzyjazną dla rosyjskich turystów. Pozostaje to w sferze zarzutów, ale wypowiedzi w internecie wkroczyły w domenę bezpieczeństwa narodowego.
Obawy o debatę historyczną rodzi m.in. sprawa Giorgiego Baramidzego, byłego ministra obrony i spraw wewnętrznych za rządów Micheila Saakaszwilego. 11 września został on zatrzymany w związku z wypowiedziami w wywiadzie na temat wojny w Abchazji w latach 1992-1993. Chodzi o wypowiedź na temat działań gruzińskich żołnierzy (którzy, według jego relacji, podobnie jak walczący po stronie abchaskiej, mieli „nie brać jeńców”, „zabijać ich”).
Prokuratorzy postawili mu zarzut zdrady stanu i sabotażu, twierdząc, że jego wypowiedzi na temat egzekucji jeńców były zmyślone oraz szkodzą interesowi państwa. Baramidze powiedział później, że jego sformułowania mogły być mylące.
Traktowanie spornej relacji z działań wojennych jako zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa zniechęca świadków, badaczy i dziennikarzy, dotykając znacznie szerszego kręgu osób niż tylko sam oskarżony. Co ważniejsze jednak, pokazuje to, że organy ścigania i sądownictwo są obecnie w pełni upolitycznione przez Gruzińskie Marzenie, a nieakceptowana politycznie osoba może trafić do więzienia na żądanie prokuratora. To dokładnie taki sam model, jaki zbudowała Rosja, a który obecnie funkcjonuje również w Gruzji.
Tak więc, to, co robi obecnie Gruzińskie Marzenie, jest próbą wykorzystania rewizjonizmu historycznego do uzasadnienia swoich obecnych prorosyjskich wyborów. Ugoda z Moskwą jest przedstawiana jako lekcja narodowego przetrwania, opozycja – jako przyczyna minionej katastrofy, a historyczne prorosyjskie wybory XVII-wiecznego króla Herakliusza – jako jedyna właściwa opcja. Następnie wszystkie kontrargumenty są uciszane, albo przez ataki na system kształcenia i eliminację krytycznego myślenia, albo przez penalizowanie niezgody i opozycji politycznej. Podobnie jak w wielu innych państwach autorytarnych, polityka pamięci nabiera nowego znaczenia i zajmuje oddzielne miejsce w polityce partii rządzącej. Jako klasyczni wyznawcy autorytaryzmu politycy Gruzińskiego Marzenia rozumieją, że ten, kto przepisze gruzińską historię, będzie mógł utrzymać władzę w teraźniejszości i przyszłości.